Znów na walizce, czyli perypetie burzowe

        Powiadają, że „jak chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach”…  a ja – nie dosyć, że szeptałam na ucho, to  jeszcze głośno roztrąbiłam poniżej, że „za tydzień wszystko Wam opiszę” !
Tymczasem – tak się rozszalały burze nie tylko nad moją głową, ale w całym kraju, ba! nawet za granicą, że poczynione szkody wszyscy widzieli – jak nie osobiście, to na ekranie…

Wyobraźcie sobie jednak mnie, tuż po powrocie do domu i obowiązkowym zdaniu relacji i obdarowaniu domowników, jak zasiadam przed monitorem, szczęśliwa, że mogę zajrzeć tu i tam do zaprzyjaźnionych blogów, już zacieram ręce, bo mam tyyyle do  opowiedzenia, raptem zdążyłam odpalić komputer i …nagle – trach!!! tak za oknem, jak i u mnie w domu… pomyślałam, że przywlokłam za sobą te burze z Litwy, a moje rozczarowanie sięgnęło zenitu, gdy się zorientowałam, że nie mam internetu… późno już było, więc się pocieszyłam, że jak się ta nawałnica skończy, od rana spokojnie nadgonię zaległości…

W rezultacie – po wielu interwencjach, następnego dnia wieczorem, pojawili się u mnie w domu przedstawiciele operatora, by mi udowodnić, że sygnał dociera do pierwszego gniazdka telefonicznego, więc jest wszystko ok, a jeśli dalej nie mam neta, to już moja sprawa, ale nie ich wina… i tym sposobem dotarło także do mnie, ze trzeba się złapać za kieszeń, bo spalił się router.

Pozwólcie, ze przemilczę, jak stałam przed rzędem półek w sklepie (podobno nie dla idiotów), wisząc na słuchawce telefonu z Naczelnym Informatykiem Okolicy, czyli moim Pierworodnym i sprawdzając na każdym pudełku, bez ustanku powtarzałam w myślach: ADSL i Wi-Fi, żeby czegoś nie pokręcić. Zatwierdził producenta, więc szczęśliwa pobiegłam do kasy…

Finał – nie trudno zgadnąć. W ogóle nie zadziałał! Trzeba było zaczekać kolejne dwa dni i usłyszeć: „co ja Ci mówiłem? przecież wysłałem Ci sms-a, zawsze powtarzam: czytać ze zrozumieniem! Ten jest szerokopasmowy”…

Na szczęście pojawił się na chwilę od bardzo dawna w domu, wszystko naprawił, a ja – szczęśliwa, zaczęłam mamusine dogadzanie, bo stęskniłam się za nim okrutnie… ale to już zupełnie inna historia!
Moja walizka czeka spakowana, jadę ukoić nerwy… a żeby nie zapeszyć, nie mówię, że za tydzień wrócę… 🙂

Reklamy

6 Komentarzy (+add yours?)

  1. Caddicus Caddi
    Lip 17, 2012 @ 05:23:50

    Nie dla idiotów… ech, gdybyż technika była prostsza dla laików. Dobrze mieć takiego informatyka, który nie dość, że naprawi, wyjaśni i powie co myśli o naszej umiejętności czytania ze zrozumieniem:-))))

    Odpowiedz

    • even21
      Lip 18, 2012 @ 15:52:09

      Ależ, Caddi, wcale ta technika nie musi być prostsza, ma działać …i tyle.
      Inna rzecz, że odpada przyswajanie zbędnych informacji, gdy się ma TAKIEGO informatyka – przypomnienie o czytaniu ze zrozumieniem to niska cena za jego usługi :-))))

  2. Judith
    Lip 19, 2012 @ 14:55:44

    Nie tylko u mnie takie problemy… Zebys Ty wiedziala jak nam brak choc TAKIEGO informatyka… O tych burzach dowiedzialam sie od mojej siostry… straszne rzeczy!
    Serdecznosci
    Judith

    Odpowiedz

  3. even21
    Lip 21, 2012 @ 08:08:47

    Rozumiem doskonale, tym bardziej, że ma sporo innych jeszcze umiejętności…:)
    ale tak już chyba jest, że zwykle brakuje nam czegoś, co mają inni:)
    Burze minęły, ale opady deszczu nie, więc mnie, na przykład, przydałoby się trochę Twojego afrykańskiego słońca, bo siedzimy tuż przy plaży z Najmłodszym, zaraz czas wracać do domu, a słoneczka niewiele uświadczyliśmy…:)
    Serdeczności i dla Ciebie!:)

    Odpowiedz

  4. maria
    Lip 22, 2012 @ 09:44:23

    A to trzeba było syna na zakupy wysłać, żeby sam wybrał odpowiedni router, bo od takiego tłumaczenia to się tylko robi głuchy telefon 🙂 Przynajmniej wymianę routera masz załatwioną, to jeden z tych burz zysk. Niech długo służy :-)) (Ostatecznie lepiej wymienić router niż cały dach od nowa kłaść, takie sceny też bywały .Nie jest tak najgorzej!:-) pozdrawiam!

    Odpowiedz

  5. even21
    Lip 28, 2012 @ 21:35:20

    Hm, dobre określenie – „głuchy telefon” 😉
    Dokładnie tak – najpierw router, potem kolejne problemy z dostępem… kiedy odpowiedź na Twój komentarz, Mario, po raz kolejny przepadł gdzieś w kosmosie, straciłam nerwy i odłączyłam się od sieci… może też trochę po to, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie jestem uzależniona? 😉 a może po prostu, jak mówi moja przyjaciółka – nie ma co pisać, jeśli się nie ma nic dobrego do powiedzenia…

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: