Hej kolęda, kolęda… czyli anegdota z życia wzięta

„Przybieżeli do Betlejem pasterze…” – rozległo się za drzwiami, męskimi głosami zaintonowane, wraz z intensywnym dźwiękiem dzwonków, a tuż po nim – mocne stukanie. Jak nic – kolęda!

– Hanno, ktoś puka! Otwórz! – zawołał gospodarz, a że był zajęty sprawdzaniem światełek na choince, które naprawiał, bo oświetlenie wytrwało tylko do połowy Wigilii, a potem… potem już tak zostało, więc w ogóle nie zwrócił uwagi na wcześniejsze odgłosy za drzwiami. Tylko starsze pacholę, czując pismo nosem, szybko ukryło się w swoim pokoju. Młodsze, nieświadome niczego, a najbardziej uczynne, wyręczyło mamę, która właśnie wychodziła niekompletnie ubrana z łazienki, zupełnie zapominając o terminie wizyty proboszcza…

Harmider się zrobił w domu niemały! Gospodyni stojąc na środku przedpokoju odziana w haleczkę, tak wpadła w panikę, że nie wiedziała, w którą stronę biec, gospodarz – w dalszym ciągu zajęty naprawą, klął pod nosem coraz mocniej, a najmłodsze dziecię wytrzeszczyło oczy z zachwytem, przyglądając się wchodzącym gościom.

Nie mniejszy stres, niż mama, mimo wszystko, przeżył także starszy brat. Bał się, że młody go wyda i wszyscy się dowiedzą, jak podglądał lornetką, co się dzieje na plebanii.  Kiedy zdał sobie sprawę, że mały nadaje jak najęty i właśnie ma zamiar zadać kolejne pytanie, wymownie przy tym na niego spoglądając… już szykował się do skoku, by zasłonić mu usta i do tego nie dopuścić… Młodszemu jednak udało się uwolnić, więc usłyszeli:

– Czy to prawda, że ksiądz ma na plebani jacuzzi? – wypalił, rozładowując sytuację, bo ogromne wrażenie zrobiła na nim ostatnio wizyta w aquaparku…

Być może, wszyscy by zapomnieli o tym niefortunnym przeżyciu, gdyby nie to, że od tamtej pory kolęda zaczyna się co roku w ten sam sposób. Tubalnym okrzykiem zza drzwi:
– Uwaga, tu ksiądz proboszcz z wizytą! Mamusia ubrana?:)

rys. Andrzej Mleczko Autora rysunku przedstawiać chyba  nie trzeba – Andrzej Mleczko

Tę anegdotę przypomniałam sobie tuż przed świętami.  Nikogo w domu nie było, czułam się swobodnie… – mając jeszcze trochę czasu przed pracą, spokojnie powędrowałam w bieliźnie do łazienki. Raptem słyszę, jak ktoś puka, otwiera drzwi i woła: kontrola techniczna!  Przytomnie  odkrzyknęłam: Proszę zaczekać! I dopiero wtedy zrozumiałam, w jak niekomfortowej sytuacji się znalazłam… bo gdzie zaczekali? przed drzwiami czy za? a wychodząc z łazienki, nie ma innej możliwości, jak przejść przez  hol,otwarty na całe mieszkanie… najpierw stałam i nasłuchiwałam, a potem – jak dobry szpieg, czaiłam się, powoli wystawiając nos, by sprawdzić czy mogę bezpiecznie wyjść… tym sposobem przetrzymałam facetów za drzwiami dobre dziesięć minut…:)
A winny, który ostatni wychodził z domu i ich nie zamknął –  i tak się nie znalazł:)

Reklamy

18 komentarzy (+add yours?)

  1. Caddi
    Gru 28, 2012 @ 16:14:55

    Facetowi chyba się marzyło zobaczyć mamusię w niezupełnie kompletnym stroju, skoro tak bardzo to zapamiętał i za każdym razem przypominał.

    Odpowiedz

  2. wg108
    Gru 28, 2012 @ 18:02:43

    Pyszna historyjka! Uśmiałem się jak norka!

    Odpowiedz

  3. wg108
    Gru 28, 2012 @ 19:02:55

    Warto mieć jednak psa. Wtedy nikt nie odważy się nacisnąć klamkę zanim zapuka. Mieliśmy tak łagodnego psa, który nigdy nawet łba nie podniósł żeby sprawdzić kto wchodzi, kto wychodzi. Do czasu, aż Cyganka weszła bez pukania (bo u nas zawsze były drzwi otwarte). To psa wyraźnie mocno wkurzyło, ten brak kultury, jak można wchodzić bez pukania? Kurcze, nagle musiałem nieproszonego gościa przed własnym psem ratować – co było mocno niewychowawcze.
    Psina „z rozpędu” jeszcze po fakcie ze dwie godziny szczekała, aż w końcu zadzwoniłem do znajomego weta co psu podać na uspokojenie.

    Odpowiedz

    • even21
      Gru 28, 2012 @ 19:24:43

      Hahaha… mam psinę! równie przyjazna jak ten Wasz:))) może jeszcze się nauczy, bo młodziutka… raz też obszczekała nieproszonego gościa, że trudno było ją uspokoić, ale generalnie – przyjazna, wesoło merda ogonem, kto by nie przyszedł i jawnie domaga się pieszczot:))) kiedyś o niej opowiem:)

  4. Elatroska
    Gru 28, 2012 @ 19:56:49

    Hahaha fajne są „odwiedziny”z zaskoczenia.Tez miałam kilka wpadek-))Jesli idzie o psa to staruszek nasz juz jest ale inkasent za prąd nie da rady wdostać się do naszego domu.Inkasent nie wie ze wystarczyłoby powiedzieć ze jest ładnym pieskiem.-)))

    Odpowiedz

  5. Angie
    Gru 29, 2012 @ 09:09:31

    Fajna ,śmieszna historyjka Even!
    A rysunek- cudo! 🙂

    Odpowiedz

    • even21
      Gru 29, 2012 @ 11:22:13

      Lubię rysunki A. Mleczki:) Kiedyś, parę razy byłam na wystawach jego prac – małe majstersztyki!:)
      A opisane przygody – z życia wzięte, prawdziwe, niestety!:)

  6. krakowianka
    Gru 29, 2012 @ 11:30:35

    Even,uśmiałam się,haha.U nas też,ci techniczni,albo co prąd odpisują,pukaja i od razu wchodzą,a nie zawsze drzwi są zamknięte…i można sie zdrowo naciąc…:P))
    Fajna historyjka…dla nas,wiem co przeżyłaś…:P
    dobrze,że jakiejś zielonej maseczki nie miałaś na twarzy…haha

    Odpowiedz

    • even21
      Gru 29, 2012 @ 11:37:22

      :))) Taka maseczka pewnie uratowałaby sytuację, bo zawsze można by poudawać ufoludkę:))) Prawdziwy kosmos! :))))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: