Miłość i przyjaźń, czyli opowieści część ostatnia z epilogiem

Jakiś czas jej nie widziałam. Pamiętam, że w którymś momencie po prostu rozkwitła. Nie tylko urodą – bił od niej jakiś wewnętrzny blask. Tak po ludzku, życzliwie, trochę jej zazdrościłam… czułam, że to spełnienie, a ona jest bardzo szczęśliwa! Krótko to trwało, aż do momentu, kiedy nie zniknęła z miasta… Pewnego razu miałam wrażenie, że ją widziałam. Przynajmniej tak się zdawało. Może tylko ktoś do niej podobny, bo poza czymś nieuchwytnym, zewnętrznie w niczym jej nie przypominała… zamyślona, ze spuszczonymi oczami bez makijażu, ubrana zupełnie nie w jej stylu, w luźny, szeroki ciemny sweter i niedopasowane spodnie. Mijałyśmy się na podwójnych ruchomych schodach dworca głównego – każda z nas zmierzała w inną stronę. Liczyłam, że ściągnę ją wzrokiem, nawet zawołałam, ale megafon zagłuszył wszystko, a ona nie zareagowała… Zastanawiałam się dlaczego tę kobietę skojarzyłam właśnie z nią? Może dlatego, że pomimo widocznego zaniedbania, była w niej jakaś elegancja…

Siedziałyśmy przy kominku, w tle słychać było jej ulubioną muzykę, a ona opowiadała dalej:

***

Część III opowieści Gracji

Było kilku mężczyzn, którzy kochali się we mnie na zabój. Dosłownie – jeden nawet groził, że się zabije… – uśmiechnęła się przy tym lekceważąco i machnęła ręką, jakby odganiała natrętnego owada.
Eeh, więcej w tym było udawania niż faktycznie uczuć – dodała ze śmiechem – taki sobie aktorzyna, który skandalem chciał zdobyć popularność. Później się o tym dowiedziałam.
Przez lata zastanawiałam się czy to ze mną jest coś nie tak. Dlaczego w ogóle nie pociągali mnie ci, którzy – wiedziałam to – podkochiwali się we mnie niemal jawnie, a moje serce usychało i wypatrywałam oczy za tymi, którzy nawet nie chcieli na mnie spojrzeć? Wieczny wewnętrzny konflikt  – uczuć i umysłu. Obiecywano mi złote góry i rozum podpowiadał, że to solidni i odpowiedzialni mężczyźni, którzy dotrzymają słowa, a serce… serce się buntowało… Wyrywało się za kimś, kto pokocha nie tylko mój wygląd, ale dostrzeże całe bogactwo duszy, dorówna intelektem, pozwoli rozwinąć skrzydła, wspólnie obdarzyć się sobą, będzie dzielić bliskość, ogrzewać ciepłymi stopami w zimną noc… dla kogo nie będę wyłącznie ozdobą,  a jedną duszą w dwóch ciałach. Kogoś uczciwego, komu będzie na mnie zależało…

Miłość przyszła niespodziewanie i zupełnie przypadkowo. Siedziałam w moim ulubionym klubie i czekałam na resztę znajomych. Obserwowałam grupkę siedzącą obok. Widać było, że świetnie się czują w swoim towarzystwie. W którymś momencie pojawił się wspólny znajomy, przedstawił nas sobie, a potem… wszystko potoczyło się bardzo szybko… świetnie się bawiliśmy i złapałam się na tym, że pierwszy raz ktoś rozumie mnie bez słów… Wychodząc z lokalu przystanęliśmy na chwilę, delikatnie ujął me dłonie, przybliżając opuszki palców do ust, głęboko zajrzał mi w oczy i powiedział: „mam wrażenie, jakbyśmy znali się od zawsze”. Jego wzrok mówił wszystko, wiedziałam, że nie jest to tani podryw, tylko szczere wyznanie i …czułam to samo. Przy każdej okazji zaskakiwało nas, jak wiele mamy wspólnego – smaki, zapachy, upodobania, nawet – my sami. Ludzie czasem zatrzymywali nas na ulicy i pytali czy jesteśmy rodzeństwem, tak byliśmy do siebie podobni. I miłość – niemalże od pierwszego wejrzenia! 

Bywało, żeśmy się nie zgadzali – ja dawno przestałam się przejmować tym, co mówią ludzie, on – nie zawsze z tym sobie radził. Wkradała się zazdrość. A im więcej ambiwalentnych uczuć, tym więcej namiętności. To zabawne, teraz skojarzyłam – była to jedna z najpiękniejszych zim. Jak tamta, z dzieciństwa… – uśmiechnęła się do siebie i dodała z pewnością w głosie – a ja sądziłam, że to jest TO. Codziennie mnie czymś zaskakiwał. Pisał dla mnie wiersze, które czasem przynosił pod moje drzwi w środku nocy. Znajdowałam je rano na progu mojego mieszkania. Byłam jego Najważniejszą, tak do mnie mówił i przynosił mi naręcza białych kwiatów… 

A jednak… – wolno zaczęła cedzić słowa, mówić urywanymi zdaniami, tak, jakby nadal sprawiało jej to ból – nie potrafiłam być z nim… zwłaszcza, kiedy okazało się, że zainteresował się mną… tuż po tym, jak zerwał z dziewczyną, z którą byli od dłuższego czasu parą… przyszła kiedyś do mnie… z zaokrąglonym brzuchem… zaczęła błagać: po co ci on? Takich możesz mieć na pęczki… rozpacz biła z jej oczu taka, że… zresztą, mniejsza o to! Nie chcę tego wspominać – zdecydowanie zakończyła. – Wiem jedno – nie można budować  swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu…

Wtedy zostałam wiedźmą. Rzuciłam się w wir pracy. Zaczęłam od siebie, by się samodoskonalić. Zmieniłam swój wygląd, wyjechałam z miasta. Poświęciłam się zupełnie nauce. To wymagający kochanek – nie potrzeba mu pięknych sukien, ani perfekcyjnego makijażu… Kiedy serce zawiodło, postawiłam na intelekt. Byle zapomnieć.  Jak myślisz? – niespodziewanie zapytała – czy w życiu wystarczą cztery fakultety i doktorat, by tak się stało? Nic bardziej mylnego! Głupiej tylko w towarzystwie się przyznać za czym tęsknisz…
w życiu tego bym nie zrobiła! Na co dzień silna kobieta i bezkompromisowa negocjatorka, wymagająca od siebie i innych, twardo stąpająca po ziemi, zastanawiam się czasem czy ja jestem z tęsknoty? gonitwy za niemożliwym? z marzeń, których nie da się spełnić? ciągle w świecie złudnych miraży? czy za poświęcenie można otrzymać od losu bodaj kilka dni szczęścia? – Powiedz – czy to tylko tak jest w filmach albo w powieściach? czy w życiu też może się zdarzyć?

Nie jestem naiwna, nie liczę, że ktoś pokocha jeszcze taką wiedźmę jak ja. Jestem realistką. Ale tęsknię za miłością, bliskością i zrozumieniem w oczach kochającej osoby. Może dlatego, że tak mi tego w życiu brakowało… Moja wrażliwość dziś sięga zenitu, ale – kiedy już nie wiadomo, nad czym płakać, śmiać się trzeba po prostu…:)))

Epilog

Dziś, czuje się pogodzona ze sobą. Zaangażowana w pracę, kipi energią i entuzjazmem. Jest niezwykle cenionym pracownikiem. Działa w różnych organizacjach i stowarzyszeniach. Pogodna, zawsze uśmiechnięta. Ponownie zaczęła dbać o swój wygląd. Żartuje, że w wieku, jakim się znajduje, nie ma to już żadnego znaczenia, ani wpływu na jej życie, poza jej własnym samopoczuciem. Silna, twarda, nie pozwala sobie na sentymenty. Nikt, kto ją zna, nie uwierzyłby w jej opowieść.  Znają ją z zupełnie innej strony. Nadal jest bardzo towarzyska, spotyka się z wieloma osobami, także w mieszanym gronie.
Nie czeka na miłość. Od kilku lat, jak twierdzi, przyjaźni się z pewnym mężczyzną. Podobno to taki sam życiowy rozbitek, jak ona. Każde z nich żyje swoim życiem, ale nawet jego wyjazd za zagranicę nie zmienił nic w ich relacjach. Pozostały im listy i telefony. Wspierają się nawzajem, rozumieją i to jest najważniejsze.

Koniec opowieści. Może komuś wydała się ckliwa i grafomańska, ale pamiętajmy, że życie pisze nie takie scenariusze!  Inspiracją do jej napisania stały się piosenki Tamary Kalinowskiej. Przedstawiłam tę historię, bo znam kilka takich kobiet. Myślę, że jakby się tak dobrze rozejrzeć, każdy by znalazł w swoim środowisku piękną, dumną, ale i przeraźliwie samotną Grację, która jest wielką realistką, mocno stoi na ziemi, rzuca się w wir pracy, odnosi sukcesy, a w głębi duszy marzy o innym szczęściu – poczuciu bliskości i spotkaniu kogoś, komu będzie na niej zależało… tak, jak tajemniczemu przyjacielowi…

Reklamy

29 komentarzy (+add yours?)

  1. rodorek
    Sty 11, 2013 @ 18:52:15

    Opowieść nie jest ani ckliwa, ani grafomańska. Jest prawdziwa. I wiesz co Even…masz rację, każdy z nas znajdzie w pobliżu taką osobę. Ale… znam też osoby, które po latach poniżania, znęcania się, traumatycznych przeżyć w związku, świadomie wybrały samotność i co najważniejsze jest im z tym dobrze, są szczęśliwe. Naprawdę! A na każdego, kto próbuje się do nich zbliżyć się patrzą przez pryzmat swojego oprawcy.
    Gracja podjęła słuszną decyzję, chyba każda rozsądna kobieta taką by podjęła widząc inną kobietę w ciąży…
    Pozdrawiam serdecznie i … dziękuję za tę piękną opowieść:)

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 11, 2013 @ 20:47:56

      Rodorko! I ja znam takie osoby… a za najważniejsze uważam zdanie: „na każdego, kto próbuje się do nich zbliżyć, patrzą przez pryzmat swojego oprawcy” – i to też jest tragiczne, bo może i dobrze im w samotności, ale uraz i trauma, które przeżyły, rzutuje na całe ich życie. To trudny temat. Początkowo i o tym myślałam, ale doszłam do wniosku, że i tak wyjątkowo dużo smutku w tej opowieści…
      Zresztą, wypada dodać, że problem samotności, tęsknoty za bliskością i owego pryzmatu w postrzeganiu płci przeciwnej nie dotyczy tylko kobiet. Znasz na pewno, podobnie jak i ja, wrażliwych mężczyzn, którzy mają ten sam problem…:) różnica taka, że może rzadziej się zwierzają… chyba, że trafią na uczuciowego rozbitka – kobietę taką, jak Gracja:)
      Dziękuję Ci za komentarz… ludzie niechętnie się o tym wypowiadają….

  2. wg108
    Sty 11, 2013 @ 20:10:34

    Piękna opowieść. Myślę, że jej uroda ma znaczenie drugorzędne. Podkreśla jedynie, że pomimo możliwości wybierania z wielu adoratorów nie zdecydowała się na bylejakość. Mogła posortować adoratorów pod względem urody lub zasobności portfela, a jednak czekała na miłość.

    Odpowiedz

  3. even21
    Sty 11, 2013 @ 20:53:28

    Wugusiu, dziękuję!:) Wszyscy czekamy na to samo – życie całe, dni i noce od czekania białe, będzie, wszędzie, zawsze nam chodziło o jedno…
    przyznaję, że z niejakim lękiem i nieśmiałością otwierałam ten komentarz, zastanawiając się, co napisałeś, zwłaszcza, że Twoje dwa ostatnie wpisy można by uznać za polemikę z moją opowieścią:) mam nadzieję, że nie będziesz miał mi tego za złe…:)

    Odpowiedz

  4. wg108
    Sty 11, 2013 @ 21:06:40

    Even, to nie polemika a jedynie inspiracja. Szapiski, gdyby nie były grafomańskie można by nazwać literackie, a co za tym idzie nie są pamiętnikiem. Sporo w nich mojego poczucia humoru i ….. to by było na tyle 😉
    Dla mnie pełnią funkcję wieczornego rozweselacza i odciągacza myśli od rzeczywistości, od zmęczenia. Dlatego mogą być co najwyżej krzywym zwierciadłem.
    Chętnie bym przeniósł się na stałe w świat fikcji, ale jak wiemy nie jest to możliwe 😉

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 11, 2013 @ 21:09:51

      Dziękuję! Nie myślałam, że mogę być inspiracją… to miłe!:)
      Wugusiu, ależ my się właśnie prawie co wieczór przenosimy… inaczej nie prowadzilibyśmy blogów 😉

    • even21
      Sty 11, 2013 @ 21:17:41

      Wugusiu, tak mi przyszło na myśl, że nie skomentowałam najważniejszego – mnóstwo literackości w tych Twoich Szapisach – uwielbiam takie smaczki… 😉 i z przyjemnością je wyławiam:)

  5. wg108
    Sty 11, 2013 @ 21:30:04

    Zatem trochę bałaś się, że „obśmieję” temat? Co?
    Niepotrzebnie. Mam wielki szacunek dla pogodzenia się z losem, dla samotności. I tej z wyboru, i tej niechcianej. Trudno w życiu o dobre relacje z otoczeniem, partnerem. Nawet w bardzo udanych i dobranych związkach trafiają się przecież kiepskie lata. Liczy się jednak to tak zwane per saldo, patrzymy z perspektywy lat i widzimy czy dobrze nam razem. Myślę, że Twoja Gracja oczekiwała nie tylko tego o czym napisałaś, ale również czegoś więcej od życia. Spełnienia wyobrażeń o tym jak powinno być już od samego początku. Trochę dziwne, bo jako osoba towarzyska z pewnością dawała się poznać innym nie tylko od strony urody. Miała też dość czasu, aby wraz upływem lat widzieć innych i oceniać coraz bardziej dojrzale. Wiem, po prostu brakło tej iskry, która zapaliłaby się w sercu. Cóż, miłość, kapryśna bywa.

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 11, 2013 @ 21:41:53

      Wiesz, podejmuję różne tematy – takie, które bulwersują, intrygują, ciekawią, śmieszą czy wzruszają… ale bywam przekorna, choć doskonale wiem, kiedy będzie reakcja, a kiedy zabraknie odważnych do skomentowania 😉
      Ciekawa interpretacja… czy zabrakło jej dojrzałości? nie jestem przekonana – „kochamy wciąż za mało i stale za późno” – napisał ks.J. Twardowski – pociecha w tym, że: „nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości / czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą”… miłość bywa kapryśna, widocznie o tę iskrę najbardziej chodzi…

  6. krakowianka
    Sty 11, 2013 @ 22:09:19

    Even,to w sumie prawdziwa historia…bo ja tez znam takie,bo przecież samotnośc z czegoś wynika.W tej historii i ja się w małym procencie odnajduję…i na pewno inne kobiety.Bo czyż nie tęsknimy za kimś bliskim,kto nie patrzy li tylko na nasze „opakowanie?”.
    Gracja wybrała samotnośc,bo zraziła się…i dobrze,że tę samotnośc zapełniła innym zyciem,ale…każdy,czy to mężczyzna,czy kobieta nie jest tak naprawdę stworzony do samotności….by wracac do domu do 4 pustych ścian…no chyba,że ktoś lubi tę swoją samotnośc…ale ona zawsze jest skutkiem czegoś…
    Pozdrawiam miło:)

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 11, 2013 @ 22:18:43

      Masz rację, Krakowianko! człowiek nie jest stworzony do samotności… czasem zadziwiają mnie ludzkie losy i ścieżki ich życia… ile w nich własnego wyboru (wbrew pozorom nie w każdej sytuacji się go ma), a ile …właśnie, czego? ironii losu? nieprzychylności gwiazd? woli bożej? przypadku?
      I ja mile odpozdrawiam:)

  7. krakowianka
    Sty 11, 2013 @ 22:19:49

    dodam jeszcze Even,że muzyka ma to w sobie,że czasem pewne utwory są jakby natchnieniem do pisania,ja tez to znam; pod wpływem pewnych utworów przypominam sobie pewne historie, ubieram je w słowa i piszę.
    Moc muzyki jest niesamowita…zawsze to powtarzam,ona jest w nas i inspiruje w każdej minucie naszego życia,piękne…
    Posłuchałam Twoich utworów…z refleksją,nie znałam ich wcześniej
    pozdrawiam nocą śnieżną 🙂

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 11, 2013 @ 22:28:26

      Lubię poezję śpiewaną, piękne ballady… najlepsze w nich to, że czasem muzyka kołysze, a słowa koją… wyszukuję takie perełki na youtube… nie tylko polskie; czasem zachwyci mnie melodia i wtedy sięgam po tekst i robię tłumaczenie… słucham wszystkiego – od klasyki po rocka, bo w każdej odnajduję piękno. Mam „swoją” muzykę na rożne nastroje, nawet taką do pracy, kiedy potrzeba skupienia 🙂
      U mnie też dzisiaj śnieg sypie od rana, mroźno i bardzo ślisko… może faktycznie ze mnie wiedźma i wywołałam zimę zmianą szatki blogowej…? 😉

  8. Caddi
    Sty 12, 2013 @ 07:31:29

    Życie każdego, także Gracji, niesie ze sobą różne doświadczenia. Wybory, których dokonujemy są różne, ale zarazem nigdy takie, jakich, by ktoś wcześniej nie dokonał. Niby wszystko już było, a jednak na nowo doświadczamy tego. Stajemy się niewolnikami naszych wyborów… lepszych lub gorszych.

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 12, 2013 @ 09:42:15

      Caddi, trochę to tak na zasadzie: „gdybym wiedział, że się przewrócę, to bym się położył”…
      i niby wiem, ale brnę dalej… 🙂
      Wszystko już było, fakt, ale i z wyborami różnie bywa. Czasami są one zdeterminowane wieloma czynnikami niezależnymi od nas albo z nich wynikającymi…
      a może po prostu:

    • Caddi
      Sty 12, 2013 @ 12:38:29

      Każdy musi się sam oparzyć, osobiście stłuc swoje kolan czy przytrzasnąć palce drzwiami. Tak było, jest i będzie:-)

    • even21
      Sty 12, 2013 @ 12:44:08

      Nawet nie próbuję polemizować z tak twardym argumentem:)
      ale rzecz nie idzie o nasze doświadczenia, tylko to, co z nimi zrobimy:)

    • Caddi
      Sty 12, 2013 @ 12:58:52

      To prawda, że łatwiej wykorzystać swoje niż cudze doświadczenia. Dlatego dzieci nie słuchają rodziców i ludzi doświadczonych. Sami szukamy swoich ścieżek.

    • even21
      Sty 12, 2013 @ 13:08:43

      Fakt. Nerwy mam czasem takie, że lepiej nie mówić, ale pozwalam dzieciom na to „doświadczanie”… i mam wrażenie, że z czasem coraz częściej zasięgają mojej opinii. Wybór – i tak im pozostawiam.. Jednym słowem – mądrzeją 🙂
      Osobiście – lubię słuchać innych. jeśli podejmuję jakąś ważną decyzję. Jest ona sumą tego, co wyrazili inni i mego instynktu…;) ten ostatni – rzadko zawodzi…:)

  9. Angie
    Sty 12, 2013 @ 10:14:05

    Even, na temat , który poruszyłaś tutaj, można byłoby napisać kilka sporych prac.
    Temat trudny i doskonale mi znany.
    Samotność z wyboru..kiedyś pisałam o Lidce, kobiecie, która świadomie od lat tkwi w dziwnym, pół wirtualnym związku. Piszą do siebie listy, dzwonią, czasem spotykają na skype. Pamiętam jak pod tamtym moim wpisem rozgorzała dyskusja na temat miłości i związków między kobietą a mężczyzną. Nikomu nie przyszło do głowy, jakie życie miała i co nadal musi dźwigać Lidka. Tak jak Twa Gracja może mieć niejednego, ale tak wiele już przeżyła ( nawet coś podobnego do Gracji, z tym, że on wrócił nie do kobiety w ciąży, a do rodziny..)
    Lidka ma kalekie dziecko i tak pogmatwane życie, że nie dziwię się temu, że jest sama. Fizycznie sama, bo całą duchowość i uczucie realizuje w swym związku na odległość. Wydaje się być to optymalne w jej sytuacji.
    Even, znam kilka takich kobiet jak Gracja.
    Jedną nawet bardzo dobrze 😉

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 12, 2013 @ 10:33:11

      Angie, trudny temat, ale i dobrze znany wielu osobom… sądzę, że najbardziej tu, na blogowisku, bo gdyby nie brakowało tego czegoś (rozmów? bliskości? możliwości odreagowania rzeczywistości? więzi? miłości? – można by tak długo wyliczać, ale i tak sprowadza się do jednego – samotności i tęsknoty za czymś lub kimś), to kto by tam miał czas dzielić się sobą w wirtualu?
      I ja znam dziewczynę, która tkwi w takim związku – czy to optymalne rozwiązanie? nie wiem, ale w takich wypadkach mówię: nieważne, choć może to wydawać się dziwne, ważne, że jest im z tym dobrze 🙂

  10. elatroska
    Sty 12, 2013 @ 14:09:39

    Gracja podjęła bardzo trudny wybór życia w swoim życiu.Kiedy przyglądam sie ludziom w parku jak siedzę sobie na ławce zastanawiam sie ilu z tych ludzi którzy tam spacerują są tak naprawdę szczęśliwych.Czasami udaje mi sie dostrzec tęsknotę w ich spojrzeniach.
    Każdy jest kowalem swojego losu jedni kują żelazo póki gorące a inni potrzebują na to czasu jeszcze inni czekaja na gotowy towar..Gracja zdecydowała sie na życie w samotności.To dużo lepsze aniżeli udawanie i oszukiwanie.

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 12, 2013 @ 14:33:34

      Udawanie, oszukiwanie, czasem… taka gra przed środowiskiem.
      Ludzie uwikłani w zależności – prawne, majątkowe, rodzinne, ale i moralne… aż żal, że nie udało się podtrzymać uczuć, tkwią, dopóki los nie przyniesie rozwiązania…

  11. elatroska
    Sty 12, 2013 @ 17:52:10

    Pioseneczka piekniutka!

    Odpowiedz

  12. elatroska
    Sty 12, 2013 @ 20:03:27

    przyszłam sobie posłuchac jeszcze raz tych podanych przez ciebie nutek:)

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: