Jesień się zaczyna, czyli nie tylko o mimozach

Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła… –  nucimy bezwiednie, a piękny tekst Juliana Tuwima, wyśpiewany mistrzowsko przez Czesława Niemena, głęboko wszystkim zapadł w pamięć i powraca niezmiennie w myślach o tej porze roku. Początek jesieni staje się pretekstem do wspomnienia młodzieńczego uczucia, tej pierwszej, szkolnej miłości, czystej i niewinnej, którą, niejednokrotnie, idealizując, pieścimy w sercu.

Mimozami nazywa się  niektóre osoby, najczęściej kobiety – bardzo delikatne i nadmiernie wrażliwe. Zwykle, prawie zawsze są ciche i nigdy nie wiedzą (?), nie są w stanie (?) co powiedzieć, w towarzystwie nie podejmują żadnych rozmów, bo po prostu się nie odzywają. Zwykle zyskują przy bliższym poznaniu, bo odkrywamy w nich pokłady dobroci i wrażliwości. Narażone są jednak na niebezpieczeństwo – łatwo tę ich potulność wykorzystać i całkowicie podporządkować.
Skoro już o florze mowa, znacie na pewno osoby-bluszcze. Te, oplatają jak roślina swojego partnera/kę. Do tego stopnia, że są w stanie zdusić każde uczucie, a osoba w takim związku czuje się stłamszona i choćby chciała się uwolnić, nie może, bo w wyniku manipulacji i szantażu emocjonalnego, trzymają ją różne zależności.
Stąd już tylko krok do despotów i księżniczek tupiących nóżką. Wszystko musi być tak, jak one chcą. I nieważne czy partner/ka chcą lub mogą spełnić ich życzenia – stawiają wszystko na ostrzu noża, partnera/kę pod ścianą, bo musi być tak, jak one sobie życzą.

Pewnie lista toksycznych związków może być dużo dłuższa. Powyższe, to tylko kilka moich obserwacji z ostatniego czasu. Ale dlaczego o nich wspominam? Widziałam przecież także wspaniałe pary, która się wspierają, wzajemnie uzupełniają i mimo upływu czasu nadal mają wobec siebie wiele czułości. Widać to w drobnych gestach, spojrzeniu, akceptacji, kiedy wzajemnie udziela im się spokój, mądrość i ciepło…
I takie myśli chodzą mi po głowie, kiedy słucham Wspomnienia. Kiedy pytałam znajome, koleżanki, czym jest dla nich miłość, kilka z nich zwróciło uwagę na jesień… życia. Symbolem uczucia jest dla nich para staruszków, gdzieś na ławeczce w parku, trzymająca się za ręce i patrząca na siebie oczami, w których wciąż tli się blask młodzieńczego zauroczenia.

Kiedy podczas urlopu mijałyśmy pewną starszą parę, moja przyjaciółka powiedziała: to jest warte uwiecznienia. Co też uczyniłam i dzielę się z Wami:

Zdjęcie0394

* * *

Gdy już ptactwo wyfrunie
z gniazda
usiądziemy przy kominku
ty – z błękitem nieba w oku
ja – taka kruchutka

Zadziwieni sobą
zatopimy się w czułych
gestach

A twoje dłonie
będą jak
koło ratunkowe

Reklamy

25 komentarzy (+add yours?)

  1. Angie
    Paźdź 06, 2013 @ 10:16:09

    Hahaha, niektórzy lubią być oplatani przez bluszcz 😉 Znam takich, oj znam 😉
    A „mimoza” nie kojarzy mi się z nikim dobrym. Miałam przyjemność z takimi damami- z pozoru delikatne, kruche, a pod skórą wyrachowane, złośliwe bestyjki.
    Poza tym drażni mnie wszystko blade i mdłe, a prawdziwe „mimozy” właśnie takie są.
    Czyli ” mimoza” zdecydowanie : nie! 😉 🙂

    Odpowiedz

  2. maszynagocha
    Paźdź 06, 2013 @ 12:00:28

    Przecież miłość i przywiązanie nie zależy od wieku. To ciekawe, czemu wszystkich tak dziwi miłość ludzi w starszym wieku. A gdyby oboje byli po operacjach plastycznych i wyglądali, jak młodzi ludzie, to też wszyscy by się dziwili? Jak wielką rolę grają jednak pozory. 🙂

    Odpowiedz

  3. Ann
    Paźdź 06, 2013 @ 12:40:14

    Mimozami jesień się zaczyna. Piękny wiersz i piękna piosenka. Mimozy wstępującej w tym zestawie nie zamieniłabym na taką np. nawłoć, tak jak nie zamieniłabym Kubusia Puchatka w tłumaczeniu Ireny Tuwim na Fredzię Phi-Phi czyli wersję tłumaczoną w sposób identyczny z oryginałem, a przecież botanicy twierdzą, że jednak nie mimozami, a nawłocią jesień się zaczyna. Paskudy jedne, ci botanicy. Trafiłam na taki artykuł to się dzielę 🙂
    http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,391598,nie-mimozami-lecz-nawlocia-jesien-sie-zaczyna.html

    Odpowiedz

  4. Krzysztof "Caddi" Kupiński
    Paźdź 06, 2013 @ 13:40:07

    Niemen zawsze aktualny, a bluszczom mówimy nasze stanowcze NIE… rewizjonistom, syjonistom i rewanżyzmowi też:-)))

    Odpowiedz

  5. Cane
    Paźdź 06, 2013 @ 17:59:30

    O właśnie, przykład na miłość bezwarunkową. 🙂

    Odpowiedz

  6. krakowianka
    Paźdź 06, 2013 @ 19:28:27

    dokładnie tak jak piszesz,są i tzw.mimozy,są i bluszcze…niestety.O takich bluszczach często mówi się…zaborcze.A ich „ofiary” mają po czasie syndrom sztokholmski…hahaha
    Piękny utwór Niemena ,jest ponadczasowy…

    Odpowiedz

    • even21
      Paźdź 06, 2013 @ 21:14:35

      Krakowianko, z tym syndromem sztokholmskim to żartów nie ma 😉
      a utwór też bardzo lubię 🙂
      wybacz, bo ja ostatnio wszędzie mam zaległości… nie wyrabiam z pracą. Czytam, zaglądam, gorzej z komentowaniem…:(
      Pozdrawiam jesiennie:)

  7. rodorek.bloog.pl
    Paźdź 06, 2013 @ 19:48:06

    A wiesz Even, że to nie mimozmi jesień się zaczyna…) Pozwolę sobie zacytować samą siebie z jednego z moich postów:

    Okazuje się, że Tuwim na botanice w ogóle się nie znał, bo jeśli już, to nie mimozami, a nawłocią jesień się zaczyna. Natomiast nazywane mimozą żółte drobne kwiaty, które teraz kwitną na ugorach w całej Polsce to nawłoć pospolita, która z prawdziwymi mimozami nie ma wiele wspólnego.

    W każdym razie tak twierdzą botanicy, a z botanikami nie ma co dyskutować:) Jak podaje PAP – Nauka w Polsce prawdziwa mimoza – czułek wstydliwy – ma dość drobne, różowe kwiaty w kuleczkach i wyróżnia się tym, że jej liście zwijają się natychmiast po ich dotknięciu. W żaden sposób w naturze u nas nie występuje, można ją jedynie spotkać np. w kolekcjach roślin szklarniowych.

    Wprawdzie jestem troszkę zawiedziona, że to nie mimozy, ale mamy przecież wiele innych pięknych kwiatów od których zaczyna się w Polsce jesień, choćby przecudne wrzosy, chryzantemy, astry, aksamitki, czy bluszcz, który szare, brzydkie ściany w naszych miastach otula bordowym kobiercem:)

    O toksycznych związkach mogłabym dużo, bez końca, ale do snu się układam i nie chcę narazić siebie na koszmary:)

    Wiersz piękny, subtelny, tak właśnie chciałbym…
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Odpowiedz

    • even21
      Paźdź 06, 2013 @ 21:20:27

      Wiem, wiem… ale jak napisała Ann, ci botanicy to za grosz romantyzmu nie mają 😉
      Rodorku, tylko potwierdzasz regułę, że my, kobiety, marzymy o takim uczuciu, pełnym szacunku i przywiązania aż po jesień życia…
      Serdeczności moc i spokojnych, pięknych snów:)

  8. mmrr
    Paźdź 07, 2013 @ 06:35:56

    Ja powiem Ci Even21 czym jest miłość…. miłość to jest po prostu miłość… 🙂

    Odpowiedz

  9. nobody
    Paźdź 07, 2013 @ 07:05:41

    Wzruszają mnie takie sceny. To prawdziwe uczucie „pomimo”. 🙂

    Odpowiedz

  10. wg108
    Paźdź 07, 2013 @ 18:46:26

    Ładny wiersz, Even.
    Myślę, że nie ma nic piękniejszego niż zwykłe małe radości i trochę czułości okraszonej serdecznością dla najbliższych i przyjaciół.

    Odpowiedz

    • even21
      Paźdź 07, 2013 @ 19:58:05

      Wugusiu, taka pochwała spod Twojego pióra! – czuję się zaszczycona:)
      A ja myślę, że zbyt rzadko ludzie okazują sobie czułość i serdeczność, że o zwykłej życzliwości nie wspomnę, ale może nie mam zbyt szeroko otwartych oczu… 😉

  11. urden
    Paźdź 08, 2013 @ 21:10:11

    Ciekawe, że podobnie patrzymy na szczęście i miłość. Ostatnio szliśmy z M. ulicą i oboje nagle mówimy: patrz – wskazując na dwoje staruszków, wspierających się na sobie podczas jesiennego spaceru – tak będziemy my wyglądali za 30 lat 🙂

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: