W drodze, czyli nie tylko o fotce, której nie ma

Nie udzielam się ostatnio blogowo, co nie znaczy, że nie zaglądam na zaprzyjaźnione stronki. Są momenty, kiedy przychodzi czas, który zupełnie nas wciąga i angażuje w życie codzienne, co więcej – nie daje wytchnienia. Niejeden powiedziałby w takiej chwili za Caddim: spokojnie, oddychaj, a wszystko się ułoży… uśmiecham się wtedy w duchu, bo jedną z moich specjalizacji jest oddychanie przeponowo-relaksacyjne:) Wiecie natomiast, jak to jest – ludowa prawda, że szewc bez butów chodzi, wcale nie wydaje się przesadzona;)

Nasze życie coraz bardziej przypomina kołowrotek lub – jak kto woli – karuzelę. Niektórzy mają jeszcze gorzej, bo reagują na dzwonki: dzwonek – pobudka, dzwonek – praca, dzwonek – przypomnienie, dzwonek – drugi etat… itd., niedługo nawet sex – będzie na dzwonek, bo nie ma się dla siebie czasu. I niektórzy zaraz być może się oburzą, bo uznają, że czas to pojęcie względne, a na jego brak narzekają ci, którzy nie potrafią się zorganizować. Bywa, że i ja z żartem przedrzeźniam: nie masz czasu, nie masz czasu, kup se wózek zawczasu. Sensu chyba w tym powiedzeniu kompletnie nie ma, poza tym, ze się rymuje:)

Z tym naszym codziennym zagonieniem wiąże się jedno – stres. Pół biedy, kiedy ten mobilizujący, pozytywny. Najczęściej jednak narażeni jesteśmy na frustrację i brak równowagi między naszymi możliwościami, a wymogami sytuacji. Najtrudniej, kiedy nakładają się na siebie – ten zawodowy, dotyczący obowiązków służbowych z tym, którego doświadczamy z różnych powodów w życiu osobistym, bo gdzie wtedy odreagować?

Ale dlaczego ja się tak wymądrzam? Właściwie chciałam Wam opowiedzieć o drodze. Dawniej bardzo denerwowało mnie, że codziennie pokonuję tam i z powrotem tę samą drogę, a moje życie podporządkowane jest trasie: praca – dom – praca – dom… Kiedyś jeden z komentatorów pod wpisem na moim dawnym blogu zdziwił się: Even, a kto dziś chodzi pieszo do pracy? I wtedy ją naprawdę doceniłam. Między pracą, a domem pokonuję drogę, podczas której zostawiam za sobą jedne  stresy, a nie dopuszczam następnych. To jest mój czas na refleksję, na zachwyt nad pięknem świata. Spojrzenie w pogodne niebo, przyglądanie się roślinności, która wybuchła soczystością zieleni i kolorów, ptakom, które wyśpiewują swoje trele…
Wczoraj, spotkałam dwie dzikie kaczki. Pani kaczorowa spacerowała po trawie, za nią dostojnie kroczył pan kaczor, a słońce oświetlało jego błyszczące upierzenie. Chciałam zrobić zdjęcie, żeby Wam pokazać, nawet wymyśliłam, że zatytułuję je: wiosenny spacer rodzinny, a tymczasem stałam oniemiała i bałam się poruszyć, by ich nie spłoszyć. To tak, jak kiedyś napisał Urden – patrzysz z zachwytem i nie wiesz, czy fotografować, czy podziwiać, bo obawiasz się, że zajęty ustawianiem aparatu, przegapisz coś naprawdę pięknego.

 

A tę fotkę pstryknęłam z myślą o Judycie – jej ulubione kolory: pierwsze mlecze pośród traw

Reklamy

36 komentarzy (+add yours?)

  1. maszynagocha
    Maj 11, 2013 @ 09:43:59

    Piękna ta nasza natura. Podziwiam ją codziennie jak idę do moich zwierzaków. Do pracy szczęśliwie nie muszę „pokonywać tej samej drogi, tam i z powrotem”, w przeciwieństwie do mojej córki.

    Odpowiedz

  2. Angie
    Maj 11, 2013 @ 10:07:20

    Ja się nigdy nie zastanawiam gdy widzą coś wartego uwagi i natychmiast robię zdjęcie( no, chyba , że nie mam jak się zatrzymać jadąc np.jakąś główną ;))
    Co do wiosny- już tę najpiękniejszą, gdy soczysta zieleń, mlecze i kwitnące jabłonie obfotografowałam , zerknij Ev 🙂 Teraz od dwóch dni u mnie leje i sama się zachwycam tymi zdjęciami słonecznej wiosny 😉

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 11, 2013 @ 10:12:10

      Angie, mam nadzieję, że i ja wyrobię w sobie ten nawyk utrwalania piękna chwili 😉
      Już widziałam Twoje piękne fotki 🙂 Z czytaniem i oglądaniem jestem raczej na bieżąco, gorzej z komentarzami… 😉
      Wczoraj i u mnie lało cały dzień, dziś od rana już pogodnie 😀

  3. Ewka
    Maj 11, 2013 @ 10:34:24

    Pięknie! Uwielbiam wiosnę.
    A przy takiej pogodzie jak na zdjęciach świętokradztwem jest jeżdżenie samochodem do pracy… No, chyba że ma się naprawdę daleko 😉
    Ja lubię chodzić codziennie tą samą drogą, obserwować te minimalne zmiany…

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 11, 2013 @ 10:38:49

      Na tym właśnie polega urok codziennej drogi – dostrzeganie nawet minimalnych zmian i odkrywanie niezwykłości w tym, co zwykle 😉

  4. Krzysztof "Caddi" Kupiński
    Maj 11, 2013 @ 11:13:03

    Even, tylko oddychaj…nawet niekoniecznie relaksacyjnie, ale z apetytem:-)

    Odpowiedz

  5. Cane
    Maj 11, 2013 @ 15:19:01

    Kontakt z naturą, nawet jeśli tylko w drodze między domem a pracą, działa zbawiennie. 🙂

    Odpowiedz

  6. rodorek.bloog.pl
    Maj 11, 2013 @ 18:45:19

    Miałam podobnie… Nie doceniałam tej mojej codziennej drogi: Dom – praca, praca – dom. A to ciężko było ze wstawaniem, a to sprawy, które zdawało się, że mnie przerastają, a to… i tak dalej. Potrzeba było dopiero pewnych traumatycznych przeżyć, a potem choroby, żeby docenić każdy kolejny krok, dzień, zapach…
    Pozdrawiam Even wiosennie:)

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 11, 2013 @ 19:43:22

      Wiem, że i myślimy, i czujemy podobnie 🙂
      Masz rację, że aby coś w pełni docenić, trzeba czasem doświadczyć możliwości utraty…
      Wiosenne serdeczności i dla Ciebie:)

  7. krakowianka
    Maj 11, 2013 @ 19:14:34

    pięknie jest Even,mimo wszystko…trochę zgrałyśmy się tematem…haha
    nieraz trudno docenic toco się ma tak blisko…ale wiosna pomaga nam w tym:)
    pozdrawiam wiosennie:)

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 11, 2013 @ 19:49:12

      Witam, Krakowianko! Oczywiście, pobiegłam najpierw zobaczyć, to zgranie 😉
      Wydaje się, że to normalne – jesień, a później bardzo długa zima sprzyjały temu, że siedzieliśmy z nosami w necie 😉 Teraz, kiedy przybywa dnia, słońca, zapachów, chce się żyć z dala od sieci, by nasycić zmysły wiosną, nie wspominając już o tych, którzy myszkę zamieniają na grabki w swoim ogródku 😉

    • krakowianka
      Maj 12, 2013 @ 09:40:17

      tak,czasem zazdroszczę tym,co ogródek mają,albo chociaż balkon…ja miałam,ale kiedyś…staram się za to ogarniac wzrokiem to co dookoła:)

    • even21
      Maj 12, 2013 @ 09:42:21

      Krakowianko, moje marzenie 😉 Kiedyś i ja miałam ogródek, taki, w którym można było z grabkami pobiegać 🙂 dziś – tylko ten wirtualny pozostał 😉

  8. elatroska
    Maj 11, 2013 @ 21:32:40

    Cane ma racje że natura działa zbawiennie:)A do tego jak nas zadziwia!Pozdrawiam cię Even bardzo mocno:)

    Odpowiedz

  9. elatroska
    Maj 11, 2013 @ 21:49:48

    Nawet jak mnie nie widać to jestem:)

    Odpowiedz

  10. Judith
    Maj 12, 2013 @ 19:35:42

    Najwazniejsze, aby podziwiac nawet wtedy gdy pada od trzech dni…
    Serdecznosci
    Judyta

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 12, 2013 @ 21:05:45

      Judyto, „deszcz majowy, kogo zmoczy, ten urośnie” 🙂 Mnie dziś zmoczył do ostatniej suchej nitki /śmiech/

  11. violamalecka
    Maj 13, 2013 @ 20:59:48

    Ja ostatnio spowalniam czas….
    Mam to szczęście, że mogę.
    Godzinami podglądam wiosnę…

    A nutkę dla Ciebie mam… nawet merytoryczną 😉

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 13, 2013 @ 21:31:00

      Violu, to dobrze! 🙂 Ja też spowolnię, tylko… tylko jeszcze nie wiem kiedy 😉
      jak już do reszty się zakręcę, to ucieknę na chwilkę, wiesz… 😉

  12. wg108
    Maj 13, 2013 @ 21:55:56

    Kiedyś wpadłem w pułapkę i z szaleńczego praca-dom zrobiło się niespodziewanie praca-praca. Na szczęście mądry szef przymusił mnie do pierwszego po co najmniej dziesięciu latach pełnego dwutygodniowego urlopu. Przez pierwszy tydzień nie mogłem sobie miejsca znaleźć. Budziłem się jakby mnie ktoś w kosmos wystrzelił, bez pojęcia gdzie jestem i z przestrachem, że spóźnię się do pracy. Potem co chwilę dzwoniłem do pracy. Kiedy po tygodniu okazało się, że firma nie upadła po moim wyjeździe – ochłonąłem. Z trudem, ale wrzuciłem na luz. Powoli urlop i spokojne weekendy stały się nawykiem.
    Dziś powiem wam, że warto nastawić budzik godzinę wcześniej. Zacząć dzień bez pośpiechu. Wreszcie zacząłem jeść śniadania, rozmawiać z żoną przy porannej, niespiesznej kawie. A jeszcze kiedy to można zrobić na tarasie słuchając ptasich śpiewów, to od razu czujemy się lepiej.
    Myślę, że z blogowaniem jest podobnie. Początkowo nas to nakręca, chcemy by u nas bywało wiele osób, a i sami chcemy być po prostu wszędzie, czytać, komentować, lajkować. Spoko, w końcu zdajemy sobie sprawę, że nie ma takiej potrzeby. Ci co chcą zawsze nas znajdą

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 13, 2013 @ 22:02:56

      Wugusiu, ale mam wrażenie, że i Ciebie ostatnio mniej 😉 rozumiem, że pułapka praca-praca już nie wchodzi w rachubę, zatem – mały urlop od blogowania czy spowolnienie czasu, jak u Violi? 🙂

    • wg108
      Maj 14, 2013 @ 11:47:29

      Even, po prostu życie towarzyskie i wycieczkowe kwitnie 😉

    • even21
      Maj 14, 2013 @ 12:56:25

      No,tak 😉 😀 Cierpię ostatnio na nadmiar obowiązków, więc chwilowo zapomniałam, jak to jest… 😉

  13. Justyna
    Maj 14, 2013 @ 05:13:08

    🙂 Ev wiosna w końcu przyszła , po takiej długiej zimie zachłysnęliśmy się tą zielonością:) z blogowaniem jest sinusoidalnie 🙂 czasami do góry czasem na dół;)
    buziaki 🙂

    Odpowiedz

    • even21
      Maj 14, 2013 @ 13:00:59

      U mnie – tak, jak odpowiedziałam Wugusiowi, pisałabym mniej sinusoidalnie, gdyby nie przybywało mi innych obowiązków 😉
      buziaki i ode mnie 🙂

  14. urden
    Maj 14, 2013 @ 15:16:50

    I na tym właśnie polega mądrość: widzieć to czego inni nie dostrzegają, doceniać to czym inni gardzą. W ten prosty sposób przeżywa się życie, które innym ucieka.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: