Lęki, czyli oswajanie arabów…

„Powiadają niektórzy, że największe piękno
na tej ponurej ziemi to gromada jeźdźców.
Inni zaś, że armada okrętów.
A ja powiadam, że człowiek, którego kochasz.”

– tak w wolnym przekładzie brzmi jeden z żarliwych liryków Safony (SafoSapfo), jednej (jedynej? w każdym razie najsłynniejszej) poetki starożytnej Grecji…
Kontynuując wakacyjny flirt z lekturą „lekką, łatwą i przyjemną” trafiłam na ten cytat i nieoczekiwanie ożyły pewne wspomnienia…

Pierwsze. Kiedy byłam małą dziewczynką mieszkałam w niewielkim miasteczku. Takim, co to wszyscy wszystkich znają… samochodów było wówczas niewiele, gdzieś bliżej centrum miasta był skromny postój taksówek (wtedy chyba dwie lub trzy), a nierzadko zdarzało się, że z okolicznych wiosek gospodarze przyjeżdżali furmankami zaprzężonymi w konie… Ogromnie było mi żal zwierząt, które musiały ciągnąć takie, niewyobrażalne dla mnie, ciężary…
Dwukrotnie byłam świadkiem, jak koń się zerwał… stałam zafascynowana, nie mogąc się poruszyć i  patrzyłam, jak uwolnione pędziły w szalonym tempie przed siebie, na oślep, z rozwianą grzywą, rozwartymi chrapami, pianą na pysku, byle dalej, byle poczuć wolność… ktoś nagle do mnie podbiegł i szybko odsunął z drogi, coś tłumacząc, że koń mógłby mnie stratować…

Drugie. Bolesne. Krótko po pierwszym zdarzeniu. Zupełnie nie pamiętam dlaczego, ale kiedyś koń pojawił się na naszym podwórku. Stał za domem, obok budynków gospodarczych. Niespodziewanie piłka potoczyła się w tamtym kierunku. Nie wiem, skąd się wziął ten nagły przypływ odwagi, bo powiedziałam, że po nią pójdę. Na czworakach podeszłam od tyłu, sięgałam już po piłkę… wówczas koń mnie kopnął! Nie mam pojęcia, co sobie wówczas myślałam. Może nadal działało to hipnotyczne zafascynowanie… dziś, czasem się śmieję, że ten ból w piersiach, który czasem się pojawia, to na zmianę pogody, pamiątka po tamtym wydarzeniu…

Trzecie. Choć o koniach też będzie, bardziej o moim tacie. Prawdopodobnie dlatego, że nie miał wtedy syna, tylko same córki, a może z czystej przekory, nazywał mnie czasem „chudym Wojtkiem”. Miałam jednak wrażenie, że chciałby, abym była silna i twarda, rekompensując domowy „babiniec”…  Kiedy rozpoczęłam studia, dowiedziałam się, że uczelnia posiada szkółkę jeździecką. Na skrzydłach pobiegłam do taty, żeby mu o tym opowiedzieć. Ponieważ, od małego, zwierzęta te mnie fascynowały, choć się bałam, postanowiłam się zapisać. Najlepszy sposób na „oswojenie” lęków. Kiedy z zachwytem referowałam, tata popatrzył na mnie z czułością i powiedział: „ależ dziecko, Ty jesteś za delikatna!”:)

Reklamy

7 komentarzy (+add yours?)

  1. Caddicus Caddi
    Sier 23, 2012 @ 03:34:01

    Oj bycie ojcem takiej niesfornej dziewczyny to wyzwanie, a ile zmartwień:-)
    Napisałaś coś fantastycznego przy okazji pisania o o koniach, o relacji ojciec-córka, co jest i moim cudownym doświadczeniem i wyzwaniem.
    A konie? Cóż… nie są już dawną codziennością spotykaną na drogach i uliczkach małych miasteczek.

    Odpowiedz

  2. krakowianka
    Sier 23, 2012 @ 09:01:46

    Even…to szczera prawda z tym oswajaniem lęku…ja w sumie tez bałam się koni,kiedy zapisywałam się na jazdę konną.oswajałam lęk,ale konie mnie zawsze fascynowały,dlatego lęk pozostał tylko w tle…
    Może to ta fascynacja końmi popycha niektórych do przełamania barier lękowych?
    Bo konie są fascynujące…sa piękne…
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Odpowiedz

  3. even21
    Sier 23, 2012 @ 15:56:42

    Ależ, Caddi, rozumiem Twoje rozterki ojcowskie, ale ja byłam naprawdę spokojnym dzieckiem… jedno pewne, że ciekawość (nie: ciekawskość!) świata we mnie pozostała… 😉 Co do pomysłu na ten wpis – efekt zamierzony, tęsknię za tatą – w końcu córeczki są zawsze tatusiów!:)

    Krakowianko, tak właśnie! Fascynacja końmi powoduje, że jesteśmy w stanie pokonać wszelkie obawy, zresztą wystarczy popatrzeć na Violę! :))) U niej, to nawet podwójna…:)
    Spełniłam swoje marzenie dwa lata temu – na krótką chwilę (dwa kółeczka) dosiadłam konika… bardziej, by nie „zrobić sobie siary” przed dziećmi, niż z lęku przed tym pięknym stworzeniem… 😉

    Odpowiedz

  4. violamalecka
    Sier 25, 2012 @ 03:39:21

    Even…. trafiłaś w serce moje tym wpisem.
    Ja wiem,.. Ty wiesz… i wielu innych na blogowisku dlaczego… 😉
    Przepraszam, że mało teraz tu bywam ale mam w domu
    od dwóch tygodni gości… cudownych, dawno nie widzianych.
    To moja mama i ciocia z mężem, pokazuję im Warszawę
    w której są po raz pierwszy…. Jutro niestety odjeżdżają. 🙂
    Czas spędzony z bliskimi…. to piękny czas i ważniejszy
    niż cokolwiek… Buziaki.
    Ps. A wiesz, że ostatnio widziałam się z Vivinią… 😉

    Odpowiedz

  5. even21
    Sier 25, 2012 @ 10:44:45

    To jesteśmy kwita, hehe, Ty dwoma ostatnimi…:)))
    Ciesz się rodzinką i bawcie się dobrze – ja chyba, niestety, ze względu na różne zbiegi okoliczności, nie dotrę do Warszawy – cóż, wakacje się kończą, ale może jakiś ciepły weekend pod jesień?
    Być może Viv wspomniała Ci o naszym urlopie… bez ekstra pogody, było naprawdę świetnie! Tyle, że za krótko…
    Ściskam gorąco!

    Odpowiedz

  6. Angie
    Sier 26, 2012 @ 17:12:48

    I mnie fascynują konie; wolę jednak podziwiać je z boku 😉

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: