„Aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”…

Dyskusja u Angie na temat blogów, ich wartości i „kiczowatości”, przypomniała mi o wrażeniach, które przywiozłam z pewnej wycieczki…

Parę lat temu byłam na Ukrainie, a konkretnie we Lwowie (na zdjęciu – wnętrze gmachu opery). Urzekło mnie to miasto, na każdym kroku przejawy polskości, wiele wzruszeń dostarczyło zwiedzanie takich „narodowych” miejsc i spotkań z mieszkającymi tam rodakami. To, na co m.in. zwróciłam szczególną uwagę, to język, jakim się posługiwali – czystą literacką polszczyznę, bez żadnych naleciałości.

W epoce sms-ów, emotikonów i monosylab nie ma miejsca na klasycznie piękny język i styl. Na pewno zauważyliście, że ludzie coraz mniej piszą, a co więcej – ani zajmująco, ani interesująco.
Na portalach można jednak znaleźć kilka blogów, bądź wpisów – prawdziwych „perełek”, które z przyjemnością nie tylko się czyta, ale i dostarczają wielu przeżyć, stają się przygodą emocjonalną i intelektualną.

W jednej z korespondencji zastanawialiśmy się z moim rozmówcą, „ile” człowieka można poznać na podstawie zdań wymienionych na takich portalach. Zauważył, że ludzie ograniczają się do korzystania z równoważników zdań, wiadomości mają formę sms-a, a wiele osób przenosi ten zwyczaj w rozmowach „buzia – w buzię”…
Sposób wypowiedzi piszącego, to po prostu kultura języka – nieraz nawet w krótkiej odpowiedzi można ją dostrzec, a w potoku słów – wielosłowie i pustosłowie, ale także i kultura osobista – jest to swoisty przejaw szacunku dla rozmówcy – traktuję innych tak, jak chciałabym, by mnie traktowano…

Napisałam gdzieś, że przyjdzie czas, aby ustąpić miejsca młodym. Dobrze, by jednak nie rezygnować i szukać dla siebie kawałka miejsca w necie. Myślę, że to właśnie dla blogowiczów może być nie tylko wyzwaniem, ale i szansą na samorealizację, może akurat taką, która przyniesie satysfakcję?
Pozostaje mieć tylko nadzieję, że młodzi, wychowani na „życiu w pośpiechu”, sięgną kiedyś i odkryją, jak wiele mieliśmy do powiedzenia i w jakim stylu o tym pisaliśmy…

Reklamy

20 Komentarzy (+add yours?)

  1. Caddicus Caddi
    Sty 23, 2012 @ 20:33:55

    Even,
    Język zmienia się wraz z epoką i pokoleniami. Przywołany wyżej Lwów jest jak endemiczne wykopalisko, choć bardzo poruszające i pokazujące nasz język uchwycony, jak muszka w bursztynie.
    Nie mamy szans na powstrzymanie zmian, ale warto kultywować jak najdłużej to, co uznajemy za ważne i wartościowe dla nas.

    Odpowiedz

  2. even21
    Sty 23, 2012 @ 20:39:27

    Pięknie to powiedziałeś, Caddi… może dlatego tu jesteśmy… 🙂

    Odpowiedz

  3. even21
    Sty 23, 2012 @ 20:58:04

    A wiesz, co jest najśmieszniejsze, w każdym razie mnie od zawsze dziwi? tu, gdzie obecnie mieszkam, repatriantów ze wschodu przywieziono zaraz po wojnie i zasiedlano okoliczne wsie. Do dzisiaj żyje jeszcze parę osób… i choć ponad 65 lat mieszkają w Polsce, nadal śpiewnie „zaciągają” wschodnim akcentem… a tam, we Lwowie, żaden z Polaków, których spotkałam tego nie robił… 🙂

    Odpowiedz

  4. Angie
    Sty 23, 2012 @ 21:13:24

    „Pozostaje mieć tylko nadzieję, że młodzi, wychowani na „życiu w pośpiechu”, sięgną kiedyś i odkryją, jak wiele mieliśmy do powiedzenia i w jakim stylu o tym pisaliśmy…”
    PIĘKNE!!!!

    Odpowiedz

  5. even21
    Sty 23, 2012 @ 21:27:47

    Skromnie spuszczam wzrok…
    tekst napisałam jakiś czas temu, ale postanowiłam wkleić tutaj – Ty mnie zainspirowałaś, Angie! 🙂

    Odpowiedz

  6. Angie
    Sty 23, 2012 @ 22:13:21

    Even, że ja jeszcze mogę być inspiracją..ehh
    😉
    Burza u mnie i właściwie nie wiem do końca O CO.
    O to, że ktoś nie lubi internetu? 😉

    Odpowiedz

  7. even21
    Sty 23, 2012 @ 22:46:50

    Nie lubią ci, którzy nie potrafią z niego korzystać…kiedy pierwszy raz miałam możliwość zajrzeć do internetu, owszem – coś tam obejrzałam, ale dziwiłam się ochom i achom, słuchając fanów neta, opowiadających z wypiekami na twarzy… :D)))
    do dziś jestem samoukiem (w końcu mam Nadwornego Informatyka w domu i asystentów, więc nie muszę się znać na komputerach), ale uważam za bardzo przydatne „narzędzie”… :)))

    Odpowiedz

  8. violamalecka
    Sty 23, 2012 @ 23:12:46

    Nie lubię jak ktoś pisze do mnie
    lub na portalach np. społecznościowych
    i nie używa polskich liter.
    Dziwne, bo drażni mnie to, nie tylko językowo
    ale i wizualnie, wtedy np. słowo dzięcioł
    wygląda… Ech, sami zobaczcie… ;-)))

    Odpowiedz

  9. even21
    Sty 23, 2012 @ 23:42:15

    🙂 …a ile takie pięści albo płoty mogą wnieść zamieszania… 🙂

    Odpowiedz

  10. Caddicus Caddi
    Sty 26, 2012 @ 18:54:38

    Z tymi „pięściami” bez polskich znaków może być nawet miłe zamieszaniem prowadzące od agresji ku radości. Nie deprecjonowałbym zatem tej szczególnej formy pisania;)

    Odpowiedz

  11. even21
    Sty 26, 2012 @ 19:22:49

    :))) …gorzej z plotami, Caddi… chyba, że w myśl zasady:jak o mnie mówią, znaczy, że żyję 🙂

    Odpowiedz

  12. Caddicus Caddi
    Sty 26, 2012 @ 20:53:19

    Właśnie! Szklanka ma być zawsze do połowy pełna! Nigdy odwrotnie:)

    Odpowiedz

  13. violamalecka
    Sty 27, 2012 @ 09:36:50

    Even, strona coraz piękniejsza…
    Wiesz, brakuje mi tu jeszcze medalionu,
    który widziałam niedawno… gdzieś tam… 😉

    Odpowiedz

  14. even21
    Sty 27, 2012 @ 19:25:58

    Prawda, że świetny…? Femme fatale romantyków… nomen omen – Delfina 🙂

    Odpowiedz

  15. even21
    Sty 27, 2012 @ 22:11:49

    Tośmy sobie pożartowali… a tu moja znajoma ze Stanów napisała, że… nie ma polskiej czcionki… mnie to nie przeszkadza, rozumie się samo przez się, kiedy ktoś pisze z zagranicy… ale – tak mi zrobiło się niewymownie głupio… że, …eh… 😦

    Odpowiedz

  16. violamalecka
    Sty 28, 2012 @ 10:36:39

    Nie przejmuj się… przecież to chodzi o tych,
    którzy mają czcionkę ale z lenistwa i przyzwyczajenia
    tak piszą… Pani na pewno zrozumiała i wie jaki
    był zamysł i cel postu… Uśmiechy!!!

    Odpowiedz

  17. sitelola
    Sty 28, 2012 @ 11:40:06

    Cóż to walka z wiatrakami, ale nie oznacza to samo przez się, że nie należy być Don Kichote’m. Ja swoim dzieciom kazałam napisać zdanie zawierające te wszystkie LOLe, WTFy, BTWy etc. Efekt? Przestały się nimi posługiwać ponieważ stwierdziły, że wygląda to fatalnie i język można sobie połamać na tej „twórczości”.
    Zaśpiew słychać nawet w mojej wymowie, mimo że nie jestem „ze Wschodu” a mieszkam od 30 lat 100 km od Warszawy. Nie każdy też jest w stanie go usłyszeć. Wystarczy natomiast , że pojadę na Zachód od stolicy i każdy wie skąd przyjechałam. Lwowiacy wbrew pozorom też „śpiewają” tyle, że efekt ten ginie u nich zapewne na tych samych zasadach, na których mojego nie słychać tutaj gdzie mieszkam… 🙂

    Odpowiedz

  18. even21
    Sty 28, 2012 @ 22:47:30

    Zaśpiew, o którym mówisz, charakterystyczny jest w różnym stopniu od regionu Polski.Wychowałam się na Ziemi Lubuskiej, więc rzadko miałam możliwość go słyszeć. Językowcy podkreślają, że na zachodzie kraju, w wyniku zasiedlania tzw. ziem odzyskanych, a co za tym idzie „pomieszania” kultur, występuje w najbardziej czystej, literackiej postaci. I rzecz ciekawa – kiedy tylko odwiedzałam dziadków (w centralnej Polsce), bardzo szybko „podłapywałam” ten melodyjny akcent (pamięć klanowa?). Lubię przysłuchiwać się innym – nie tylko temu, co mówią, ale także jak. To jest właśnie dla mnie fascynujące – mam w tym względzie bardzo wyczulone ucho! 🙂

    Odpowiedz

  19. Viktor
    Lu 02, 2012 @ 15:01:03

    Być może wszystkie te zjawiska po prostu idą w parze z minimalizmem technologicznym? 🙂 Telefony są coraz mniejsze, komputery coraz bardziej przenośne, książki spisane na niewielkim ekraniku popularnych ostatnio czytników.

    Pomijając to wszystko, modne stało się pojęcie ekonomii językowej, nawet wśród ludzi, zdawałoby się, wykształconych. Podobno w dziale IT Microsoftu, jeśli wnioskuje się o jakąś zmianę informatyczną, swoje postulaty należy ująć w maksimum 150 znakach. Jeżeli zgłaszającemu uda się opisać problem w takiej formie, zostanie rozwiązany. Jeżeli nie… Cóż.

    Przykre, przyznaję.
    Pojawię się jeszcze.

    Odpowiedz

  20. even21
    Lu 02, 2012 @ 20:09:56

    Miałam do czynienia z podobnymi formularzami… najzabawniejsze było to, że w ich wypełnieniu, największą barierą była poprawność językowa… 😉 gdyby nie moja obsesja na puncie przecinków, można by było „zaoszczędzić” mnóstwo miejsca na dodatkowe znaki, których liczbę – z góry określono… 😉

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: