O pięknej kobiecie, miłości i nieszczęściu…

/wpis zainspirowany wyprawami Angie po Dolnym Śląsku/

Ponieważ nadal jestem pod urokiem mojej wyprawy do Książa, chciałabym opowiedzieć, co ciekawego usłyszałam.

Daisy, czyli „Stokrotka” jak nazywano ją w rodzinie, to Maria Teresa Oliwia Cornwallis West. Urodziła się w 1873 roku. Niezamożność jej rodziny rekompensowana była znakomitym pochodzeniem. Z jej przodków wywodziły się dwie królowe angielskie, natomiast brat Daisy był ojczymem Winstona Churchilla.

Najpiękniejszą osiemnastolatkę sezonu towarzyskiego 1890/1891 otaczał tłum adoratorów, jednakże z powodu jej niewielkiego posagu, nie uderzano w konkury.
Jeden z przekazów mówi, że małżeństwu Daisy z panem na Książu, Henrykiem XV, dopomógł spisek Edwarda, księcia Walii – ojca chrzestnego Daisy – i jej matki. Na jednym z balów maskowych młodzi ludzie zostali „przypadkiem” zauważeni w oranżerii. Dworska etykieta nie pozwalała na wycofanie się z takiej sytuacji i jeszcze tego samego wieczora zostały ogłoszone zaręczyny. Sama Daisy przyznaje w pamiętnikach, że małżeństwo było bardziej z rozsądku niż z miłości. Lepszej partii – ze swoją pozycją majątkową – nie miała szans znaleźć.

Książę przekonywał młodziutką piękność, że miłość to nie wszystko – w małżeństwie najważniejsza jest przyjaźń…
bo kiedy będą lubili ze sobą rozmawiać i wspólnie spędzać czas – mają szansę na udany, więc zarazem szczęśliwy związek, a jego pozycja gwarantuje im dostatnie życie… nie trzeba dodawać, że kiedy książę przekonywał arystokratkę, na górze  – tam i powrotem – krążyła po galerii jej matka i na każdą odmowę nastolatki, surowo groziła palcem… Po ceremonii ślubnej, komentowanej obszernie w prasie europejskiej, młoda para udała się w podróż do Afryki.

Tu miało miejsce zdarzenie, które obrosło tajemnicą i stało się legendą księżnej Daisy. W Zatoce Adeńskiej książę wynajął poławiaczy, którzy nurkując w morzu, przynosili Daisy muszle z perłami. Z tych klejnotów powstał najdłuższy znany naszyjnik – sznur pereł długości 6 metrów.  Najcenniejsza perła została przeklęta przez nurka, który – jej zdobycie -przypłacił życiem. Sznur pereł gdzieś zaginął, legenda mówi, że zabrała go do grobu piękna Daisy, ale – gdzie jest jej grób, nikt tego nie wie…

Daisy wiedzie życie w luksusie do czasu kryzysu gospodarczego na świecie, podróżuje i jest stałą bywalczynią salonów śmietanki towarzyskiej Europy…
a jednak – mimo zapewnień księcia przy oświadczynach, jej małżeństwo kończy się rozwodem… przypuszczalne przyczyny to wpływ sytuacji politycznej (Niemiec żonaty z Angielką) i jej choroba ( prawdopodobnie stwardnienie rozsiane; ostatnie lata życia spędza na wózku inwalidzkim).

W historii Daisy zaintrygowały mnie dwie sprawy. Pierwsza  – kwestia przyjaźni z mężem. Przeczytałam gdzieś zdanie, że na życiowego partnera należy wybierać osobę, z którą nam się dobrze rozmawia…  Druga – to postępowanie księcia – na ile choroba partnera/ki może mieć wpływ na przyszłość związku?

Reklamy

19 Komentarzy (+add yours?)

  1. Caddicus Caddi
    Mar 28, 2012 @ 07:01:53

    Piękna i zarazem smutna historia. Właściwie nie trzeba wymyślać powieści i scenariuszy, wystarczy tylko poznać życiorysy. W nich zawarte są gotowe książki.

    Choroba partnera jest tym, co weryfikuje wszystko, co do tej pory dwoje łącyzyło ze sobą. Wiem coś o tym.

    Odpowiedz

  2. even21
    Mar 28, 2012 @ 14:19:09

    To prawda, Caddi – życie pisze najlepsze scenariusze. Na podstawie losów Henryka i Daisy oraz, a może przede wszystkim, ich dzieci, powstał film pt. „Magnat”, a następnie serial – „Biała Wizytówka”… z pewnością widziałeś…

    Doświadczanie choroby w rodzinie jest wielką próbą, z której nie zawsze wychodzi się zwycięsko. Tak naprawdę, to bardzo trudny temat – kwestie lojalności, poświęcenia, rozterek wewnętrznych, czasem – egoizmu jednego z partnerów, uwikłania w sytuację, która nie daje nadziei…itd. – sam wiesz…

    Odpowiedz

  3. Viktor
    Mar 28, 2012 @ 16:12:32

    Przyjaźń pomiędzy małżonkami a umiejętność rozmowy to wie różne sprawy. Dobrze dogadywać można się ze zwykłą koleżanką z pracy, można się z nią również przyjaźnić, ale nie musi to prowadzić do małżeństwa. To, że z kimś się dobrze dogadujemy, to zdecydowanie za mało, nawet na przyjaźń.

    Co do drugiej kwestii – nie ma jednej drogi, jednoznacznej odpowiedzi. Należy po prostu uznać, że choroba MOŻE mieć wpływ. A jaki? Zależy od człowieka. I od siły uczucia.

    Odpowiedz

    • even21
      Mar 28, 2012 @ 18:43:17

      „Dobrze dogadywać można się ze zwykłą koleżanką z pracy, można się z nią również przyjaźnić, ale nie musi to prowadzić do małżeństwa…”
      Viktorze, pewnie, że nie musi, ale gdyby odwrócić Twoją argumentację? czy to znaczy, że w małżeństwie nieważna jest przyjaźń i dogadywanie się?
      Inna rzecz, że rozgraniczyłabym „dogadywanie się” od dobrej rozmowy…
      pierwsze określenie – narzuca w pewien sposób jednomyślność, a dobra rozmowa – niekoniecznie… może być ostrym starciem różnicy zdań, a jednak przynosić satysfakcję i zadowolenie…:)

  4. mmrr
    Mar 28, 2012 @ 18:56:04

    Jeżeli się naprawdę kocha… wtedy choroba jest żadną przeszkodą.

    Odpowiedz

  5. even21
    Mar 28, 2012 @ 20:16:52

    Mmrr, wybacz, nie wierzę w taką miłość… (choć bardzo bym chciała!)
    Być może jest ona na początku, ale z czasem zostaje tylko pustka, żal, albo pogodzenie się z losem…
    zamiast uczucia – prędzej poczucie obowiązku, przyzwyczajenie, tzw. ludzka przyzwoitość…

    Odpowiedz

  6. violamalecka
    Mar 28, 2012 @ 21:53:08

    Rozmowa…
    to uczenie się drugiego człowieka,
    Rozmowa to zrozumienie…
    A kiedy już ono nadejdzie
    i zadomowi się w naszych kątach,
    to nawet milczenie staje się rozmową.

    Odpowiedz

    • even21
      Mar 29, 2012 @ 22:40:16

      Violu, kiedy jest tak, jak piszesz, to ludzie rozumieją się bez słów…
      Badania dowiodły, że istnieje współodczuwanie między małżonkami – np. przy wzburzeniu, jednakowo u partnerów zaczyna pojawiać się przyśpieszone tętno, dlatego tak ważne jest panowanie nad emocjami…
      Viśta, wio! – łatwo powiedzieć… 😉

  7. maria
    Mar 29, 2012 @ 18:15:18

    Znam tę historię o perłach, wydaje mi się nawet, że wielki portret Daisy, który wisi zdaje się w korytarzu zamku, przedstwia księżnę w właśnie w tym naszyjniku… To, że Daisy umierała w biedzie w domku dla służby, bo zamek został zagarnięty przez niemców przypisywano właśnie perłom. Karta się odwróciła, bo naszyjnik był przeklety….

    Odpowiedz

  8. maria
    Mar 29, 2012 @ 18:17:00

    Ale myślę, że utraty fortun zdarzały się na wojnie i bez klątw:-) Tylko nie wiedziałam o SM…. Ciekawe:-)

    Odpowiedz

    • even21
      Mar 29, 2012 @ 22:47:20

      Mario, miałam to ogromne szczęście, że trafiłam na przewodniczkę – prawdziwą pasjonatkę dziejów Książa… dlatego uwielbiam muzealników, bo wśród nich jest wielu entuzjastów historii…

  9. Katon Najmłodszy
    Mar 30, 2012 @ 18:49:03

    Daisy mieszkała niedaleko mnie, a może na odwrót?

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 01, 2012 @ 10:26:20

      Witam Cię, Katonie, w moich skromnych progach! 🙂
      Pewnie sam wiesz lepiej, gdzie masz bliżej… Daisy niewątpliwie była znana jako Pani na Książu, ale do hrabiego należał także pałac w Pszczynie, więc i tam czas jakiś przebywała…:)

  10. urden
    Mar 31, 2012 @ 07:41:27

    Trzeba by sobie odpowiedzieć na pytanie kim jest dla mnie mąż/żona? Od odpowiedzi na nie zależy jak kto będzie się zachowywał. Dla mnie związek z drugą osobą musi się opierać na zaufaniu. Nie ma zaufania bez umiejętności porozumienia się. Czasem czyny są opacznie rozumiane albo niezrozumiałe, jeśli nie ma porozumienia. Nawet miłość opiera się na zaufaniu. Celowo używam określenia „miłość”, bo mówiąc „kocham” mam na myśli nie tylko „pożądam”, ale i „pragnę”, i „chcę”, i „ufam”. Często zaufanie mylone jest z wiarą, a to niestety dwie różne rzeczy.

    Odpowiedz

  11. Angie
    Mar 31, 2012 @ 09:15:42

    Piękna historia. Wiesz Even, nasunęło mi się, jak ja dawno nie byłam w Książu!
    Te historie, tajemnice pięknej Daisy 😉
    A co do małżeństwa; w jakimś filmie usłyszałam świetny tekst: trzeba się przede wszystkim LUBIĆ.Lubić tzn chcieć i umieć ze sobą spędzać czas, MIEĆ O CZYM rozmawiać, bawić się razem i dobrze ze sobą czuć.
    Inaczej, nawet jeśli kocha się na zabój,a nie ma tej nici porozumienia to( związek) będzie zawsze niepełne i w końcu i tak będziemy szukać nawet podświadomie, takiego/ takiej, z którą po prostu lubimy być….

    Odpowiedz

  12. Navia
    Sty 08, 2013 @ 21:23:55

    Bardzo ciekawy wpis. Dziękuję Even za odnośnik. Ja też mam wielką słabość do Książa.
    Co do Daisy to Książę zostawił ją dużo wcześniej, zanim zachorowała, dla hiszpanki Klotildy de Silva de …. Polecam też pamiętniki Księżnej „Taniec na wulkanie” Była jeszcze jej druga książka „Co wolałabym przemilczeć” ale chyba nie została wydana. Buziaki 🙂

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 08, 2013 @ 21:28:55

      Zastanawiałam się czy można gdzieś przeczytać jej pamiętniki… dziękuję za namiary, Navio!:) może uda się do nich dotrzeć… fascynują mnie takie rzeczy… wizyta w Książu była niesamowitym przeżyciem… 🙂

  13. Trackback: Moje fascynacje, czyli pamiętna majówka | even21 - w moim ogrodzie...

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: