24 godziny

24 godziny, czyli criminal story

Niedziela, 22.30

Niemal z pietyzmem zamknęła drzwi od laboratorium. Robiła tak od zawsze. Nie mogła się oprzeć, by  postąpić inaczej, choć przez te kilka dobrych lat, które upłynęły, odkąd objęła katedrę, już dawno powinna się przyzwyczaić i traktować to miejsce, jak każde inne. Nic z tych rzeczy! Nauka przede wszystkim! Doświadczanie, weryfikowanie, wnioskowanie i odkrywanie, to najciekawsze zagadki umysłowe poparte  empirycznie. Tak bardzo się im poddała, że czasem świat za drzwiami laboratorium przestawał istnieć. Metaforycznie, rzecz jasna, bo inaczej nie dostarczałby pożywki naukowcom, takim, jak ona. A była wśród nich najlepsza. To, nie ulegało wątpliwości. Dziś wieczorem, zamknięcie drzwi miało też wymiar symboliczny – oznaczało zamknięcie sprawy, którą zreferuje jutro rano Derekowi.

 Dzień wcześniej, rano

 – Na pierwszy rzut oka, wygląda na nieszczęśliwy wypadek, ale…
– Dość – ostro weszła mu w słowo. – To spekulacje. Nauka opiera się na faktach, a nie domysłach.
– O to właśnie chcę cię prosić – kontynuował, nie zrażony jej gwałtownym wystąpieniem. – O fakty. Na poparcie moich przeczuć, w których jak wiesz, rzadko się mylę.
Znali się od dawna, więc tego typu utarczki słowne zdarzały się im często. Ona – wierzyła tylko w to, co naocznie sprawdziła lub dojrzała pod mikroskopem, on – podążał zwykle za swoim detektywistycznym instynktem. Wszyscy kłamią, mawiał w takich przypadkach, trzeba tylko znaleźć motyw, dlaczego.
Poznali się przed laty, gdy Derek był gliną. Świetnym gliną, bo tam, gdzie inni dawali za wygraną, chcąc odłożyć akta, on miał największy współczynnik spraw doprowadzonych do końca. Do tej wysokiej wykrywalności przyczyniła się w niemałym stopniu współpraca z jej laboratorium. Od początku ujęło ją głębokie poczucie sprawiedliwości, jakie prezentował, ale i jakaś dziwna więź, jaka się między nimi wytworzyła. Był sporo starszy od niej, mógłby być jej ojcem, może dlatego traktował ją jak córkę – był wymagający, surowy, a jednocześnie troskliwy.
– Jest tylko jeden problem. Masz na to… – zawahał się, spoglądając na zegarek – włączając noc, jakieś… 24 godziny.
– Wymagasz ode mnie cudu? Wiesz, że w nie, nie wierzę – próbowała dalej się z nim droczyć, ale szybko zorientowała się, że on nie żartuje.
– Dlaczego? W tak krótkim czasie mogę tylko pobrać próbki, a na niektóre wyniki badań potrzeba będzie zaczekać dłużej.
Tym razem sprawa była bardzo delikatna. Derek obiecał, że jeśli odkryje coś ciekawego, zapozna ją ze szczegółami dochodzenia. Nie pozostawało nic innego, jak wziąć się do pracy.
Spotkali się w południe na kawie w Royal Dinner.
– Co ustaliłaś? – zapytał bez zbędnych wstępów.
– Kobieta, biała, wiek około 36 lat… o nieprzeciętnej urodzie. Wstępne oględziny nie potwierdzają żadnych urazów kości, ani tkanek miękkich. Prawdopodobny atak serca. Na dokładniejsze wyniki i testy toksykologiczne trzeba jeszcze poczekać. Teraz twoja kolej. Jesteś pewien, że coś więcej się za tym kryje?
Derek zaczął opowiadać. Okazało się, że denatka była jego sąsiadką. Zajmowała mieszkanie w apartamentowcu piętro niżej. Detektyw odziedziczył swoje po jedynym krewnym, nieco zdziwaczałym stryju, który powtarzał, że zaprojektował kompleks budynków z myślą o sobie, bo byłby kiepskim architektem, gdyby w takim miejscu nie chciał żyć, więc jako honorarium zażyczył sobie jedno z mieszkań. Nie tylko Derek zwrócił na nią uwagę. Przyciągała męski wzrok ze względu na urodę. Była piękną, filigranową brunetką, o niesamowitym kolorze oczu. Jak mu wyjaśniono (nie bardzo radził sobie z odróżnianiem barw) –  były fiołkowe, jak u Elizabeth Taylor. Bez trudu domyślił się, że jest cudzoziemką. Zdradził ją, oczywiście, akcent. Kiedyś zauważył, że podjechała pod dom służbowym wozem polskiej ambasady. Dyskretny zwykle portier, z wdzięczności za pracę, którą załatwił Derek dla jego siostrzenicy, zrobił się bardziej gadatliwy. Nie była kimś ważnym, zwykła sekretarka, choć zastanowiło go, że na tak nieznaczące stanowisko ściągnięto ją z odległego kraju. W piątek znaleziono ją martwą w mieszkaniu. Nic nie wskazywało na włamanie. Koroner, wykluczając ingerencję osób postronnych, orzekł naturalny zgon, ale jedno pytanie nie dawało mu spokoju – jak młoda jeszcze, piękna kobieta, wyglądająca zdrowo i kwitnąco, mogła tak nagle umrzeć?
– Od czego zaczniesz? – zapytała. – Zawsze powtarzałeś, że główne motywy to miłość, zazdrość i pieniądze. Co tym razem?
– Wykluczyć na razie niczego nie można. Podpytałem sprzątaczkę. Ten gość, którego widziałem, odwiedzał ją częściej, a nawet zdarzało się, że zostawał parę razy na noc. Masz jakieś informacje na temat czasu zgonu?
– Ze wstępnych ustaleń wynika, że jakieś 48 godzin temu – rzeczowo zreferowała.
– Znaczy, że z czwartku na piątek. Dowiedziałem się, że facet przywiózł ją w czwartek wieczorem, wyglądała na mocno wstawioną. To może być nasz główny podejrzany. Przyjrzę mu się bliżej. Informuj mnie na bieżąco, gdybyś coś znalazła.
– A ty mnie – odparła z uśmiechem na pożegnanie.

Poniedziałek, 8.30

 Aromat świeżo parzonej kawy przyjemnie drażnił nozdrza i pobudzał kubki smakowe. Czarna, mocna, gorąca – taka, jaką lubiła najbardziej. Miała ochotę delektować się jak najdłużej, ale czas biegł nieubłaganie i musiała już szykować się do wyjścia.
Zaskoczył ją jakiś dziwny ruch i tłok w holu przy wejściu. Wiadomość, przekazywana z ust do ust, szybko dotarła i do niej. Było włamanie do laboratorium. Na szczęście wyniki badań, które miała przekazać Derekowi, zabrała ze sobą. Sądziła, że spotkają się od rana, tuż przed pracą, ale przed północą przesłał jej wiadomość, że będzie dopiero w porze lunchu.
Poproszono ją o sprawdzenie czy nic nie zginęło. Dziwna sprawa, bo ucierpiał tylko jej gabinet – wyglądał, jakby przeszło przezeń tornado.
– Trudno w tym bałaganie na pierwszy rzut oka ocenić czy coś zginęło – odpowiedziała przygnębiająco dociekliwemu agentowi, łamiąc podstawową zasadę, że niczego nie można przesądzać bez dowodów. Chciała zyskać na czasie.
– Może jednak pani spróbuje. Pracowała pani ostatnio nad czymś ważnym? – dopytywał. – Wiemy, że współpracowała pani z Jacobem Derekiem…
– Co to ma do rzeczy? – ostro weszła mu w słowo.
– Może ta sprawa – powiedział z naciskiem – była powodem włamania.
– Jesteśmy starymi znajomymi – odpowiedziała wymijająco – nie rozumiem, jak moje prywatne życie mogłoby mieć coś wspólnego z moją pracą. Czy jeszcze coś? Jak pan widzi, mam sporo roboty, by to wszystko uporządkować.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, zdając sobie sprawę, że wygląda naprawdę okropnie. Pożegnała agenta, zapewniając, że poinformuje go, jeśli zauważy cokolwiek  podejrzanego.
Chciała jak najszybciej skontaktować się z Derekiem, ale jego telefon nie odpowiadał. Domyśliła się, że jeszcze bada trop, na który trafił wczoraj.

Dzień wcześniej w południe

 Natarczywy dzwonek telefonu oderwał ją od mikroskopu. Nie trudno było się domyślić, kto dzwoni. Nikt, poza Derekiem, nie miał potrzeby poszukiwać jej w wolny dzień.
– Masz coś? – dopytywał się niecierpliwie.
– Jeszcze za wcześnie, by powiedzieć coś konkretnego. A ty? – zapytała.
– Ciekawa sprawa. Przycisnąłem sprzątaczkę. Kłamała. Ktoś jej zapłacił, by zeznała, że widziała ich razem wieczorem, a rzekomo kobieta była pijana. Może uda się wytropić, kto to był. Sprawdziłem też gościa. Myślę, że coś ukrywa. Śledziłem go trochę i jak dla mnie – dziwnie się zachowywał. Rozmawiałem z nim przed chwilą. Twierdzi, że odwiózł ją do domu ze służbowego przyjęcia i wrócił do biura, bo miał jeszcze trochę roboty. Byli jedynie współpracownikami, a on wprowadzał ją w zakres kolejnych obowiązków. To przestaje wyglądać na kłótnię kochanków, choć nie można jeszcze wykluczyć. Muszę kończyć, mam chyba ogon… do usłyszenia.
– Uważaj na siebie… – rzuciła na koniec, ale Derek już się rozłączył.

Skupiła się na pracy. Wciąż nie mieli motywu. Badania laboratoryjne, jak dotąd, nic nie wykazały. Powinna dokładniej przyjrzeć się ciału i jeszcze raz sprawdzić czy nie ma jakichś śladów na kościach, ale miała za mało czasu, by zrobić zdjęcia rentgenowskie. W pośpiechu zbierała materiał do badań. Wślizgnęła się do prosektorium, kiedy Derek zagadywał pracownika. Czasu było niewiele, bo trzeba było działać szybko, by nie wzbudzać niepotrzebnych podejrzeń. Tym bardziej, że nie mieli żadnej pewności, poza przeczuciem Dereka, ze jest coś nie tak. Teraz jednak wszystko wskazuje na to, że Derek miał rację, doszukując się czegoś więcej w śmierci dziewczyny. Nie ma innego wyjścia, musi tam wrócić. Zaraz sprawdzi, kto ma dziś dyżur. Liczyła, że Chris, miał do niej słabość.
– Chętnie bym ci pomógł. Może wtedy wreszcie umówiłabyś się ze mną na coś więcej, niż kawa w porze lunchu, ale… – Chris zawiesił głos.
– Przestań – kategorycznie weszła mu w słowo.
– Wiem, wiem, nie lubisz łączyć pracy z życiem osobistym, ale tutaj… nie ma jej ciała – dokończył, bezradnie rozkładając ręce.
– Co ty mówisz? Jak to nie ma? To gdzie jest? – pytała z coraz większym zdziwieniem.
– Tego nie wiem. Zabrano je dziś rano.
Zadzwoniła bezzwłocznie do Dereka, przekazując mu wieści. Sprawdził, ale firma, która zajęła się przewozem zwłok z prosektorium, okazała się nie istnieć.

Poniedziałek, godz. 12

 Miała dość sprzątania własnego biura. Kto i czego szukał? – myśli te nie dawały jej spokoju, ale im bliżej końca porządków, tym bardziej nabierała przekonania, że chodziło o zamordowaną kobietę. Jedyną rzeczą, jaka zginęła, był folder plików z jej komputera. Miała dowody, że nie był to naturalny zgon. Odpowiedź kryła się w raporcie, na dnie jej torebki, który przygotowała dla Dereka. Atak serca upozorowano. Według badań, podano jej leki, które niemal całkowicie rozłożyły się w organizmie, nie pozostawiając śladu, ale przyczyniły się do niewydolności krążenia.
Ogarnęła wzrokiem gabinet. Nic tu po mnie – pomyślała. Pora przekazać rewelacje Derekowi.
Zamówiła ekspresso i sałatkę wegetariańską. Była już w połowie posiłku, a Derek się spóźniał. Postanowiła zadzwonić, ale nie odbierał telefonu. Nagle, wyrósł przed nią wysoki facet. Przemknęło jej przez myśl, że wyjątkowo przystojny.
– Doktor Isabel Morgan? Proszę o raport, który miała pani przekazać Jacobowi Derekowi – powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Gdzie jest Derek? – myślała gorączkowo, licząc, że uda się jeszcze grać na zwłokę. Udawanie, że nie wie, o co chodzi, nie miało jednak sensu. Od razu domyśliła się, że nie jest to zwykły gangster, tylko agent rządowy.
– Proszę nie utrudniać – dodał łagodniejszym, ale pewnym tonem, pokazując odznakę. Kątem oka zdążyła dojrzeć Steven Jakiśtam. Miała słabość do tego imienia.
Z ociąganiem wyjęła raport. Teraz, kiedy nie ma kopii badań, które zniknęły z jej komputera, prawdę zna tylko ona, ale nie ma żadnych dowodów. Stało się też jasne, dlaczego zniknęły zwłoki.

 Dwa dni później

 – Gdzieś ty się podziewał? – powiedziała z lekkim wyrzutem, nie próbując ukryć  ciekawości.
– Napisałem ci przecież, żebyś się martwiła.
Fakt, po tym, jak nie spotkali się w poniedziałek, dostała od niego wiadomość. Nie pozostawało jej nic innego, jak czekać. Aż do teraz.
Usiedli w przytulnej kafejce, zamówili po drinku, a zanim Derek zaczął mówić, opowiedziała o raporcie, a właściwie o tym, że go nie ma i niczego nie można udowodnić.
– Widziałem go – detektyw wszedł jej w słowo, nieco ją dezorientując. Okazuje się, że wkurzyliśmy kilku gości w garniturach.
Zamilkł, gdy kelner przyniósł zamówienie, a potem kontynuował opowieść. Dziewczyna była zwykłą sekretarką, ale zatrudniono ją, bo w Polsce pracowała w dziale zagranicznym urzędu bezpieczeństwa, więc znała się na robocie. Odziedziczyła po dziadkach skromny majątek w Stanach, a że nie miała żadnej rodziny, natomiast dużą wiedzę, postanowili to wykorzystać i ją zatrudnić.
– Pamiętasz, jak ci mówiłem, że ktoś mnie śledzi? Omal nie zepsułem akcji, którą właśnie mieli zamiar sfinalizować.

Gościa, którego obserwował Derek, miało też na oku CIA. Sądzili, ze jest rosyjskim agentem, sprawdzali jego powiązania. Kłamał. Tak, jak przewidywał detektyw. Sekretarka wcale nie była pijana tamtego dnia i to nie on ją przywiózł do domu. Zapłacił pokojówce, by na wszelki wypadek zeznała, że byli kochankami. To miało uzasadnić, dlaczego pojawiał się w apartamentowcu. I na ironię losu, zadziałało przeciwko niemu, bo nie spodziewał się, że będzie podejrzany o jej morderstwo. Zanim ostrzegł sprzątaczkę, by zmienić wersję wydarzeń, było za późno. Zdążyła opowiedzieć bajeczkę Derekowi.
– On jej jednak nie zabił.  – zakończył. – Porównali zebrane dyskretnie próbki z materiałem dowodowym. Postanowili go nie naciskać, żeby wywiad mógł ugrać swoje.
– Stąd zatem próba zatuszowania morderstwa. W takim razie, kto ją zabił? I jaki miał motyw?
– Przypadek. Znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Wróciła do domu szybciej, niż zwykle, bo źle się poczuła. W mieszkaniu nie miała światła, więc zjechała windą na dół, by powiadomić portiera.
Nakryła go, jak przekazywał tajne informacje. Był skrzynką kontaktową, a ona była bystra. Szybko zorientowała się, co się dzieje. Uciekła, ale miał zapasowe klucze do wszystkich pomieszczeń. Bez trudu dostał się do środka. Obawiając się wsypy, musiał ją uciszyć na zawsze.
– Zginęła, bo za dużo wiedziała – podsumowała.
– A ty? – spytał, przechylając głowę i zabawnie mrużąc oczy – nadal się upierasz przy swoim? Wiedza może zabić…
– A ja? Nie obawiam się, mam ciebie i… właśnie przyszła wiadomość. Dostałam zaproszenie na kawę od agenta Stevena – dodała z uśmiechem.

 

16 komentarzy (+add yours?)

  1. Caddi Fredson
    List 17, 2013 @ 18:46:08

    Pani Wiedźmo, tuchowskie klimaty rozbestwiły Cię pisarsko:-)

    Odpowiedz

  2. Cane
    List 17, 2013 @ 19:41:43

    Even, widzę że się rozkręcasz. 😉

    Odpowiedz

  3. Caddi Fredson
    List 17, 2013 @ 20:50:11

    Wuguś może pomyśli o specjalnej kategorii dla Wiedźmy, która nie może się zatrzymać. Będę usilnie go do tego namawiał:-)

    Odpowiedz

  4. even21
    List 17, 2013 @ 20:57:29

    Jeśli miałoby to oznaczać, że znów pojadę na Wichrowe, to mogę się wcześniej nigdzie nie zatrzymywać… 😉 Tylko nie wiem, jak by to Wuguś zniósł…

    Odpowiedz

  5. Caddi Fredson
    List 18, 2013 @ 06:55:14

    Tak kawa z agentem federalnym, przystojnym, jak wynika z powyższego, warta ryzyka.

    Odpowiedz

    • even21
      List 18, 2013 @ 07:18:03

      Zważywszy, że napisane i skomentowane przez miłośników porannej kawy… 🙂
      Byłabym w stanie ponieść takie ryzyko 😉

  6. wg108
    List 18, 2013 @ 20:05:44

    Wuguś już marzy o zlocie AD 2014

    Odpowiedz

  7. wg108
    List 18, 2013 @ 20:53:30

    Wiem, wiem. Podziwiam zwłaszcza te, które dla niepoznaki potrafiły jechać pociągiem dwanaście godzin

    Odpowiedz

  8. wg108
    List 19, 2013 @ 20:57:13

    No, normalnie piekę raka. Tyle miłych słów. Z drugiej strony toż to nie klimat a jedynie klimakterium (i andropauza)

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: