Szczęśliwa trzynastka, czyli… w małym kinie

Przygotowując ten wpis, cały czas chodziła mi po głowie pewna melodia… kiedy znalazłam odpowiedni filmik na youtube, mogłabym powiedzieć to samo, co jego autorka, Oriana379: Lubię małe kina. Ten filmik to moje westchnienie do czasów, gdy nie wszystko musiało być Multi, hiper i mega…

 

W niedzielne przedpołudnia, kiedy byłam dzieckiem, chodziło się do kina „Zwycięstwo” na Poranki – specjalne seanse dla najmłodszych, gdzie wyświetlano bajki znane z dobranocek (młodszych informuję  – bajka była tylko jedna, bo i program w telewizji jeden; dziesięć minut od 19.20): Bolek i Lolek, Zaczarowany ołówek, Reksio, Miś Uszatek czy Coralgol…

Ostatnie lata szkoły podstawowej, wraz z koleżankami i kolegami z klasy, tworzyliśmy już całkiem zgraną paczkę, która każdą niedzielę po południu spotykała się pod kinem, oglądaliśmy fotosy i plakaty w gablotach, by następnie za niewielkie pieniądze kupić bilet i z wypiekami na twarzy chłonąć kolejny film… oczywiście epoka kina niemego skończyła się na długo przed moim urodzeniem, ale za to niedziela była jedynym wolnym dniem – w soboty chodziło się do szkoły. Czy ktoś dziś mógłby sobie wyobrazić tydzień bez wolnych sobót???

Z tymi cotygodniowymi wypadami łączy się też pewna anegdota: którejś niedzieli,  jakoś tak się stało, że nie byłam z nikim umówiona, ale uznałam, że z pewnością spotkam znajomych pod kinem, więc wyszłam wcześniej z domu, kupiłam bilet i spokojnie czekałam na resztę towarzystwa. Kiedy tuż, tuż miała rozpocząć się projekcja, a nikogo znajomego nie wypatrzyłam, postanowiłam wejść  do środka. Podeszłam do  bileterki, która dobrze mnie już znała, ale jakoś tak dziwnie  spojrzała na mnie i na bilet, chwilę się zawahała, w końcu przedarła go i wpuściła mnie na widownię. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wyszłam z kina, nadal zastanawiając się, gdzie się wszyscy podziali i spojrzałam odruchowo na bilet: wszystko działo się trzynastego lutego, siedziałam w trzynastym rzędzie, na trzynastym miejscu, miałam trzynaście lat i tylko film – był… od osiemnastu! Od tamtej pory żartobliwie śmiem twierdzić, że trzynastka jest bardzo szczęśliwa! Chyba nie przeżyłabym wstydu i upokorzenia, gdyby mnie nie wpuszczono na seans:))))

Dziś także mam swoje ulubione kino – nieduże, wszystkiego może ze dwanaście rzędów, bez lóż, ale za to z niewielkim balkonikiem, a pan kierownik z uśmiechem wita w drzwiach wszystkich widzów…
Na ekranie rzadko goszczą wielkie hollywoodzkie produkcje, ale za to można zobaczyć sporo ambitnego, dobrego kina, które – bez wielkich kampanii medialnych, oferuje wiele wrażeń, skłania do refleksji, zachwyca i wzrusza…

Nie ma w nim tego wszystkiego, co razi w multiplexach – wszechobecnej komercji, tony reklam przed seansem, za przeproszeniem smrodu popcornu i widzów, którzy przychodzą najeść się, napić coli i może przy okazji – obejrzeć film…  a najpiękniejsze jest to, że nigdy podczas projekcji nie słyszałam, by komuś zadzwonił telefon komórkowy! 🙂

Reklamy

8 komentarzy (+add yours?)

  1. Caddicus Caddi
    Wrz 22, 2012 @ 06:13:43

    Ech! To se ne vrati… takie kina, drewniane skrzypiące i twarde fotele, wypieki na twarzy i poczucie kontaktu z zakazanym (czasami).

    Odpowiedz

  2. krakowianka
    Wrz 22, 2012 @ 08:22:16

    wiesz Even,dziesiejsi młodzi gniewni,”popkorniaści”,”komórkowcy”…którzy gdzieś tam ,między…przyszli na film,nie będą miec takich wspomnień jak my…Inne czasy,ale…nie ma tego COŚ…

    Odpowiedz

  3. even21
    Wrz 22, 2012 @ 10:08:57

    Pewnie, że to tylko nasze wspomnienia… takich kin z drewnianymi skrzypiącymi fotelami już pewnie nigdzie nie ma, ale są jeszcze kina studyjne. Jeśli przekonamy młodych, wrażliwych ludzi, że oprócz wielkich produkcji, jest jeszcze inne kino – studyjne, autorskie, o niebo lepsze od tego mega/holly/bolly/wood może i „popkorniaści komórkowcy” będą mieć takie wspomnienia jak my…:)

    Odpowiedz

  4. Angie
    Wrz 22, 2012 @ 11:16:15

    Ależ poruszyłaś moje emocje, Even! Kocham, kocham ten klimat Tamtych kin, Tamtych lat, ehhh

    Odpowiedz

  5. Elatroska
    Wrz 22, 2012 @ 18:47:26

    I ja pamiętam doskonale klimat kina z drewnianymi siedzeniami.Mimo ze mieszkałam na wsi kino u nas było.To było miejsce magiczne i romantyczne pod kaźdym względem.Teraz jak jadę do Gdańska robie maratony po kinach ale te wielkie sale kinowe nie oddają tego co kiedyś klimatu

    Odpowiedz

  6. even21
    Wrz 22, 2012 @ 18:51:16

    Angie, Elu, wszyscy kochamy tamten klimat, bo to nasza młodość…:)
    Dlatego biegam od czasu do czasu do „mojego” małego kina… jest w nim jakaś magia – jak w wehikule czasu można przenieść się do tamtych lat…

    Odpowiedz

  7. violamalecka
    Wrz 22, 2012 @ 21:27:57

    „Najlepsze to małe kina
    w rozterce i w udręce,
    z krzesłami wyściełanymi
    pluszem czerwonym jak serce.

    Jakże tu miło się wtulić,
    deszcz, zawieruchę przeczekać
    i nic, i nic nie mówić,
    i trwać, i nie uciekać.

    Srebrzysta struga płynie
    przez umęczone serce
    Drzemiesz w tym małym kinie
    jak list miłosny w kopercie…”

    K.I. Gałczyński

    Odpowiedz

  8. even21
    Wrz 23, 2012 @ 09:00:25

    Gałczyński, ze swoją magią miejsc, idealnie oddaje miłość do małych kin…
    Lubię jego poezję 🙂

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: