W życia teatrze…

Napisałam kiedyś, że: „Uwielbiam teatr. W pełnym słowa znaczeniu – nie tylko sztuki wystawiane na scenie, ale i wszystko, co się z nim wiąże – panie bileterki witające od progu uśmiechem, widownię i scenę – dwa światy oddzielone kurtyną, atmosferę tajemniczości i oczekiwania, która unosi się w każdym zakątku już po pierwszym dzwonku, nawet specyficzny zapach emocji, które towarzyszą aktorom i widzom.”

We wrześniu, podczas winobrania w Zielonej Górze, wielka uczta duchowa – spotkania teatralne… kiedyś mogłam sobie pozwolić na to, by przez tydzień siedzieć co wieczór w teatrze na takich przeglądach, ba! w czasach studenckich szło na karnet prawie całe stypendium… dziś, dobrze jest, jeśli czas pozwala obejrzeć ze dwa-trzy przedstawienia i to pod warunkiem, że dostanie się jeszcze bilety…

Nadal jednak jestem pod wrażeniem tego, co zaprezentował teatr lubuski… niezwykły spektakl brytyjskiej pisarki April de Angelis zatytułowany „Stworzenia sceniczne”, przenoszący widza w przeszłość, kiedy po raz pierwszy kobiety pojawiły się na scenie w teatrze elżbietańskim… ciekawa inscenizacja, rodem z czasów Szekspira – scena oświetlona jedynie świecami, nieco psychodeliczna, przygnębiająca atmosfera i świetna gra aktorek niemalże w ciemności…

W jednej z recenzji przeczytałam: „Mrok stwarza świat intymności… jednak bohaterki do końca pozostaną wobec siebie wrogie, jak zaszczute zwierzęta.” Ukształtowane przez teatr, który „nauczył je fałszu i udawania, zdrady, pogardy dla zwyczajności, uległości wobec silniejszych i schlebiania władzy. Ale uczynił przy tym je twardymi, walczącymi o swoje sprawy pazurami. Nauczył pewnej niezłomności, dystansu, umiejętności tłumienia uczuć, bycia nieznośnym
i wybuchania jak wulkan.” Bardzo krytyczna to ocena i pewnie nie pozbawiona racji, ale jak mogły czuć się kobiety w czasach, kiedy traktowano je jak coś gorszego, odmawiając im nawet stosownego miana aktorek, a nazywając jedynie – „stworzeniami scenicznymi”? A scena, na której występowały, adoptowana ze stodoły, w której trzymano i rozgrywano walki… niedźwiedzi.

Minęły stulecia, a nauki, jakie pobierały od życia, tak bardzo przypominały nieraz dzisiejszą rzeczywistość… w innych realiach, w białych rękawiczkach, w świecie zawodowym zdominowanym przez mężczyzn, częstokroć kobiety są zmuszone na każdym kroku udowadniać swoją wiedzę, umiejętności, kompetencje… Bywa, że przewyższają swoich szefów, którym wydaje się, że są lepsi tylko dlatego, że noszą spodnie…

Zupełnie odmiennie – inny wieczór, musicalowy, broadway’owski… fraki, pióra, wspaniałe kolorowe suknie i dodatki, porywający taniec i przepiękna muzyka… tak ze znanych musicali, jak i filmowa… nadal jestem pod wrażeniem tej niepowtarzalnej feerii blasku światła, ruchu i niezapomnianych melodii… choć od początku było czuć, że scena zielonogórskiego teatru jest za mała, by pomieścić tancerzy, solistów i chórek („Muzyczna Gala Teatru Broadway” ze Szczecina).

Nie obyło się bez żartu scenicznego… 🙂 Kiedy piękne, zgrabne dziewczyny tańczyły do muzyki z filmu „Pretty woman”, na scenie pojawiają się trzy matki-Polki, przygarbione, „okutane” w za duże prochowce, przepasane niestarannie, a w rękach taszczące po dwie, wypchane zakupami reklamówki… komizm postaci
i sytuacyjny oparty na kontraście, z jednej strony wywołujący salwę śmiechu, ale i gorzką refleksję – ot, polska rzeczywistość…

Uwielbiam to. Dwie godziny w innym świecie, świecie magii i iluzji teatru…
i czasem tęsknota pozostania w nim na dłużej, a czasem chęć szybkiego powrotu do rzeczywistości… nawet tej szarej, jesiennej, która niekoniecznie musi być przygnębiająca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: