Słowa, czyli w życia teatrze

Chciałabym wrócić do tekstów, które napisałam stawiając pierwsze kroki na wordpressie.  Szczególnie wracam myślami do dwóch – o mocy słowa oraz teatrze życia (https://even21.wordpress.com/2011/09/), stąd kompilacja tytułów w nagłówku… Wszystko, o czym wówczas mówiłam, powróciło refleksją w ubiegłym tygodniu.

 Na początek – fragment z tego, co już było:

* * *

Tak się złożyło, że ostatnio w kilku miejscach pojawiły się rozważania na temat mocy słowa… Oczywiście, ta największa, ma swoje źródło u zarania ludzkości:

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga – i Bogiem było Słowo […]Wszystko zaistniało dzięki Niemu. Bez Niego nic nie zaistniało. {J 1,1-3}

Greckie określenie Logos oznacza słowo stwórcze. Nie chodzi tylko o „słowo, które mówi”, ale przede wszystkim o „słowo, które uobecnia, spełnia, działa”. Idąc dalej tym torem rozważań – łatwo dostrzec pewnego rodzaju sprawczość słów. Także tych, którymi się na co dzień posługujemy.

 Napisałam niedawno, że są słowa, które jak ogień żarzą, rozbudzając entuzjazm, namiętność, wewnętrzną energię. Są słowa, które słodzą i otulają, dając pocieszenie, współodczuwanie, są i takie, które leczą, będąc wsparciem i kompensacją, ale i takie, które ranią, a nawet zabijają… (Swoją drogą ciekawe, jakie jeszcze określenia i jaką moc sprawczą można by przypisać słowom?)

To, co wydaje się najważniejsze, to odpowiedzialność za to, co się mówi i pisze… sądzę, że łatwiej zapanować nad słowem pisanym. Nazywam to wewnętrzną dyscypliną pisarską. Podejmując różne tematy, tak zawodowe, jak prywatne – prawdopodobnie „nie odkryjemy Ameryki”, bo zawsze może się okazać, że był już ktoś przed nami, kto podobnie myślał, ba! co więcej – wcześniej sformułował jakąś myśl, a nawet ją zapisał! Jednak to, co trudno tolerować, to brak cudzysłowu, przypisu, bądź odwołania do źródła, kiedy ktoś świadomie podpisuje się pod cudzym tekstem. (…)

Okazuje się, że równie ważne wydają się emocje towarzyszące znaczeniom semantycznym słów. Psychologiczne badania nad systemem semantycznym języka mają dość długą historię i wywodzą się z tradycji klasycznej psychologii asocjacyjnej i behawioralnej. Eksperymenty nad przenoszeniem znaczeń zapoczątkowały badania nad mierzeniem znaczenia konotacyjnego, przeprowadzone w 1952r. przez C. E. Osgooda  i współpracowników. Przy czym znaczenie konotacyjne rozumiane jest jako odniesienie do wszelkich procesów emocjonalnych i poznawczych, które dany znak wywołuje poza samym odpowiadającym mu pojęciem,[1] a emocje jako globalna reakcja organizmu wywołana zakłóceniem stosunków równowagi z otoczeniem, ściśle związana z potrzebami i motywami [2] itd.

* * *

Dzisiaj dodałabym do tego tekstu jeszcze jedno – nie tylko odpowiedzialność za cytowanie innych, ale i to, co sami mamy do powiedzenia… i w tym miejscu przychodzi na myśl powrót do początku: 

 z każdego słowa próżnego, które by wyrzekli ludzie, zdadzą liczbę w dzień sądu. Albowiem ze słów twoich będziesz usprawiedliwiony, i ze słów twoich będziesz potępiony (Mt 12, 36-37).

Często temu, co mówimy i co piszemy, towarzyszą różne potrzeby i motywy. Dla mnie – zawsze będzie ważne, by zachować godność – własną i cudzą. Bo to – jak wyrażamy się o innych, świadczy także o nas.

Obejrzałam „Życie Pi”[3]. Pomijam walory artystyczne filmu, o gustach się nie dyskutuje. Natomiast oczarowanie obrazami i możliwość wyboru zakończenia pozostawiona autorowi/bohaterowi i widzom – zmusza do refleksji. Baśniowa koncepcja opowieści  powoli przeprowadza widza przez zmagania głównego bohatera z żywiołem, własnymi przemyśleniami i okolicznościami, w których się znalazł, a  forma wywiadu uwiarygodnia bohatera i sprawia, że zyskuje naszą sympatię. A jednak na koniec autor/scenarzysta puszcza oko do widza, pytając: jakie zakończenie wolicie? brutalne czy niemal baśniowe? które z nich uznać za prawdziwe?

Choć nie brak w filmie bogatej symboliki i pouczającej wymowy, dysputa na temat wiary i Boga, jako myśl przewodnia wspomnianego wywiadu, zdaje się budzić niedosyt. Natomiast opowieść, zaprezentowana w takiej konwencji, pokazuje, jak wielką moc mają słowa.

 Byłam także w teatrze… w przywołanych we wstępie wpisach przedstawiam motywy mojej miłości do Melpomeny. Tym razem – prawie dwie godziny w innym świecie, świecie magii i iluzji teatru i… chęć szybkiego powrotu do rzeczywistości – czyli: „Mroczna gra albo historie dla chłopców”. [4]

W opisie spektaklu i recenzjach często można przeczytać, że to rzecz o manipulacji, ukrywaniu tożsamości i zabawie uczuciami drugiego człowieka w sieci, a wszystko opowiedziane nowym językiem, współczesnym, pełnym wulgaryzmów, odartym z eufemizmów i łagodnych sformułowań, jakże dalekim od tego, którym posługują się klasycy dramatu.

Treść? Główny bohater, a jednocześnie narrator, Nick, znajduje ogłoszenie: „Chcę się zakochać”. Na tyle intrygujące pośród fali ordynarnych, brutalnych i chamskich, zalewających sieć, że postanawia na nie odpowiedzieć, powołując do życia wymyślone postaci i się pod nie podszywając. To, co zaczyna się w świecie wirtualnym, znajduje tragiczny finał w rzeczywistości.

Wydaje się jednak, że rzecz nie dotyczy wyłącznie Internetu. To także próba postawienia nas przed lustrem, jak Doriana Graya przed obrazem, w którym możemy dostrzec mroki naszego wnętrza, te najbardziej skrywane, a jednocześnie ciemne, aż nieludzkie. Nie ma w spektaklu moralizatorstwa. Jest pytanie, do czego zdolny jest człowiek, jak za pomocą słów, manipulacji, gry na uczuciach innych, potrafi dopuścić się czynów niegodnych, społecznie nieakceptowanych, niszczących to, co w nas dobre i  odróżnia od zwierząt (choć może to porównanie też jest nie na miejscu – ubliża naturze).

„Słowa, słowa, słowa…” – tylko i aż tyle, powtarzając za ich mistrzem.


[1] Por.: I. Kurcz, Język i mowa [w]: Psychologia, pod red. T. Tomaszewskiego, Warszawa 1982.
[2] Słownik terminów [w:] Psychologia  rozwojowa, s.137.
[3] Życie Pi, dramat przygodowy USA, Chiny , reż. Ang Lee, premiera polska styczeń 2013. Ekranizacja bestsellerowej powieści Yanna Martela. Pi Patel, syn właściciela zoo,mieszka wraz z rodziną w Indiach. Wkrótce życie postawi przed nim wyzwanie, które będzie wymagało od niego niezwykłej determinacji. Rodzina Pi postanawia przenieść się do Kanady. W trakcie podróży statek ulega uszkodzeniu i tonie. Pi znajduje się w niewielkiej szalupie na środku Oceanu Spokojnego w towarzystwie hieny, orangutana, zebry i tygrysa bengalskiego o imieniu Richard Parker. Rozpoczyna się walka o przetrwanie.
[4]  „Mroczna gra albo historie dla chłopców” Carlosa Murillo, Teatr Lubuski,premiera  2011. Reżyseria: Karolina Maciejaszek. Scenografia i kostiumy: Tomasz Brzeziński. Obsada: Ernest Nita, Hanna Klepacka, Anna Haba, Aleksander Podolak, Wojciech Brawer, Dawid Rafalski.
Reklamy

54 komentarze (+add yours?)

  1. Angie
    Sty 22, 2013 @ 14:41:55

    Piękny, mądry tekst Even!
    Jak ogarnę trochę zamieszanie w domu( przywieźli meble ) , ustosunkuję się 😉

    Odpowiedz

  2. elatroska1
    Sty 22, 2013 @ 16:36:13

    Zgadzam sie z Angie że ciekawa notke zapodałas..Słowo moze być błogosławieństwem w takiej samej mierze jak przeklenstwem..
    Ps.nutka piekna:)

    Odpowiedz

  3. elatroska1
    Sty 22, 2013 @ 16:52:23

    Halooo gdzie jesteś?:)))

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 16:53:27

      Już jestem, Eluś!:)

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 16:58:37

      Pięknie podsumowałaś – błogosławieństwo lub przekleństwo…
      nadal dziwię się światu – może tyle we mnie pozostało młodzieńczego idealizmu, że wolę opowieści o tygrysie bengalskim, a nie ciemnych stronach ludzi? 😉
      często rzucamy na wiatr różne słowa… a one, jak ziarna, trafiają na różny grunt, nieraz kiełkują i rosną… bywa, że rozrastają się do monstrualnych rozmiarów:)

  4. elatroska1
    Sty 22, 2013 @ 17:01:43

    :))No już myślałam że gdzies przepadłaś.
    ludzie mówią ,mówią i nawet nie zdawaja sobie sprawy jakie ta mowa może odniesc konsekwencje..

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 17:03:22

      Mowa srebrem, a milczenie złotem 🙂
      …ale mało takich, którzy chcieliby wzbogacić się w ten właśnie sposób…:)

  5. elatroska1
    Sty 22, 2013 @ 17:06:27

    Ludzki jezyk chyba potrafi uczynic najwiecej krzywdy.
    Ps.milczec nie potrafie ale wciąz sie uczę:)))

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 17:11:04

      A żebyś wiedziała! Bo dopóki rozmawiamy o poglądach, zapatrywaniach czy opiniach – każdy ma do tego prawo, gorzej – gdy ludziom brakuje argumentów i zaczynają dotykać konkretnej osoby, a nawet jej najbliższych… wtedy dominuje mroczność, a nawet pomroczność jasna, szczególnie, gdy ludzie elokwentni, wykształceni, a kierują się tak niskimi instynktami…;)
      Eluś, uczymy się całe życie, ja też…;)))

  6. elatroska1
    Sty 22, 2013 @ 17:18:06

    No w tym by nie dolewać oliwy do ognia to potrafie milczeć.Mnie osobiście meczy i nudzi rozmowa która ma za cel tak zwane obrabianie dupeczki innym.

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 17:23:18

      I to jest jeden z powodów, dlaczego Cię lubię:)))
      Jaki jest sens obrabiać innych? w żaden sposób nie ubogaci ani czyjejś dupeczki, ani – tym bardziej – nas…:)

  7. krakowianka
    Sty 22, 2013 @ 17:26:07

    słowa…słowa….słowa…mądrze napisałaś,bo słowa czasem mają moc czynow,gorszych szkód narobią,czasem milczenie jest o wiele lepsze…:)

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 17:29:37

      Tak, Krakowianko, milczenie też wiele może mówić…:)
      wiesz, mnie tak się zdarzyło, na zasadzie: mówisz – masz, więc teraz staram się być ostrożna w tym, co mówię:)))
      Ps. a „słowa…słowa…słowa” – to nie ja, to Szekspir 😉

  8. Angie
    Sty 22, 2013 @ 18:34:41

    ” Mowa jest srebrem, milczenie złotem”
    Stara prawda. Często lepiej nic nie powiedzieć, niż kogoś skrzywdzić( nawet przypadkiem).

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 19:36:30

      Z tym przypadkiem to różnie bywa… czasem powiemy coś niechcący, ale nieraz – po prostu zostaniemy źle zrozumiani… to, zwykle przeżywam najbardziej… najgorzej, gdy się pisze – nie można oddać intonacji głosu, akcentów wyrazowych, mimiki itd.

  9. wg108
    Sty 22, 2013 @ 19:46:12

    Chyba najlepszą weryfikacją znajomości jest zwykłe spotkanie. Obnaża prawdę, wtedy już nie ma miejsca na wirtualny teatr. Dlatego pierwszym dzwonkiem ostrzegawczym jest fakt, że ktoś chroni przesadnie swoją anonimowość, a drugim gdy na hasło spotkanie nabiera wody w usta.

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 19:57:59

      Wiesz, Wugusiu, to trochę tak, jak ze sztuki, o której pisałam… spotkanie było, a jakże – miała być „dziewczyna”, pojawił się „jej brat”, a wszystko dalej – jedna wielka manipulacja…:)
      Chronię swoją anonimowość. Przesadnie może nawet. W jakimś stopniu jestem osobą rozpoznawalną publicznie. Może dlatego. A może też dlatego, by kiedyś jakiś sfrustrowany pikuś nie nazwał mnie pińdzią, powołując się na rzekomą znajomość ze mną…

    • wg108
      Sty 22, 2013 @ 20:11:53

      Chyba wyraziłem się nieprecyzyjnie. Myślami byłem już gdzieś dalej. Szanuję cudzą prywatność, w końcu każdy ma wybór podpisać się nazwiskiem czy nickiem. Skoro ktoś wybiera nicka to znaczy, że w tej sferze chce by tak go anonimowo postrzegano. OK. Chodziło mi o sytuacje, w których nabieramy podejrzeń co do roli w jakiej ktoś występuje na scenie blogowej, gdy zaczyna manipulować ludźmi, przeinacza czyjeś słowa, gdy stara się błyszczeć kosztem innych.

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 20:17:31

      Rozumiem. Na blogach, czatach, w ogóle w sieci, jest tak, że niektórzy czasem zapominają o hamulcach… pozwalają sobie na każdą niegodziwość czy nieprzyzwoitość… zwykle brakuje im odwagi, gdy trzeba spojrzeć i powiedzieć komuś to samo prosto w oczy…

    • elatroska1
      Sty 22, 2013 @ 20:27:32

      Wugusiu tak postępują ci którzy uwielbiają być na swieczniku!

  10. rodorek
    Sty 22, 2013 @ 19:56:42

    Ciekawy tekst, przeczytałam z uwagą i refleksją… Nie odnosisz wrażenia, że od jakiegoś czasu brakuje odpowiedzialności za słowo? Ludzie bez zastanowienia szastają słowotokiem na prawo i lewo nie zastanawiając się nad konsekwencjami. A przecież słowo może ranić, a nawet „zabić”…
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 20:05:59

      Wiesz, Rodorko, najgorzej, kiedy patrzę na dziennikarzy (też kiedyś o tym pisałam), mam wrażenie, że o czymś takim, jak odpowiedzialność za słowo, wielu po prostu nie słyszało… smutne! Kiedy wszystko jest na sprzedaż, mało który z nich poczuwa się do rzetelności… czasem myślę, że tuzy prawdziwego dziennikarstwa, dla których podstawą była etyka zawodu, padają na zawał albo w grobach się przewracają…;)

  11. elatroska1
    Sty 22, 2013 @ 20:32:25

    Czasami odnoszę wrażenie że odpowiedzialnośc za wypowiedziane słowa i do tego publicznie ma sie nijak do konsekwencji które powinno sie za nie ponosić.

    Odpowiedz

  12. elatroska1
    Sty 22, 2013 @ 20:38:38

    Cieszmy sie więc naszymi słowami które nie płyną do granic możliwości zazdrosnego i zawistnego serca.

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 20:42:01

      Tak, Eluś. Pielęgnujmy przypadkową życzliwość i dobre słowo, którym możemy się dzielić z innymi. Nigdy nie wiadomo czy nie dotkniemy pozytywnie czyjegoś zazdrosnego i zawistnego serca…

  13. elatroska1
    Sty 22, 2013 @ 20:58:37

    Ziarnko do ziarnka i uzbiera sie miarka:)Dobrej nocki ci zyczę Eluś:)))

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 20:59:48

      Wzajemnie!:)
      Mam tylko nadzieję, że żadne grypisko się do mnie nie dobierze 😉

    • elatroska1
      Sty 22, 2013 @ 21:03:04

      dobrać do ciebie to się lepiej niech dobierze ktoś inny:))))Ja jestem jeszcze nie dokońca rozbujana w przeziębieniu.Bronie sie jak mogę:))

    • even21
      Sty 22, 2013 @ 21:05:25

      Kurcze, wcale tego nie planowałam… ale z moimi planami tak jest, zawsze Ktoś się z nich śmieje;) zapomniałam tradycyjnie, że najlepiej wychodzi tzw. spontan…:)))

  14. elatroska1
    Sty 22, 2013 @ 21:06:39

    :)))))

    Odpowiedz

  15. violamalecka
    Sty 22, 2013 @ 21:23:42

    Podpisuję się obiema ręcami
    pod tekstem i komentarzami. 😉

    Odpowiedz

  16. Krzysztof "Caddi" Kupiński
    Sty 23, 2013 @ 06:59:44

    Tekst, który nam podarowałaś, jest trafnym podsumowaniem tego wszystkiego, co niektórych z nas spotkało nie tak dawno. Wuguś podjął kwestię anonimowości, Ty zaś powiedziałaś, że cenisz ją sobie z racji zawodowych. Nie chodzi w tym wszystkim o podawanie w necie wszystkiego na tacy o sobie, natomiast ważne jest, by występując pod nickiem nie wykorzystywać tego do bezpardonowych ataków na innych. Mam wrażenie, że niektórzy inaczej nie potrafią i że walka z użyciem napalmu jest sensem ich bycia w blogosferze. Nie mają nic ciekawego do opowiedzenia innym, ale uaktywniają się, gdy mogą zaatakować i i obrzucić obelgami. Dobrze czują się w środowisku przypominającym szambo. Pławią się w ekskrementach, które z siebie wyrzucają.

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 23, 2013 @ 10:11:45

      Caddi, trudno wyrazić słowami, co o tym myśleć. Przykro mi, że to Was spotkało. Szczególnie tutaj, na blogowisku, gdzie każdy powinien mieć prawo wypowiedzi, ale zobligowany jest jednocześnie do odpowiedzialności za to, co pisze. Osobiście, wszystkich frustratów i arogantów omijam szerokim łukiem. Czasem ignorowanie jest najlepszym wyjściem.
      Nie brak w Twoim komentarzu emocji – i trudno się dziwić, skoro mówisz o obelżywych atakach. Taką możliwość, gdzie górę bierze mroczna strona ludzi, daje anonimowość w sieci. Gdyby takie sytuacje dotyczyły świata realnego – pozostałaby tylko jedna możliwość – wystąpienie na drogę prawną. A pamiętać jednak należy, że i tutaj, w sieci, nie jesteśmy w pełni anonimowi – oprócz nicka i poczty elektronicznej, każdy komputer ma jeszcze identyfikator…
      Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, a takim jest publiczne obrzucanie obelgami, jest ostatecznym rozwiązaniem, ale zrozumiałym – trudno z pokorą godzić się na uwłaczanie własnemu wizerunkowi, nawet, jeśli dotyczy on świata wirtualnego. Nie znam jednak sprawy i trudno mi się wypowiadać – przedstawiam jedynie swoje stanowisko. Pytanie tylko, czy warto? Najczęściej ludzie odpuszczają sobie takie działania, bo kosztują wiele czasu i zachodu… jeśli jednak czyjeś zachowania zbyt dają się we znaki, może warto dać takiemu komuś nauczkę, na jaką zasługuje…?

    • Krzysztof "Caddi" Kupiński
      Sty 23, 2013 @ 10:54:58

      Even, nie zamierzam wdawać się w jakieś prawne potyczki. Szkoda czasu.
      Twój wpis traktuję, jako okazję do swojej wypowiedzi, ale nie zamierzam iść na wojenki z frustratami.

    • even21
      Sty 23, 2013 @ 11:01:31

      Rozumiem. Ja także rozważałam hipotetycznie, co z tym fantem zrobić. Pewnie też dałabym sobie spokój, tym bardziej, że na frustratów mogłoby podziałać jak woda na młyn…:)
      Niektórzy, zwłaszcza ci, niedowartościowani, za wszelką cenę chcą zaistnieć i znaleźć się na świeczniku. .. nie ma potrzeby im tego ułatwiać.

    • Krzysztof "Caddi" Kupiński
      Sty 23, 2013 @ 11:13:17

      Do szewskiej pasji doprowadza ich aluzja, podczas gdy sami nie są w stanie powstrzymać się od wulgaryzmów i chamstwa.

  17. Cane
    Sty 23, 2013 @ 18:31:02

    Najlepiej byłoby skończyć z anonimowością w sieci, tak by ludzie przestali traktować to jako grę, okrutną zabawę. Niestety człowiek nie potrafi i nie lubi być odpowiedzialny.

    Odpowiedz

    • Krzysztof "Caddi" Kupiński
      Sty 23, 2013 @ 18:48:52

      Można zachować anonimowość i zachowywać się przyzwoicie. Byłoby jednak idealnie, gdyby wszyscy chcieli przedstawić się imieniem i nazwiskiem, ale tak nie jest. Szkoda, że ci najbardziej wulgarni, z racji tchórzostwa, nie są w stanie stanąć z otwartą przyłbicą. Ich męskich i żeńskich ników przez miłosierdzie nie wymienię.

  18. even21
    Sty 23, 2013 @ 18:46:17

    Odpowiedzialność wymaga ponoszenia konsekwencji – a im okrutniejsze gry, tym surowsza powinna być kara… anonimowość pozwala jej uniknąć.
    Odpowiedzialność – według mnie – jest miarą dojrzałości człowieka. Niektórzy, niestety, nie chcą dorosnąć:)

    Odpowiedz

  19. Judith
    Sty 23, 2013 @ 19:25:25

    Slowa maja MOC… i odslaniaja…
    Obejrzalam „Zycie Pi” i nie zachwycil mnie…
    Serdecznosci
    Judith

    Odpowiedz

    • even21
      Sty 23, 2013 @ 20:28:39

      Judith, ja także spodziewałam się czegoś więcej po tym filmie…
      dużo większe wrażenie zrobiła na mnie „Droga życia” – ciekawe czy i Tobie by się spodobał? 🙂
      a słowa…? – zgadzam się z Tobą.
      Serdeczności moc i dla Ciebie!

  20. elatroska
    Sty 26, 2013 @ 20:19:46

    Halo a co ty tak zamilkłaś?pozdróweczka wraz z uściskami:))

    Odpowiedz

  21. Angie
    Sty 28, 2013 @ 11:16:35

    Even, cisza tu, cisza…
    ok, czekamy, aż wrócisz 🙂

    Odpowiedz

  22. rodorek
    Sty 28, 2013 @ 18:57:13

    Even…wszystko ok? 🙂

    Odpowiedz

  23. even21
    Sty 28, 2013 @ 19:15:22

    Elu, Angie, Rodorko – jestem wzruszona, że zaglądając do mnie, wyraziłyście swoje zaniepokojenie moją nieobecnością. Trochę tak, jak pisze Judyta na swoim blogu, potrzebuję od czasu do czasu wyjechać, by odnaleźć właściwą perspektywę:)
    Wróciłam wczoraj późno, a od dziś skończyła się laba siedzenia w domku i nicnierobienia… 😉 nie zaprzeczę, że i mnie z tego powodu przyjemnie nie jest – towarzyskie pogaduchy trzeba zastąpić pracą w realu i to w dodatku, po długim zwolnieniu, bardzo intensywną…:)
    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!:)

    Odpowiedz

    • Angie
      Sty 28, 2013 @ 21:02:06

      Even, doskonale to rozumiem! Przyznam, że podejrzewałam, że po prostu ” nabierasz perspektywy” 😉 Zmartwiło mnie tylko to, że tak nagle zniknęłaś.
      Ja może też za parę dni zniknę na jakiś czas.Jakby co, uprzedzę 🙂

    • even21
      Sty 28, 2013 @ 21:06:33

      Angie, teraz już będę pamiętać, żeby uprzedzać… wiesz, u mnie to najlepiej wychodzi tzw. spontan – krótka decyzja, szybkie pakowanie walizki i już mnie nie ma:)))
      a takie wypady – palce lizać! Oderwanie od rzeczywistości i czas spędzony w przemiłym towarzystwie jest tym, co ładuje akumulatory i przynosi mi wiele radości:)

    • rodorek
      Sty 28, 2013 @ 21:45:11

      Even:) Chyba wiem jak to jest kiedy się wraca do pracy po zwolnieniu… W ubiegłym roku też tak wracałam. Najpierw pół roku zwolnienia, a potem jeszcze 3 miesiące świadczenia rehabilitacyjnego. Wracałam z duszą na ramieniu, kilka dni przed spać nie mogłam, denerwowałam się, jak nie wiem co. Ale wróciłam i po kilku dniach aklimatyzacji szłam jak burza:)))
      Pozdrawiam i trzymam kciuki:)

    • even21
      Sty 28, 2013 @ 21:52:00

      Ta przerwa w pracy, na szczęście, nie była taka długa, raptem miesiąc, ale mam za sobą dwie takie, o których mówisz. Powroty zawsze są trudne, dopóki się nie przełamiemy, ale jak już ruszymy, to się za nami kurzy 😉
      Tym razem – zafundowałam sobie przed powrotem krótki wyjazd – nie ma nic lepszego niż spotkania ze wspaniałymi ludźmi! :)))
      Pozdrawiam równie serdecznie:)

  24. Angie
    Sty 28, 2013 @ 21:14:44

    Święta prawda!
    Z tym znikaniem, to wiesz….ja ,jak już przywiążę się, to gdy ktoś znika, brakuje mi go/jej 🙂 I wtedy wszczynam poszukiwania 😀
    Ev, jednak jeśli i ja zniknę nagle z sieci, to wiesz, pewnie nie zdążę uprzedzić i od razu proszę , wybacz! 😉

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: