Grzybobranie czas zacząć…!

 

Pamiętacie?

Grzybów było w bród: chłopcy biorą krasnolice,
Tyle w pieśniach litewskich sławione   l i s i c e,
Co są godłem panieństwa, bo czerw ich nie zjada,
I dziwna; żaden owad na nich nie usiada.
Panienki za wysmukłym gonią   b o r o w i k i e m ,
Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem.
Wszyscy dybią na   r y d z a; ten wzrostem skromniejszy
I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,
Czy świeży, czy solony, czy jesiennej pory,
Czy zimą. Ale Wojski zbierał   m u c h o m o r y.

Wychowałam się w małym miasteczku w sercu zachodniej części Puszczy Noteckiej. Las – zawsze mnie zachwycał i fascynował. Może dlatego zawsze marzyłam o małym domku pod lasem… kto wie czy jeszcze kiedyś się spełni? Zielona Góra nie bez powodu się tak nazywa – tutaj też miasto ze wszystkich stron otoczone jest lasami…

Jesień była czasem, kiedy korzystało się z dobrodziejstw natury – pamiętam lata, kiedy moja mama jeździła na grzyby i bywało, że do domu przywoziła ich 2-3 wory, takie duże, 50-litrowe…!
Pamiętam, że tym wypadom do lasu, zawsze towarzyszyła obawa o jej powrót. Znałam doskonale opowieści znajomych i sąsiadów o ciągnących się kilometrami lasach, w których łatwo było zabłądzić i zdarzało się, że organizowano akcje poszukiwawcze zaginionych grzybiarzy. Mama zawsze z uśmiechem mówiła, że jej to się nigdy nie przytrafi, bo ma dobrą orientację w lesie i zawsze wie, w którą stronę powinna iść.

Rzadko uczestniczyłyśmy z siostrą w tych wyprawach, ale mama zadbała o naszą edukację – doskonale potrafiłyśmy rozpoznać wszystkie grzyby, które przynosiła do domu. Rację miał Mickiewicz pisząc, że rydz najsmaczniejszy! Dziś już sporadycznie spotykam go w lasach, ale jego delikatnego smaku nigdy nie zapomnę… podobnie jak gąsek zielonek, lekko posolonych, pieczonych bezpośrednio na płycie kuchennej…

A ostatni weekend września miałam niezwykle pracowity. Zresztą sami zobaczcie:

Te najszlachetniejsze – borowiki, zostawiam na specjalną okazję – nic tak nie smakuje podczas wieczerzy wigilijnej jak sos ze świeżych grzybów!

Reklamy

11 Komentarzy (+add yours?)

  1. Caddicus Caddi
    Paźdź 01, 2012 @ 13:52:07

    Święto grzybów… mniaaaaam:-)

    Odpowiedz

  2. krakowianka
    Paźdź 01, 2012 @ 20:06:18

    wspaniałe okazy,a potrawy z grzybów są pyszne…Ja w tym roku jakoś nie mam okazji chodzic za grzybami,ale kiedyś to chodziło się…i zbierało…i zdjęcia robiło cudnym muchomorom…:P
    przyznam się,że rydza nigdy nie jadłam…:(
    pozdrówki:)

    Odpowiedz

  3. Angie
    Paźdź 01, 2012 @ 20:23:03

    Even, cudo! Mam też tego mnóstwo dzięki Bratu, który jeździ na grzyby w okolice Zielonej Góry:) U nas nie ma jeszcze tyle, zaczynają dopiero nieśmiało wychodzić
    ” czarne łebki” , moje ukochane podgrzybeczki 🙂
    Wrzucę koniecznie też zdjęcie naszych prawdziwków niedługo, jak się trochę pozbieram i zasiądę w jakimś spokoju( względnym).
    A zielonki to mojej Mamy specjalność; nazbierała już trochę i zrobiłam kilka słoiczków 🙂

    Odpowiedz

  4. elatroska
    Paźdź 02, 2012 @ 05:55:25

    Cholera a u mnie nie ma grzybów a niby mieszkam w borach tucholskich.byłam kilka razy i dupa nie było:(((Uwielbiam chodzić po lesie…rozmawiac z naturą i wsłuchiwac sie co ma mi do powiedzenia…
    Rydze chyba wyginęły bo coraz rzadziej mozna je spotkac w lesie.a gąski tak ,takie całe usmażone w moace pychota!!!W niedziele wybiore sie znowu na grzyby a jesli tym razem ich tam nie bedzie obraze sie normalnie na las:))))
    Pamietam jako dziecko chodziłam z mama na grzyby.Ona zbierała całe kosze i jeżdziła je sprzedawac do Sopotu na rynek.Zawsze jak wracała przywoziła przeróznych smakołyków….których u nas na wsi nie było wtedy.to były piekne czasy!!!Pozdrówka dla ciebie.:)Grzyby moge jeść w kazdej postaci!!!Na sama myśl leci mi ślinka:)))

    Odpowiedz

  5. even21
    Paźdź 02, 2012 @ 17:10:21

    Faktycznie, Caddi, święto… i na dodatek wyjątkowo smaczne!:)
    Krakowianko, a Tobie życzę, byś poznała smak rydzów:) jest naprawdę wyjątkowy! Z pewnością go docenisz, skoro lubisz grzyby…:) Odpozdrawiam serdecznie:)
    Angie, u mnie – zasadniczo najwięcej podgrzybków. Jednak najbardziej to Ci zazdroszczę zielonek – najchętniej rosną w sosnowych zagajnikach, na piaskach, a wokół Zielonej Góry trudno je spotkać…
    Elu, to masz także miłe wspomnienia związane ze swoją mamą i grzybobraniem…:)
    Dziękuję za pozdrówka i odwzajemniam!:)
    A brakiem grzybów się nie martwcie, tylko pogodą – jeśli nie będzie przymrozków, to i wysypu się doczekacie!:)

    Odpowiedz

  6. maria
    Paźdź 02, 2012 @ 20:25:26

    Właśnie stoi u mnie w kuchni torba pełna kurek. Dzięki uprzejmości stryja, który namiętnie zbiera kurki, rydze, i różne inne jadalne, ma oczywiście swoje miejsca jak każdy grzybiarz. mówi, że w tym roku urodzaj na rydze:-)) więc hojną ręką rozdaje swoje zbiory po rodzinie. Ja w sobotę byłam na imprezie u znajomych – mają dom na wsi pod lasem, ale na codzień mieszkają w mieście. Pod tym lasem rosło coś jakby kurki, ale czterech naszych głów nie wystarczyło, żeby stwierdzić, czy to na pewno są kurki:-)))) Woleliśmy na wszelki wypadek NIE ruszać:-) Stryjowi nie powiem, że jego grzybowa nauka poszła w las, nie chcę mu robić przykrości:-))

    Odpowiedz

  7. Angie
    Paźdź 02, 2012 @ 20:41:49

    Even, właśnie w okolicach Zielonej( no, może TROCHĘ PRZED) nazbierała moja Mama tych zielonek! Jeżdżą z Bratem w ” swoje miejsca”, tak jak mówisz- sosny, piaski. I na razie zwożą głównie borowiki, maślaki, kozaki i trochę tych zielonek.
    A ja co dzień niemal zbieram u ns w lasku czarne łebki. Na razie wychodzą nieśmiało, zresztą tutaj u nas więcej ludzi, niż grzybów 😉
    Jeśli jednak u Was najwięcej podgrzybków- jade Even w Twe strony! namówię Brata i jedziem 😉 A jak będę całkiem blisko Zielonej, to wproszę się na kawę! 😀

    Odpowiedz

    • even21
      Paźdź 03, 2012 @ 07:16:44

      Widzisz, cudze chwalicie, swego nie znacie:)))
      To jest tak, jak napisała Maria – każdy grzybiarz ma swoje miejsca i dobrze wie, gdzie szukać grzybów:) Ja – ani nie mam, ani nie znam takich miejsc… choć w Zielonej mieszkam od dwudziestu paru lat…
      rzadko, niestety, zdarza się, że uciekając od zgiełku, spacerem dotrę do pobliskiego lasku i czasem coś uzbieram…;) Te wspaniałe okazy na zdjęciach, to dzięki uprzejmości moich sąsiadów – dostałam w prezencie, bo mieli już dosyć nazbieranych dla siebie…!:)
      A na kawę – zapraszam serdecznie!!! Daj tylko znać, kiedy będziesz!:)))

  8. Judith
    Paźdź 03, 2012 @ 07:01:21

    Las uwielbiam, ale moge po nim chodzic i grzyba… nie widze… boja sie… te grzyby?
    Jesc bardzo lubie!
    Serdecznosci
    Judith

    Odpowiedz

  9. Angie
    Paźdź 23, 2012 @ 16:19:30

    Even, byłam na gąskach 😀 Zapraszam Cię w bory, wpadnij koniecznie choć na chwilkę!
    http://angiewitch.wordpress.com/2012/10/21/bory-dolnoslaskie-basn-i-gaski/

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: