Kasztanowo…

Jesiennie i kasztanowo zrobiło się na blogach… czytając wpisy i komentarze, jakoś i mnie udzielił się ten nastrój. Tym bardziej, że przypomniałam sobie piosenkę, której słucham już od tygodnia:

Przygotowałam nawet odpowiednią fotkę, bo opowieść o dziewczynie, która ma włosy jak kasztany i kasztanowy oczu blask, jest mi wyjątkowo bliska… – porusza czułe struny wspomnień i wyjątkowo trzyma za serce.

O czym dzisiaj nie opowiem? Na pewno nie będzie o jesiennych spacerach, zbieraniu liści do bukietu i kasztanów, ich pochodzeniu, dobroczynnym działaniu, wykorzystaniu w kosmetyce i ziołolecznictwie, choć wszyscy wiedzą, że jakem wiedźma, temat mi bliski – to wszystko można sobie wygooglać. Łącznie z tym, że warto położyć je przed komputerem, by zbierały szkodliwe promieniowanie lub nosić jeden – dwa w kieszeni, na dolegliwości reumatyczne…

Czasami „mnie nosi”. Po prostu muszę zmienić otoczenie. Bodaj na krótko. Taka weekendowa, najczęściej spontaniczna wyprawa, by naładować akumulatory, nacieszyć oczy pięknymi widokami, pooddychać świeżym, „innym” powietrzem… Któregoś roku, kiedy moje dzieci były jeszcze małe, zrobiłam sobie taki prezent imieninowy – w ciągu godziny wyszukałam noclegi w jednym z moich ulubionych kurortów, znalazłam opiekę dla maluchów, spakowałam torbę podróżną i wsiedliśmy do pociągu, ciesząc się romantyczną podróżą, jesienią w górach i przepiękną pogodą…

Na miejscu zrobiliśmy sobie mały wypad do Czech. W Nachodzie wspięliśmy się na górę zamkową, podziwialiśmy panoramę miasteczka, zwiedziliśmy zamek, zajrzeliśmy do niedźwiedzi, które zamieszkują fosę, a na odpoczynek wybraliśmy ławeczkę pod kasztanowcem…

Nigdy nie widziałam takiego drzewa – wąskie, podłużne liście i owoce, których łupinkę najeżoną gęściutko ostrymi kolcami trudno było utrzymać w dłoni. Znalazłam przepiękny okaz z trzema kasztanami na jednej gałązce i postanowiłam przywieźć do domu, by pokazać chłopcom. Najtrudniej było przetransportować je w podróży, by nie uszkodzić, a ja nie miałam żadnego pudełeczka…

Z pełnym poświęceniem dostarczenia ich nienaruszonych, akcja się powiodła. Sądziłam, że takie niecodzienne kasztany, będą ciekawym dodatkiem do lentilków i innych słodyczy, które przywiozłam dzieciom. Jaka była moja konsternacja, kiedy przyjechała moja siostra i oświadczyła: „siostra, takie kasztany rosną za moim domem, kiedy schodzi się w dół osiedla!”

Dziś już wiem, że to marony, jadalne kasztany. I tak sobie myślę, że skoro już są tak blisko, że nie trzeba ich przywozić z Czech, to może warto by było także ich spróbować. Podobno – w smaku fantastyczne…

/zdj. z neta/

Reklamy

7 komentarzy (+add yours?)

  1. Caddicus Caddi
    Wrz 29, 2012 @ 10:05:46

    Nostalgicznie i refleksyjnie… jesień ma swój klimat, który bardzo lubię:-)

    Odpowiedz

  2. Elatroska
    Wrz 29, 2012 @ 10:21:38

    Mnie kasztany przypominają długie jesienne ,romantyczne spacery…ach drzewa te widziały nie jedno przytulenie-)))teraz się z tego śmieję ale wtedy bardzo to przezywałam…kurcze chyba się starzeje ha ha.Serdeczności dla ciebie moja imienniczko-))

    Odpowiedz

  3. violamalecka
    Wrz 29, 2012 @ 11:27:12

    Kasztany najbardziej przypominają mi czas,
    kiedy moje dziewczynki były małe.
    Chodziłyśmy je zbierać, takie wyprawy
    były zabawą pełną „ach” i „och” .
    – Zobacz mamo jaki ten duży i piękny!!!
    Potem w domu powstawały ludziki, kotki
    koniki i krówki, na zapałczanych nóżkach…

    Odpowiedz

  4. krakowianka
    Wrz 29, 2012 @ 13:04:44

    Even,jak romantycznie,jesiennie na tej ławeczce pod kasztanowcem,
    jesień i kasztany…i wrzos,to piękne atrybuty…jesieni
    Piosenka chwyta za serce…:)
    Pozdrawiam nostalgicznie….

    Odpowiedz

  5. even21
    Wrz 29, 2012 @ 20:59:39

    Śpieszę, spóźniona z odpowiedzią, bo miałam wychodne…;)
    Caddi, najpiękniejszy klimat tej złotej, polskiej…:)
    Eluś, serdeczności tym większe dla Ciebie, moja imienniczko, że natchnęłaś mnie, by uchylić jeszcze trochę rąbka tajemnicy z tamtego wyjazdu… opiszę niebawem:)
    Violu, własnie tak! Gdyby nie te wyprawy i zabawy z kasztanami, pewnie bym z takim poświęceniem ich nie wiozła moim chłopcom…:)
    Krakowianko, i ja pozdrawiam serdecznie! Miało nie być nostalgicznie… jakoś samo wyszło… ławeczka wspaniała, zapraszała, by odpocząć, słonko pięknie świeciło, tylko wiatr na górze mało głowy nie urywał, więc bez przepaski na, wówczas kasztanowych – ehh, włosach – ani rusz!:)

    Odpowiedz

  6. maria
    Paźdź 02, 2012 @ 20:34:16

    A ja wolę oryginalne wykonanie Nataszy Zylskiej a propos Kasztanów. Górniakowa młoda była, jak tę piosenkę śpiewała a już wtedy wydziwiała aż zęby bolały:-( Może dlatego kasztany kojarzą mi się nieodwołalnie z placem Pigalle. Tych najlepszych, ponoć stamtąd się wywodzących nie jadłam:-)) ale za to jadłam w Warszawie i w Pradze i też były przepyszne! pozdrawiam

    Odpowiedz

    • even21
      Paźdź 03, 2012 @ 07:06:23

      Za Górniakową nie przepadam… przede wszystkim za jej gwiazdorskie fanaberie, ale to wykonanie akurat przypadło mi do gustu…wszak o tym ostatnim się nie dyskutuje:)
      Jeśli chodzi o smak kasztanów – wszystko przede mną:)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: