I ja tam byłam, czyli zdziczenie stylu…

           Za mną wydarzenie, na które czekałam z niecierpliwością i olbrzymią radością.  Andrea Bocelli w łódzkiej Atlas Arenie.  Koncert, który na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako wspaniałe, wzruszające przeżycie. Nie da się  opowiedzieć o emocjach, to po prostu trzeba było zobaczyć! Bez zająknięcia mogłabym powtórzyć za artystą, który, żegnając się z publicznością, powiedział: dziękuję, że mogłem tu być. Zawiozę do domu wspaniałe wspomnienia.

W najśmielszych marzeniach nie sądziłam, że uda się, bodaj raz w życiu, usłyszeć kiedyś na żywo cudowny głos Bocellego… ale słyszałam i widziałam także rzeczy, których w ogóle się nie spodziewałam. Być może, gdyby koncert odbył się w operze lub filharmonii, podobne sytuacje nie miałyby miejsca.

Najwięcej wątpliwości budził strój, bo wprawdzie muzyka klasyczna, ale hala sportowa…  wiele osób w tym względzie wybrało opcję plażowo – dowolną, która zupełnie nie pasowała do rangi wydarzenia. I choć można by przymknąć oko, z racji wyjątkowo upalnej pogody tego dnia, tak zupełnie w głowie się nie mieści połączenie klasyki z …wiejskim festynem.

Organizatorzy zastrzegli sobie prawo odmówienia wstępu posiadaczom biletów, którzy chcieliby wnieść alkohol na teren imprezy, bądź byli pod jego wpływem. Tymczasem chodziło wyłącznie o wyeliminowanie konkurencji, bo piwa i innych trunków było w Arenie pod dostatkiem, a znalazła się i taka, całkiem niemała grupa „melomanów”, którzy po przerwie z plastykowymi kubkami zajęli miejsca na widowni! O szeleszczących opakowaniach chipsów i ciastek nie warto wspominać…

Oczywiście zakaz wejścia pod wpływem alkoholu dotyczył widzów, więc chyba nie powinnam się dziwić, że jeden z organizatorów, podchmielony podstarzały lowelas, przysiadł się do młodych dziewczyn i dowodził swoich oratorskich zdolności, kiedy rozpoczął się koncert…

W dobrym tonie byłoby także przedstawić gości i repertuar, powitać widzów , ale nikt się nie zdobył na odwagę… w takich wypadkach najlepszym rozwiązaniem jest program, ale ten, można było zdobyć podczas przerwy w cenie 60 zł, co – przy biletach za 300 – 600 zł, wydaje się przesadą.

Wspominam o tym, bo jeden z internautów cieszy się, że wokół niego nie było takiego buractwa, żeby jedli chipsy lub pili browar i wyjaśnia, ze pewnie dlatego, że był w sektorze z droższymi biletami. Właściwie miałabym tylko jedno do dodania – niech się cieszy jeszcze bardziej, bo nie miał też, zapewne, za plecami pań i panów, którzy popisywali się znajomością repertuaru, wtórując artystom… miałam ochotę wrzasnąć, że takie trele to przy goleniu albo w wannie, ale taktownie przemilczałam, przesiadając się w inne miejsce…

Na szczęście – koncert fascynujący! Zachwyt, wzruszenie, piękno… król tenorów obronił się sam.

Reklamy

15 Komentarzy (+add yours?)

  1. violamalecka
    Maj 02, 2012 @ 17:00:04

    Myślę, że miejsce ma tu duże znaczenie,
    co się wiąże z ilością osób na widowni.
    W filharmonii byłoby bardziej kameralnie.
    Tam, gdzie tłum, zawsze się znajdzie ktoś,
    kogo interesuje wszystko… poza muzyką.
    Najważniejsze, że byłaś, widziałaś, słyszałaś,
    że doznałaś czegoś, co na długo pozostanie
    w Twej pamięci…

    Odpowiedz

  2. Caddicus Caddi
    Maj 02, 2012 @ 17:05:48

    Dobrze jest czasem znaleźć się w takim miejscu, choć niekoniecznie burackim otoczeniu. Organizatorzy poszli na ilość a nie na jakość, a szkoda. Można było zastrzec obowiązkowy strój wieczorowy, ale komu by się chciało… niestety.

    Odpowiedz

  3. Ela
    Maj 02, 2012 @ 18:35:12

    Też uważam ze to niedopatrzenie organizatorów.brak kultury i obycia na takim koncercie nie zwalnia nikogo.to nie disco polo zeby tak się zachowywać.Przecież otoczenie ma ogromny wpływ na odbiór całości przedstawianych utworów.Chciałoby sie powiedziec jak nas widzą tak nas piszą.W tym wypadku moze dobrze ze artysta nic nie widział.Pozdrawiam cie i mimo twojego zniesmaczenia zazdroszczę ci oczywiście tak serdecznie uczestnictwa gdzie gwiazdą był tak wybitny solista.

    Odpowiedz

  4. mmrr
    Maj 02, 2012 @ 21:44:28

    Podobnie do Ciebie Even21 źle się czuję na takich przedstawieniach i imprezach kulturalnych, na których dominuje „buractwo”… czasami udaje mi się wpływać na zachowanie „sąsiadów” na widowni. Przypomina mi się film „Lejdis” na który poszedłem z „nadania”… tzn dostałem bilet od koleżeństwa, które wygrało go w konkursie radiowym.:). Towarzystwo o bok mnie śmiało się po każdym przekleństwie kobiet z tego filmu… a ja nie. Po jakiejś pół godzinie widownia dalsza dalej rechotała po przekleństwach kobiet a moi sąsiedzi podobnie do mnie przestali się rechotać z nędznej komedii.

    Odpowiedz

  5. even21
    Maj 03, 2012 @ 22:02:00

    Violu, masz rację. Najważniejsze – na zawsze w sercu pozostanie 🙂
    Caddi, Elu, to chyba taka choroba naszego wieku, że już mało komu się chce…;)
    Mmrr, każdy sposób dobry, jeśli prowadzi do celu?;)

    Odpowiedz

  6. krakusek
    Maj 06, 2012 @ 09:01:09

    masz rację Even…ludzie jakby zapomnieli,niektórzy oczywiście,po co tu przyszli…Często tak jest….że miejsce koncertu jest wybrane „pod ilośc”…i pewne sytuacje wymykają się z pod kontroli niestety.
    Najważniejsze,że wielkie glosy,obroniły się same i masz wspaniałe wspomnienia
    pozdrówki:)

    Odpowiedz

  7. sitelola
    Maj 06, 2012 @ 16:44:17

    Ludzie nic nie zapomnieli @krakusek. Impreza w stylu remizowym nigdy nie przyciągnie rzeszy „czystych ” melomanów charakterystycznej dla wspomnianej filharmonii czy opery. Tam istnieją pewne wymogi i kanony, na stadionach króluje plebs z chipsami i kubkami z piwem. To coś jak rzymskie igrzyska dla ludu. Sprowadzono koncert do poziomu bruku i nie ma się co dziwić, że wyglądał jak wyglądał. A my mamy teraz adekwatne dla owej gawiedzi „Koko Euro spoko” , ot.

    Odpowiedz

  8. Angie
    Maj 08, 2012 @ 16:13:41

    Po prostu organizatorzy postawili na ilość ( kasa, kasa) i dlatego było , jak było..
    Szkoda, wielka szkoda , że buractwo pojawiło się tam….

    Odpowiedz

  9. even21
    Maj 08, 2012 @ 16:24:14

    Sitelolu, napisałaś: „impreza w stylu remizowym”, ale to nie tak…
    kiedy zaprasza się gwiazdę dużego formatu, której w dodatku towarzyszy rozbudowany chór i orkiestra symfoniczna, to trzeba taki koncert zorganizować w sali na tyle dużej, by się opłacało. Gdyby to była filharmonia czy opera, prawdopodobnie nawet samych melomanów nie byłoby stać na bilety…
    Jakoś trudno mi uwierzyć, że przede wszystkim „plebs” – jak określiłaś – poleciał na koncert – bądź co bądź – muzyki poważnej… pewnie kilku snobów by się znalazło, może i kilku trafiło przez pomyłkę, znając ze dwa standardy śpiewaka, ale tacy i tak zginęliby w tłumie… według mnie – zawalili organizatorzy.
    A że ideał sięgnął bruku? To samo pomyślałam…

    Odpowiedz

    • Rafał
      Maj 09, 2012 @ 23:06:55

      Rzecz w tym, że miłośnicy muzyki poważnej nie zainteresują się Bocellim. Żeby zasłużyć na miano śpiewaka nie wystarczy nauczyć się paru operowych arii. Zbudowanie profesjonalnej kariery wymaga nieprzeciętnych zdolności, długoletniej praktyki na prawdziwych scenach i odpowiednio rozwijanego repertuaru. W tym światku poprzeczka jest bardzo wysoko. W mniemaniu bywalców oper i filharmonii Bocelli nie jest żadnym śpiewakiem klasycznym, tylko piosenkarzem reprezentującym styl znany na zachodzie pod nazwą „operatic pop”. Do piwa i kiełbasek z grilla w sam raz się nadaje. W polskich filharmoniach gościły już niekiedy bardzo drogie gwiazdy jak np. Cecilia Bartoli albo Magdalena Kožená. Nie byłoby to jednak z pewnością możliwe bez pomocy sponsorów.

    • even21
      Maj 10, 2012 @ 04:36:30

      Nie wiem, Rafale, czy byłeś na tym koncercie, ale jeśli nie, to informuję – repertuar jak najbardziej operowy, od początku do końca. Kilka utworów „lżejszego formatu” pojawiło się dopiero na koniec podczas bisów.

  10. even21
    Maj 08, 2012 @ 16:31:28

    Krakusku, Angie, dokładnie tak – gdyby podarowano sobie sprzedaż piwska, pewnie hołota nie pchałaby się jak pszczoły do ula…
    W ubiegłym roku byłam na „Jeziorze łabędzim” Czajkowskiego ( pisałam o tym chyba w listopadzie), balet występował w Zielonej Górze w hali sportowej CRS-u…
    i pewnie też – oprócz melomanów byli przypadkowi widzowie, ale nikomu z organizatorów nie przyszło do głowy, żeby „podchmielić” widowisko…;)

    Odpowiedz

  11. Ela
    Maj 09, 2012 @ 06:51:39

    a ja Cie weszłam pozdrowić bo zaglądam sprawdzając czy nową notkę podałaś:)))

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 09, 2012 @ 10:35:36

      Eluś, dziękuję za pozdrowienia i przepraszam… nie wszyscy mieli długi weekend. Niestety, pracowałam…

    • Elatroska
      Maj 09, 2012 @ 13:59:08

      Even nie przepraszaj to twój blog i pisać przecież możesz kiedy masz na to ochotę i czas-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: