Zabawy młodzieży, czyli o majówkach…

Viola pisała ostatnio o kolorowych jarmarkach (sama wypatroszyłam piłeczkę, by z rozczarowaniem stwierdzić, że poza kolorowym papierkiem, gumką recepturką i garścią trocin – nic więcej w niej nie ma)… To mi przypomniało nie tyle jarmarki, co odpusty, na których bywałam podczas wizyt u Dziadków a także tekst, „który kiedyś popełniłam”. Urzekła mnie wówczas inna rzecz, związana z majem…

       W Polsce była tradycja budowania kapliczek tzw. przydrożnych i przydomowych. Najczęściej na  rozstajach dróg gromadzili się przy nich (a gdzieniegdzie  jest tak do dziś) mieszkańcy na nabożeństwa majowe i czerwcowe. Zwykle czynili to pod wieczór, po pracy. Odmawiano Litanię Loretańską i śpiewano Maryjne pieśni.

Tak wyglądały majówki mojej babci. A po zachodzie słońca – kiedy zakończyło się nabożeństwo, był czas odprowadzania pod dom, flirtowania z kawalerami, śmiechu i żartów, pierwszych spojrzeń w oczy, zagubionych wstążek z warkoczy, które niektórzy chłopcy nosili później na sercu jak cenną relikwię…

We wspomnieniach mojej mamy – po wojnie, w latach pięćdziesiątych,
w kilkunastohektarowym gospodarstwie sadowniczym, istniało miejsce znane młodzieży z całego miasteczka i okolicznych wiosek. Wśród kwitnących drzew owocowych znajdował się drewniany podest i tam się gromadzili w majowe wieczory.
Najpierw były śpiewy Maryjne, a potem zawsze znalazł się ktoś np. z akordeonem i rozpoczynały się tańce. Śpiewy i muzyka, tym razem już,  jak najbardziej świeckie, rozchodziły się echem daleko… tak daleko, że dotarły do niepowołanych uszu i zakazano gromadzić się młodzieży, ale te wspaniałe, spontaniczne zabawy na zawsze zapadły im  w serce. Nie trzeba dodawać, że niektóre pary taneczne stanęły później na ślubnym kobiercu.

Moich majówek – tych z młodości – właściwie nie kojarzę. Przymusowy pochód pierwszomajowy  i wiec na Dzień Zwycięstwa, skutecznie chyba odstraszały od zgromadzeń w ogóle, także tych nieformalnych. Jeśli już, to w gronie przyjaciół –  spacery po parku lub wyprawy nad jezioro, ewentualnie kino lub dyskoteka. Później, kiedy dzieci były małe – właściwie najmilej wspominam modę na wspólne grillowanie.

Reklamy

7 Komentarzy (+add yours?)

  1. violamalecka
    Maj 18, 2012 @ 20:28:29

    Najmilej wspominam studenckie majówki.
    Wyruszaliśmy na poznańską Cytadelę,
    rozkładaliśmy na trawie koce a potem:
    parówki z musztardą i bułką popijaliśmy
    kuflowym piwem… i im było go więcej,
    tym dyskusja była bardziej gorąca na
    tematy polityczne… i nie tylko… 😉

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 19, 2012 @ 10:06:56

      Studenckie majówki miały to do siebie, że tematy polityczne dominowały wszystkie inne, podczas większości spotkań, które zwykle stawały się długimi, nocnymi Polaków rozmowami…
      nikt nam nie odmówi tego, że żyliśmy w ciekawych czasach…:)

  2. mmrr
    Maj 18, 2012 @ 20:29:02

    Podobnie do Ciebie Even21 majówek nie kojarzę z jakimś szczególnym zdarzeniem no może kwitnące kasztany są takim znakiem majówkowym. A wszystko to co opisałaś jako majówkę widziałem w czasie wakacji u dziadków… i kapliczki i zabawy na „dechach”. U nas nazywano zabawę „na dechach” u Ciebie Even21 na podwyższeniu…. chyba o to samo chodzi tylko każdy nazywa to inaczej 🙂 Zabawy też pamiętam ale bardziej mnie interesował akordeonista i MUZYKA. Stałem obok i słuchałem… teraz wydaje mi się, że na twarzy też miałem „pandę” z wrażenia i zasłuchania :))))

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 19, 2012 @ 10:10:25

      Cieszę się, ze nie tylko ja wspominam wakacje u dziadków… 🙂
      Wychowana w mieście, podobnie jak Ty, z otwartą buzią oglądałam i podziwiałam wszystko, co zaobserwowałam na wsi… wówczas ten „inny świat” wydawał się egzotyczny, dziś – wspominam jako piękny i niepowtarzalny…:)

  3. elatroska1
    Maj 20, 2012 @ 21:18:05

    Ja uczestniczyłam jako dziecko w tych majowych litaniach jako dziecko.jeżdziłam do babci i nie było mowy o tym zeby opuścic takie majowe.Czesto umorusana bo ktoby tam myslał o myciu kiedy tyle wspaniałych przygód było w około:)))powiem ci ze u mnie na tych malenkich wsiach jeszcze praktykuje sie to nabożeństwo przy kapliczkach.pozdrawiam:).

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 20, 2012 @ 22:57:18

      Widzisz, Elu, odkrywałam te rzeczy, podobnie jak Ty, będąc u babci. I powiem Ci, że podziwiam tradycje. Nie tylko religijne, ale w ogóle. W zachodniej Polsce, gdzie się urodziłam i wychowałam, tego po prostu nie było. Ludzie przyjechali po wojnie z różnych stron, oderwani od korzeni, obyczajów, tradycji. Nie ma poczucia wspólnoty, tego miłego obowiązku spełnianego od pokoleń, kiedy nikt nie pamięta już dlaczego, ale postępuje tak, jak rodzice, dziadkowie, pradziadkowie…:)

  4. Trackback: Mamy maj:) | even21 - w moim ogrodzie...

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: