Przycinanie marzeń, czyli o poświęceniu

Tekst, który umieściłam ostatnio, w pierwotnym zamiarze miał być wstępem do nieco większej całości. W komentarzu do niego Wg napisał, że marzenia, jak i skrzydła – można przycinać, ale one i tak odrastają. Moje refleksje dotyczyły przede wszystkim kobiet, które z nich zrezygnowały. Trudno mi o tym pisać, sama będąc matką, gotową oddać co najcenniejsze  dzieciom, a z drugiej strony – konsekwentnie dążącą do realizacji tego, co sobie zamierzyłam. Postanowiłam – mimo wszystko – podzielić się swoimi obserwacjami znajomych matek,  ich poświęcenia i „przycinania” marzeń…

* * *
Znacie zapewne prezentację, która – w różnych formach – krąży po necie, o tym, co się dzieje, gdy Kobieta_idzie_spac.

Poświecenie – w jakiś dziwny sposób wpisane jest w nasze życie… Najpierw rodzeństwo – często jest tak, że w niektórych domach, chłopcom pozwala się na więcej swobody, a jednocześnie – bardziej pobłażliwie wymaga wypełniania obowiązków, niż od dziewczynek.
Małżeństwo – niby jest sztuką kompromisów, ale zdarza się, że to właśnie słabsza płeć najczęściej ustępuje w imię miłości do ukochanego mężczyzny.
Macierzyństwo, to ten czas, kiedy kobiety całkowicie potrafią wszystko podporządkować swoim dzieciom – wokół nich kręci się cały świat…  aż niespodziewanie – ptactwo wylatuje z gniazda, żyje własnym życiem, pozostawiając pustkę, którą – zanim pojawią się wnuki – niektóre z moich znajomych wypełniły, kupując sobie… psa.

Dawno temu, chyba jeszcze wtedy, gdy nie miałam własnego, przeczytałam na pewnym blogu, wzruszającą historię… o pierogach. Jej autorka opowiadała o tym, jak złapała się na tym, że z garnka wybierała te rozgotowane, z których wypłynął farsz i odkładała na swój talerz, by te, najdoskonalsze, podać domownikom, choć próbowała wielokrotnie przekonać samą siebie, że ma taki sam żołądek i te same potrzeby.
Zastanawiające – gdzie leży granica poświęcenia? a może jej w ogóle nie ma? Joanna Beretta Molla, włoska lekarka, oddała własne życie, by przeżyło jej dziecko, stając się symbolem matki – obrończyni życia. Czy poświęcenie marzeń nie jest drobiazgiem, wobec oddania siebie, własnego życia? czy w ogóle nie jest aktem  najwyższej, ośmielę się użyć określenia – ewangelicznej miłości? Co więcej – motyw ten znany jest od bardzo dawna. Według średniowiecznych wierzeń, samica pelikana miała w czasach głodu rozrywać dziobem własną pierś i krwią karmić pisklęta, stąd pelikany uważane były za symbole poświęcenia.
Pomijając tego typu przykłady, jak powyższy, można by podać wiele innych, z własnego otoczenia, kiedy poświęcenie matek przybiera formę zatracenia siebie, własnego zdrowia, takiego oddania, gdy dzieje się to kosztem ich własnego życia.

Nie lubię określenia zdrowy egoizm. Nie czarujmy się – to oksymoron, coś takiego nie istnieje. Idealną sytuacją byłaby taka, gdybyśmy równie wiele otrzymywali od innych, co dawali z siebie, ale to też zdaje się utopia. Znam kobiety, które poświęciły się wyłącznie prowadzeniu domu, albo łączeniu tego z pracą zawodową i wychowywaniem potomstwa, a którym na starość, dzieci i wnuki nie tylko nie okazują wdzięczności, ale i szacunku.

Czy marzenia, te, które dotyczą tylko nas, są egoistyczne? Są tacy, którzy twierdzą, że warto marzyć i śnić. Marzenia są tym, czego nikt nie może nam odebrać. Niektóre – być może na zawsze pozostaną w sferze niespełnienia. Inne – może nawet doczekają się realizacji, ale bywa, że często nie wtedy, kiedy tego oczekujemy i nie tak, jak byśmy chcieli…

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Malbork_-_Pelikan_na_zamkowej_studni.jpg#filelinks

(foto: Jan Mehlich, Figurka pelikana karmiącego małe zdobiąca studnię na dziedzińcu zamku wysokiego w Malborku)

Reklamy

26 komentarzy (+add yours?)

  1. wg108
    Kwi 08, 2013 @ 22:44:54

    A ja myślę, Even, że jednak jest pewna równowaga. Nie wiem co mnie czeka, ale na dziś mogę ocenić, że już dostałem od dzieci równie wiele co im dałem z siebie. Pewnie każda rodzina ma swój własny szyfr tajemnych znaków i własne miary zadowolenia lub rozczarowania. Jednak jest to gra zespołowa i nawet kilka przegranych meczów w eliminacjach nigdy nie przesądzi o ostatecznym wyniku.

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 08, 2013 @ 22:49:33

      Och, Wugusiu, dla mnie też uczestnictwo w tej „grze zespołowej” jest nie tylko pocieszające, ale i przynosi wiele radości:)
      Są jednak sytuacje matek, w których brak tej równowagi i o nich pisałam…

  2. Ewka
    Kwi 09, 2013 @ 00:07:29

    Obejrzałam tę prezentację. Zwykle omijam takie rzeczy ze względu na fragment „wyślij to do iluś-tam osób…), jednak tym razem teksty nie był napuszone a rysunki piękne. I ostatni przekaz („idź spać!”) szczególnie aktualny, zwłaszcza o tej porze.
    Spodobały mi się te pierogi.
    Co do poświęcenia- trzeba znać umiar, jak we wszystkim…

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 09, 2013 @ 17:07:54

      Witam Cię pięknie, Ewko, na tej stronce i dziękuję za głos 🙂
      Masz rację, że tego typu prezentacje mają jedną wadę – owo końcowe przesłanie 😉
      mam nadzieję, że zdążyłaś się wyspać 😉
      A z umiarem – różnie bywa… pozdrawiam serdecznie:)

  3. Krzysztof "Caddi" Kupiński
    Kwi 09, 2013 @ 05:34:04

    W powyższej narracji, która się wykluła z poprzedneigo wpisu krzyczy jedno nie milknące pytanie,które powinna postawić sobie każda kobieta, każdy człwoiek:
    A gdzie w tym wszystkim ja? Kiedy czas i miejsce na moje marzenia?
    Wuguś pod poprzednim wpisem tchnął ducha optymizmu z tym odrastaniem skrzydeł, i zainspirował do pisania ciągu dalszego.

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 09, 2013 @ 17:12:03

      Krzysiu, Wuguś niewątpliwie może być inspiracją 😉
      Pytanie ważne, ale właśnie rzecz w tym, że nie każdy potrafi je sobie zadać…

  4. Angie
    Kwi 09, 2013 @ 12:03:03

    U mnie nigdy nie było czegoś takiego , tzn był wyraźny podział obowiązków.Małżonek wstawał do dzieci po nocach i pędził do kuchni grzać mleczko, podczas gdy ja przewijałam i lulałam malucha. Małżonek też zajmował się porządkami przed świątecznymi( uważał, ze nikt nie zrobi tego dokładniej niż on- prawdziwa ,zodiakalna Panna 🙂 )
    Dziś prowadzę cały ( duuuży) dom sama, ale nie narzekam. Po prostu lubię te swoje obowiązki, a gotowanie i pieczenie wyjątkowo dobrze wpływa na mój dobry humor 🙂
    A marzenia ” podcina” niekoniecznie codzienność. Bardziej chyba różne klęski w życiu…

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 09, 2013 @ 17:19:48

      Angie, tam, gdzie dwoje dąży do jednego, z pewnością jest łatwiej 😉
      Tak właściwie – teraz spostrzegłam, że każda z osób, którą miałam na myśli, z różnych powodów zmaga się samodzielnie z różnymi klęskami życiowymi… może dlatego tak to z boku wygląda?

  5. krakowianka
    Kwi 09, 2013 @ 15:43:42

    ja myśle Even,że każdy,każda o czymś marzy,tylko w innym czasie staramy sie realizować swoje marzenia.My im nie przycinamy skrzydeł,a raczej…odkładamy na potem.Nawet kobieta,która,wydaje sie,że poświęca całą siebie.dzieciom,ma swoje marzenia,tylko w danej chwili…dzieci są jej światem…
    Ja nieraz słyszałam od znajomych kobiet,że marzą,jak dzieci odrosna,pójda na swoje…wtedy pewne marzenia się zrealizuje.Ja wierzę,że każdy marzy…mimo wszystko.
    Tylko ,tak jak pisze Angie,czasem niepowodzenia może nie tak podcinają,bo w to nie wierze,ale…oddalają marzenia…to brzmi bardziej optymistycznie…. 🙂

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 09, 2013 @ 17:27:07

      Krakowianko, dzięki za Twój optymizm! 🙂 Może to kwestia nazewnictwa – przycinanie czy odkładanie? 😉 Jeśli jest tak, jak piszesz, to pozostaje trzymać kciuki, by starczyło czasu na realizację tego, co zostało przesunięte na później…:)

  6. urden
    Kwi 09, 2013 @ 18:47:13

    Z tego postu wynikałoby że kobiety mają tylko wybór: rodzina albo ja. Summa sumarum, jak tu ktoś napisał, wszystko jest kwestią umiaru. Ja uważam, że za mało ze sobą rozmawiamy, a za dużo oczekujemy. Bo rzecz nie w tym żeby się realizować za wszelką cenę, bądź cierpieć ku chwale. Trzeba umieć werbalizować swoje oczekiwania i racje, a także słuchać. Z obserwacji wiem, że kobiety aczkolwiek mają łatwość przekazywania myśli innym kobietom, jakoś nie potrafią się komunikować z mężczyznami. Mimo rewolucji obyczajowej, wciąż nie jesteśmy tacy sami. I nie będziemy. Przeciętny mężczyzna nie ma w sobie takiej empatii i zdolności odczytywania mowy ciała jak większość kobiet. W związku z tym trzeba mu jasnego i czytelnego (dla niego) sygnału, że partnerka ma wobec niego jakieś oczekiwania.

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 09, 2013 @ 19:14:45

      Widzisz, Urdenku, pewnie zawiodła komunikacja, skoro widać tylko taki wybór, o jakim piszesz na wstępie 😉
      a poważnie mówiąc – rację masz, że największy problem nie tylko damsko-męski, a właściwie międzyludzki, to wzajemne porozumiewanie się – tak wyrażanie oczekiwań, jak i, a może przede wszystkim – aktywne słuchanie… z domu nie zawsze wynosimy właściwe wzorce, w szkołach – raczej też tego nie uczą, może gdzieś na kursach menadżerskich, ale bywa i tak, ze nawet, jeśli wiemy, jakoś zapominamy stosować na co dzień 😉

  7. krakowianka
    Kwi 09, 2013 @ 18:54:14

    Even,przecież życie to wędrówka…ona jeszcze trwa,może dla każdego w tej wędrówce przyjdzie czas na…realizacje choć fragmenciku marzeń…to już coś… 🙂
    Jak pieknie napisałaś,poprzednio,że chowasz skrzydła do szafy…przyjdzie czas,gdy te skrzydła same wylecą…to bedzie TEN CZAS…on nadejdzie… dla każdego… 😉

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 09, 2013 @ 19:31:10

      Dobra i ciepła z Ciebie osoba, Krakowianko! 🙂
      Wiesz, ja nawet nie o sobie myślałam, co o znajomych dziewczynach
      (takich 50+ 😉 )
      – samotne, z dumą radzące sobie, gdy trzeba dokonywać cudów wiążąc koniec z końcem, bo na przykład dzieci studiują albo w ogóle jeszcze się uczą… trudno w takich sytuacjach twardo nie stąpać po ziemi, a rzeczywistość nie uskrzydla – pozostaje tylko nadzieja, że przyjdzie inny, lepszy czas dla każdej z nich… 🙂

  8. Pani Fanaberia
    Kwi 09, 2013 @ 20:49:50

    Ech taki długi komentarz napisałam, a tu błąd serwera, no nic to będę się streszczać;)
    Historia o pierogach bardzo zacna i taka… ciepła – jak ją czytałam to oczami wyobraźni widziałam moją mamę:)
    Co do prezentacji to od strony wizualnej jest śliczna, co do treści, to moja buntownicza natura (z której chyba nigdy nie wyrosnę) miota się bardzo i zadaje jedno, podstawowe pytanie: „po cholerę?”. Mąż przed tv i dzieci w swoich pokojach są aż tak bierne, że nie mogą pomóc chociaż w części tych wszystkich obowiązków? Chodzi mi o to, że na miejscu bohaterki tej opowieści zamiast mówić „Jest już późno, jestem zmęczona, pójdę spać”, a potem zasuwać, powiedziałabym „Jest już późno” i podzieliła wszystkie wymienione czynności między domowników (włączając w to siebie oczywiście).
    Jeśli chodzi o przycinanie marzeń to zgodzę się częściowo z Krakowianką, na pewno dla części naszych marzeń można zmienić termin wykonalności, nie rezygnując z nich całkowicie, ale czy nie jest też tak, że niektóre marzenia zmieniają się razem z nami? Nie nazwałabym tego procesu przycinaniem… raczej dojrzewaniem. Dojrzewające marzenia:)

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 09, 2013 @ 21:02:01

      Witam,Pani Fanaberio, w moich skromnych progach:)
      Dziękuję za komentarz – mamy trochę wspólnego, bo i we mnie tkwi trochę buntowniczki ;), pewnie dlatego ten wpis…
      Dziękuję za kolejne określenie – wpisuję do słownika! Było przycinanie, odkładanie – jest dojrzewanie – tys piknie! 😀

  9. krakowianka
    Kwi 09, 2013 @ 21:11:11

    Tak w sumie to lubię tematy o marzeniach… 🙂
    Na wiosnę nam zakwitną,a w lecie ,na jesień dojrzeją,jak Fanaberia fajnie to określiła… 🙂
    Even,otoczyliśmy Cię optymizmem,to my…dobre wróżki… 🙂
    Pozdrawiam miło… 🙂

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 09, 2013 @ 21:18:17

      Dziękuję dobrym wróżkom! 🙂
      Krakowianko, przyjdzie wreszcie wiosna, słońce doda energii i wtedy będziemy opowiadać o marzeniach, które dojrzały, a my je tak pięknie zrealizowałyśmy! 🙂
      Pozdrawiam równie serdecznie:)

  10. rodorek.bloog.pl
    Kwi 10, 2013 @ 17:29:53

    Dla mnie to trudny, a może nawet bolesny temat… Nie odniosę się Even do tekstu, bo póki co sama sobie nie odpowiedziałam na zadane w Twoim wpisie pytania.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 10, 2013 @ 20:03:24

      Rodorko, to jesteśmy dwie 😉
      Może kiedyś to wspólnie „rozgryziemy”? 🙂
      Tymczasem i ja serdecznie pozdrawiam:)

  11. elatroska
    Kwi 11, 2013 @ 17:40:19

    Marzenia ?A któż ich nie ma…Poświęcenie i owszem ale nie ponad siły.Bez przesady i bez nadgorliwości bo jak wiadomo nadgorliwośc jest gorsza od faszyzmu!:)))Buziaki dla ciebie oczywiscie ze serdeczne!!!:)))

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 11, 2013 @ 20:02:52

      Eluśka! Jak miło Cię gościć! 😀
      Oczywiście że serdeczne uściski dla Ciebie! 🙂
      A nadgorliwość podobno gorsza… 😉

  12. Justyna
    Kwi 12, 2013 @ 05:41:51

    z marzeń nie wolno rezygnować , można je jedynie odsunac na jakiś czas;)) ale rezygnowac never 😉 to motor wszelkiego działania:)

    Odpowiedz

  13. maszynagocha
    Kwi 12, 2013 @ 15:42:16

    A może wiele kobiet nie spostrzega tych działań w kategorii poświęceń? Może mają potrzebę dbania o wszystkich bliskich?

    Odpowiedz

    • even21
      Kwi 12, 2013 @ 16:07:53

      Małgosiu, z pewnością tak jest. Każda z nas ma chyba genetycznie wpisaną dbałość o bliskich. I dlatego ten wpis… miło mi Cię gościć 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: