Szpital w domu, czyli Kobieta i Mężczyzna…

Pod poprzednim wpisem Caddi zadał pytanie: Czy wszyscy stąd już wyjechali w góry lub nad morze? 
Oj, faktycznie zaniedbałam się w czytaniu i pisaniu…
Odpowiadam CC i innym: niestety! Ani w góry, ani nad morze,ale… do szpitala. Oczywiście, nie o mnie chodzi, a o jednego z moich Mężczyzn, w których – być może nie wszyscy wiedzą – jestem bogata…

***

Wszystko zaczęło się od rwy kulszowej. No, ta – to się daje we znaki! A właściwie… w tyłek i nogi. Oczywiście, żaden facet – w życiu! – dobrowolnie nie da się wypchnąć do lekarza (chyba, że jakiś hipochondryk się nam trafi…!). Jakiekolwiek sugestie, by zgłosić się po fachową pomoc, kiedy pojawiają się pierwsze objawy, są przysłowiowym głosem wołającego na pustyni…

Zaczęło się wszystko w ubiegły piątek, podczas malowania jednego z pokoi. W sobotę – oczywiście – każdy obowiązkowy Mężczyzna idzie do pracy i w ogóle się nie przejmuje bólem, licząc, że albo mu przejdzie samo, albo wytrzyma… tyle, że… się nasiliło. Do tego stopnia, że w niedzielę rano nie mógł podnieść się z łóżka… Musiało solidnie boleć, bo nawet pozwolił zaaplikować sobie lek przeciwbólowy…

Jękliwie wykrztusił, że czuje się trochę lepiej, więc tylko weźmie prysznic i… pojedzie do pracy (!)  Te kilka godzin, to z pewnością wytrzyma,  przecież musi sprawdzić czy wszystko jest jak należy…
Każda cierpliwa kobieta powstrzyma wszelkie komentarze, bo wiadomo, że one i tak nie przyniosą żadnego rezultatu… fanaberie tego typu trzeba po prostu przeczekać… wskazówką, że ta chwila nadeszła, był ogromny huk, który rozległ się z łazienki…

Gdyby ktoś miał wątpliwości, co się wydarzyło, odpowiadam –  zawinił brodzik. Był za wysoki. Bo, żeby z niego wyjść, trzeba się nieco pogimnastykować, a ze sztywnymi lędźwiami raczej trudno… w efekcie – pół dnia w szpitalu pod drzwiami ambulatorium chirurgicznego, rentgen i diagnoza – ręka złamana w nadgarstku…

Jeśli myślicie, że to koniec opowieści, to się mylicie… nasz Mężczyzna zamienia się w „dyspozytora” – jednym słowem: leżąc z oczami wlepionymi w sufit, jęcząc i stękając, zaczyna wydawać dyspozycje… pilot, telefon, herbatka… umieram… pić, jeść, umieram, telefon, pilot, umieram… i tak cały  poniedziałek i wtorek, zmieniając jedynie kolejność dyspozycji i kanałów w telewizji…

W środę – jaka miła odmiana! Mężczyzna opuścił „dyspozytornię” i nawet nastawia obiad. Kobieta urwała się prędzej z pracy, ale – skoro jest z nim lepiej, to ma nadzieję, że znajdzie chwilę, by odpocząć… NIC Z TEGO! Dostaje dyspozycję, że musi jechać po farbę, bo zabrakło na kawałek tego sufitu, który malował w piątek. Propozycja, by wziąć kogoś do malowania, obraża honor Mężczyzny! Wiadomo – prawdziwego mężczyznę poznać nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy… Kiedy usłyszała: niech nie będzie taką idiotką, że nie wie, co ma kupić… puściły nerwy. W tym miejscu nawet kobieta-anioł, by nie wytrzymała… z zaciśniętymi zębami zażądała kartki z nazwą, rodzajem i ilością zakupów…

W czwartek Kobieta wróciła z pracy późno… Czy  zgadniecie, co robił w tym czasie Mężczyzna…? Wlazł na drabinę i jedną ręką (lewą) skończył malować sufit! Jednocześnie – dziwnym trafem – ból przeniósł się wyżej, w okolice żeber… skąd i dlaczego, poza Mężczyzną, nikt nie wie… w obawie przed powrotem do funkcji dyspozytora, Młodsi Panowie pochowali się jak myszy do swych norek, schodząc z oczu rodzicielom…

W piątek, zadzwonili do Kobiety, która jeszcze była w pracy, oświadczając, że musi jechać z Mężczyzną  do przychodni, bo dostał od lekarza skierowanie na Rtg… prawdopodobnie ma złamane żebro, z pewnością z powodu upadku… po niefortunnej kąpieli…

Już wiecie, co Kobieta robiła w sobotę, nieprawdaż? Mając ostatni tydzień na sprzątanie przed świętami domu, który wygląda, jakby przeszło przez niego tornado – wzięła się za… dokańczanie malowania…

***

W komentarzach do wpisu o wiosennej zieleni Ela dała do zrozumienia, ze zakup nowej bluzki jest najlepszym lekarstwem, gdy nas facet wkurzy… naprawdę sądzę, że i trzy nowe ciuszki nie zrekompensują minionego tygodnia…

Reklamy

10 Komentarzy (+add yours?)

  1. Caddicus Caddi
    Mar 25, 2012 @ 06:27:42

    Even,
    to jest po prostu rewelacja i przyznam, że sytuacja jakoś dziwnie znajoma:-)
    Gotowy tekst na skecz do kabaretu. A określenia dyspozytornia, Kobieta, Mężczyzna wprost rewelacyjne w kontekście opisywanej rwy kulszowej.
    Even, masz anielską cierpliwość dla swojego Mariana.
    Warto było poczekać na ten wpis.

    Odpowiedz

  2. Angie
    Mar 25, 2012 @ 08:40:36

    Even, doskonałe! 😀
    Przypomniało mi się jak mój ex Marian kiedyś wlazł na drabinę i mył okna( mamy 3,40 wys.mieszkanie …)
    Nie byłoby może w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że miał wówczas zapalenie płuc, 40 st.gorączki…ale uznał, że NIKT nie zrobi tego lepiej niż on…
    no cóż….
    😀

    Odpowiedz

  3. Angie
    Mar 25, 2012 @ 08:42:45

    aha, nazwa ” rwa kulszowa’ wywołuje u mnie nagłe stany nerwowe ; znam świetnie to coś, doświadczyłam 2 razy, brrr!!!!

    Odpowiedz

  4. even21
    Mar 25, 2012 @ 10:52:20

    Skromnie dziękuję!
    Zobaczcie,jakie mamy „piękne”, wspólne doświadczenia…:)
    I sytuacje, jakoś dziwnie znajome… mieszkanie mamy także 3,40 wysokie, a i ból przy rwie nieraz solidnie dokuczył…
    Caddi – określenie „dyspozytornia” nie jest moje… wymyślił Najmłodszy…
    Angie, co do okien – zadzwoniła tydzień temu moja znajoma, która pochwaliła się, że wprawdzie czuje się bardzo zmęczona, ale szczęśliwa, bo umyła wszystkie okna…
    z pewną nieśmiałością i rozmarzeniem rzuciłam pytanie retoryczne: ciekawe kiedy ja będę mogła powiedzieć to samo?
    – Jak to, kiedy? – zdziwiła się – przecież wiadomo… znając Twojego Mariana – w Wielką Sobotę!
    No, ale to było przed opisanymi wypadkami…

    Odpowiedz

  5. violamalecka
    Mar 26, 2012 @ 12:28:43

    Och, takich historyjek z moim byłym
    małżonkiem miałam mnóstwo…
    Jedną, którą zapamiętałam szczególnie,
    dotyczyła kranu w kuchni, który mój Ex
    „przypadkowo” urwał podczas remontu.
    Woda silnym strumieniem lała sie na ściany,
    On wrzeszczał, że to MOJA wina
    a ja… siedziałam skąpana na podłodze
    i kwiczałam ze śmiechu…

    Odpowiedz

  6. urden
    Mar 27, 2012 @ 16:00:07

    Ale o co chodzi? W życiu nic nie jest takie proste jak w reklamach i nawet malowanie sufitu nie może obejść się bez ofiar 😀

    Odpowiedz

  7. even21
    Mar 27, 2012 @ 22:56:42

    Tak, tak, Urdenie… wszystko w życiu wymaga poświęceń, a nawet ofiar…
    byle by to nie były ofiary losu… 😀 😀 😀

    Odpowiedz

  8. mmrr
    Mar 28, 2012 @ 18:50:23

    No są tacy mężczyźni Even21, że czego się nie dotkną to im się „udaje”/popsuć i nie potrafią zrobić dobrze czy naprawić/ szczególnie w pracach domowych. Ale zawsze wtedy się zastanawiam czy to są mężczyźni :))))
    Przypomina mi sie takie zdarzenie w znajomej rodzinie gdy On /wykształcony technicznie/ został wezwany wieczorem do domu ojca bo kran ciekł przy wannie. Jeden „fachowiec” ojciec fachowo przez telefon drugiemu „fachowcowi” synowi powiedział, że się „grzybek” w kranie popsuł i żeby go przyniósł i wymienił. Syn „fachowiec” przyniósł grzybek zatyczkę do gałki kranu… czerwony i niebieski i pyta się ojca: który ci wymienić?:)))) Czym ojca doprowadził do furii:))))

    Odpowiedz

  9. sitelola
    Kwi 05, 2012 @ 20:04:54

    Chory facet jest gorszy od epidemii dżumy … Oj coś na ten temat wiem. A chory uparty facet jest gorszy od czarnej ospy… „Dyspozytornia” bardzo przypadła mi do gustu 🙂

    Odpowiedz

  10. even21
    Kwi 06, 2012 @ 21:45:48

    Jeśli mówi to Pani Doktor… to tak MUSI być w istocie! :)))))))

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: