Klucz do lodówki, czyli skąd wziąć milion

Zadzwoniła do mnie moja znajoma. Pamiętacie?
– Słuchaj – zaczęła bez ogródek – jak mam uświadomić moim dzieciom, że nie jesteśmy milionerami?
– A jesteście? – z głupia frant zapytałam – więc w czym problem?
– Oczywiście, że nie – ona na to – ale moje nastoletnie dziecię, tak się zachowuje, jakbyśmy byli. Wiesz, że nie mam czasu i nie lubię zakupów. Oczywiście, takich żywnościowych – szybko dodała, a ja uśmiechnęłam się pod nosem, bo bywało, że wyciągała mnie na latanie po sklepach i wtedy czas dla niej nie istniał…
– Zwykle raz, dwa razy w miesiącu jadę do supermarketu i wtedy zostawiam sporo kasy, ale nie brak mi w domu cukru, mąki, kaszy, mięsa i wędlin, a także słodyczy czy płatków śniadaniowych dla dzieciaków.
– Wiesz, to dobry sposób. Też tak robię. Na bieżąco – jedynie warzywa, owoce i pieczywo. Duża oszczędność nie tylko czasu  – wtrąciłam.
– No właśnie! Tylko teraz, będę musiała zmienić klucz…
– Nie rozumiem – zdziwiłam się – trzymasz zakupy pod kluczem???
– A ty wiesz, że to świetny pomysł! – ucieszyła się – tylko raczej w moim domu nie przejdzie, to niewykonalne…
– Chyba żartujesz? – już nie wiedziałam, co myśleć…
– Z czym? Z tym kluczem? No, tak trochę… bo wiesz kupuję takie rzeczy, które smakują mojej rodzinie. Często trafiam na droższe produkty, których, ze zrozumiałych względów, nie mogę kupić w dużych ilościach, więc biorę tyle, żeby były smacznym dodatkiem, na przykład do obiadu czy kolacji, dla wszystkich. Tyle, że moje dorastające dziecię, jest w takim okresie, że ciągle chodzi głodne i zamiast zrobić sobie kanapkę, potrafi wyjąć taki smakołyk i położyć go w całości, zanim ktoś się obejrzy, a potem wojna, bo każdy chciał spróbować.
Chciałam jakoś ją pocieszyć, więc powiedziałam:
– Moim chłopakom też apetyt dopisuje…
– Ależ ja nikomu nie żałuję jedzenia! – weszła mi w słowo – tylko ciągle walczę z egoizmem, bo jak można wybrać z lodówki wszystko, co najlepsze dla siebie, a o innych nawet nie pomyśleć?!
A najgorsze jest to, że nie mogę niczego zaplanować, bo kiedy mam gotowy pomysł na obiad czy kolację, brakuje mi produktów, które z pewnością parę dni temu kupiłam!

Trudno określić – czy to kwestia wychowania, zasad panujących w rodzinie, czy rzeczywiście egoizmu? W okresie dorastania moi chłopcy też potrafią zjeść przysłowiowego konia z kopytami, a Średni, to nawet w nocy buszuje po lodówce… 🙂 Stale ich uczę, ze należy się dzielić, bo jesteśmy rodziną, ale z tym egoizmem u młodzieży, różnie bywa… 😉
Może moja znajoma faktycznie powinna zmienić klucz i kupować tylko takie produkty, które nie będą łakomym kąskiem? Rozumiem jej frustrację, bo kiedy wraca się z pracy i wszyscy głodni wpadają do domu, to dobrze mieć zaplanowane, co szybko uszykować…
I tak jestem w lepszej sytuacji, w razie czego – mam gotową opcję – można podpatrzeć menu np. u Wugusia!
…albo zagrać o milion w lotto…:)

/1. Tekst dedykowany mojej  zaoceanicznej przyjaciółce i wiernej czytelniczce, której wspaniałe przepisy kulinarne nie raz stały się hitem, oczarowując smakiem gości i domowników!
2. A milionerom i amatorom ciekawostek – polecam luksus na talerzu i proponuję kliknąć w link zamieszczony poniżej… /

Luksus_na_talerzu

Reklamy

30 Komentarzy (+add yours?)

  1. bezbiadolenia
    Lu 02, 2013 @ 00:33:11

    Hi hi hi :))) Właśnie w tym momenci moja starsza córcia trzaska namietnie lodówką i zaraz po tym drzwiami od swojego pokoju ;).. Oj, jak ja się nawalczyłam z tym dzieleniem, to nikt nie wie… Teraz za to kazdy ma „swój” przydział i jak chce przeholować sam musi załatwić sobie u innych domownikow „jałmużnę”. Doszlo do tego, ze jak coś nieprzydziałowego a ogolnie do spróbowania, to potrafi zgnic, bo ruszyć sie boją :)))
    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz

  2. Cane
    Lu 02, 2013 @ 07:12:44

    Grajmy w totka, trzeba solidnie i zdrowo się odżywiać. 😉

    Odpowiedz

  3. Krzysztof "Caddi" Kupiński
    Lu 02, 2013 @ 07:37:54

    Oj znam ten ból, ale udało się nam nasze (teraz już dorosłe) dzieci nauczyć, że jeśli coś jest w lodówce to dla wszystkich, a nie dla jednego. To może być frstrujące, gdy chcesz zrobić obiad, zaglądasz do lodówki, a tam w miejscu, gdzie jeszcze rano leżał produkt jest… światło:-)

    Odpowiedz

  4. krakowianka
    Lu 02, 2013 @ 08:41:48

    ja mam jednego syna,ale tez niezłe numery robił…:P
    szczególnie ze słodyczami,zostawiał puste opakowania,tak,że ręka moja natrafiała w…próżnię:P))
    jednak zawsze uczyłam,że trzeba się dzielic,częściej za to jest „wietrzenie” lodówki,.po czym zdanie:nic nie ma?…haha,a to nic nie ma oznacza,że nic nie ma dla jego podniebienia…:P
    to trudna sztuka,ale można nauczyc:)
    ale się napatrzyłam na te przysmaki na talerzach…te trufle mnie zaciekawiły…:P

    Odpowiedz

  5. urden
    Lu 02, 2013 @ 09:20:05

    Kwestia filozofii. Albo ja dla wszystkich albo wszyscy dla mnie 🙂

    Odpowiedz

  6. even21
    Lu 02, 2013 @ 19:36:20

    Bezbiadolenia, Caddi – to pocieszające, że wszyscy mają podobne doświadczenia z dorastającymi dziećmi!:)
    Cane, tylko gra w totka może pomóc 😉 Może znasz jakiś skuteczny system? 😀
    Krakowianko, pocieszeniem tylko to, ze bogactwo człowieka mierzy się tym, z czego potrafi zrezygnować… rozumiem, że z trufli chyba byśmy nie zrezygnowały:P
    Urdenie – z tą filozofią to nie do końca tak. Ja dla wszystkich, ale kiedy chcę lub mam taką potrzebę, a nie – kiedy muszę 😉

    Odpowiedz

  7. Angie
    Lu 02, 2013 @ 21:08:40

    Ja tylko powiem: skąd ja to znam?
    😉

    Odpowiedz

  8. Iv.vel Viv.
    Lu 02, 2013 @ 22:11:47

    Jak to dobrze, że nie jestem osamotniona w kwestiach buszowania po lodówce, naturalnie przez moje dorastające dziecię, które jest ciągle głodne a najbardziej doskwiera mu głód, kiedy wypraszam go z kuchni …do lekcji 😉 A jeśli o milionach mowa… Kiedyś młody przytargał ciężki wózek z zakupami, rozpakował go, popatrzył na mnie z miną mocno zawiedzioną i skonstatował :”Mamusiu, wydałaś ponad sto złotych a właściwie nie mamy co jeść!” :)))

    Odpowiedz

    • even21
      Lu 02, 2013 @ 22:16:23

      Witam moją przyjaciółkę! Zapomniałaś jeszcze dodać, że Twoje dziecię pewnie było tak zawiedzione, bo lubi, jak dobrze wydajesz swoje kieszonkowe ;)))

  9. rodorek
    Lu 02, 2013 @ 22:29:51

    Trafiłaś w dziesiątkę z tematem, bo chyba każdy ma takie doświadczenie. Oczywiście rozmawia się z dziećmi, tłumaczy, wychowuje do życia w rodzinie, ale widać pokusy bywają silniejsze:) Na szczęście moje dzieci już z tego wyrosły:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Odpowiedz

    • even21
      Lu 02, 2013 @ 22:32:58

      Moje – częściowo…:) ale dobrze jest przeczytać, że takie doświadczenia nikogo nie omijają… jakoś raźniej się robi na sercu 😉

    • even21
      Lu 02, 2013 @ 23:13:05

      Okazuje się, że niewłaściwie się wyraziłam… określenie nikogo jest zbyt dużym uogólnieniem…:) Powinnam napisać: raczej innych nie omija…

  10. Iv.vel Viv.
    Lu 02, 2013 @ 22:59:35

    Even, zapomniałaś dodać, że o jego (mego synka) majątek Ty się troszczysz 🙂 Tak się cieszę, że znów razem…

    Odpowiedz

    • even21
      Lu 02, 2013 @ 23:05:09

      Ogromnie mi miło, Iv! 😀
      Gębusia od ucha do ucha roześmiana – cieszy mnie, że się zdecydowałaś! :))))
      ps. pod poprzednim wpisem jest drobiazg także dla Ciebie!;)

  11. Iv.vel Viv.
    Lu 02, 2013 @ 23:18:13

    Even. Dziękuję, dziękuję za wszystko!!! Widziałam, czytałam, ale nie ośmieliłam się tam zabrać głosu. Byłam tylko krótkim przystankiem w Twej podróży.

    Odpowiedz

    • even21
      Lu 02, 2013 @ 23:20:57

      Ale jakże ważnym i sympatycznym! 😀 Gdyby nie Ty, wcale by mnie na tym przystanku nie było… nie mówiąc o tym wpisie ;)To ja dziękuję, Iv! 🙂

  12. Iv.vel Viv.
    Lu 03, 2013 @ 00:07:43

    Zarumieniłam się…Skoro tak, zapraszam ZAWSZE, bo wiesz, że masz miejsce nie tylko w moim domu-w sercu przede wszystkim, niezwykle życzliwa Even. Całuski z mokrej stolicy.

    Odpowiedz

    • even21
      Lu 03, 2013 @ 13:17:04

      Nie zawstydzaj mnie 😉 życzliwość jest wpisana w przyjaźń 🙂
      U mnie też paskudna pogoda… nie wiem już, co lepsze? mróz i okutanie w ciepłe ciuchy czy lżejsze ubranie w deszczowo – wietrzną aurę? 😉

  13. wg108
    Lu 03, 2013 @ 20:38:46

    Kiedyś też poszukiwaliśmy skutecznego sposobu na podkradaczy. Najlepszym okazało się wydzielenie im tygodniowego budżetu na słodycze i wysłanie do sklepu. Musiały iść razem i same dokonać zakupów. Najpierw były awanturki, bo ktoś w dwa dni zjadł swój „przydział” i zaglądał po szafkach, żebrał nawet 😉 Z czasem jednak nauczyły się panować nad „emocjami”, coraz sensowniej kupowały, a my do listy ich zakupów włączaliśmy coraz więcej produktów (na przykład jogurty, owoce). W końcu paradoksalnie sytuacja się odwróciła, to ja często otwierając lodówkę zastanawiałem się czy to „nasze” czy dzieci ;)))

    Odpowiedz

  14. wg108
    Lu 03, 2013 @ 21:22:13

    Smak mu się pogorszył, ot co 😉
    Cieszę się, że kuchnia Wiewiórki Cię inspiruje. Mnie też. Jak dla mnie jest mistrzynią inwencji „co na obiad”.

    Odpowiedz

    • even21
      Lu 03, 2013 @ 21:25:37

      Najważniejsza jest inwencja – co? 🙂
      Najgorsze jest to, ze zwykle trzeba manewrować miedzy „kto, co lubi, a czego nie je” 😉

  15. Judith
    Lu 04, 2013 @ 08:52:15

    Trudan sprawa… trzeba przezyc ten czas!
    Serdecznosci
    Judith

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: