Kapryśnie…

W komentarzach pod poprzednim postem Caddi napisał, że występuję „jako forpoczta Pani Wiosny”. Tylko, gdzie ona się zapodziała???
Dziś aura niesamowita – od rana zasypało wszystko na biało, potem na krótko wyjrzało słonko, następnie padał ulewny deszcz i przeszła burza (!), a teraz tak wieje, że aż dzwonią szyby w oknach. Dawniej ludzie mówili, że tak wieje, jakby się ktoś powiesił. Właściwie zgodnie z przysłowiem – w marcu jak w garncu. Zresztą o kolejnym miesiącu też jest powiedzenie: kwiecień-plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata… Mam nadzieję, że to tylko zapowiedź pięknej pogody na święta:)
Mój tata nigdy nie mógł spać w takich sytuacjach, gdy szalały wichury i żartował, że w poprzednim wcieleniu musiał być marynarzem. Jako „nieodrodna córeczka tatusia” też nie wiem, kiedy zasnę i chociaż kocham morskie klimaty, w życiu się nie nauczyłam pływać, więc na majtka zupełnie się bym nie nadawała…
Tak a propos przypomniałam sobie anegdotę:
Pani Bosman, wychodząc za mąż za Kapitana statku, oświadczyła mu: „rządź mną i moimi majtkami!”

I zobaczcie sami, do jakiej głupawki może doprowadzić szalejący wiatr w bezsenną noc… 😉

 

Reklamy

O blogu i wstydzie

Nędzna ze mnie gospodyni, bo na krótko przebudziłam się, by pozdrowić z nowym rokiem, a dalej to już wicie-rozumicie…;)
Miesiąc wyrwany z życiorysu – tak mnie zmogło, jak nigdy dotąd. Oczywiście, kiedy już, już miało być dobrze, kolejny przymus łóżkowy. Niektóre wiedźmy tak mają. Tyle, że pierwszy raz do tego stopnia, ze nawet pisać nie było siły…

Zaległości we wszystkim mam tyle, że i tak nie nadgonię, więc mówi się trudno.
Odpowiedzieć chciałabym, bo jakoś mi wstyd, więc jednym – tak jak Ivie – tutaj, oficjalnie, innym – na priv. Iva nominowała mnie do Liebster Blog Award. Jakoś nigdy nie bawiłam się w te łańcuszkowo-blogowe historie, bo nie ma gorszej rzeczy, niż ocenianie innych. Spróbuję odpowiedzieć jednak na kilka pytań:

1. Co spowodowało, że zaczęłaś pisać bloga? – potrzeba pisania na zasadzie „muszę, bo się uduszę”:)
2. Co daje Ci pisanie bloga? – wygadanie się, zawsze miałam coś do powiedzenia;)
3. O której porze zazwyczaj piszesz notki? – nocą; niektóre wiedźmy nie śpią:)
4. Gdybyś mogła, to co zmieniłabyś w polskiej polityce? – to się okaże… po 15. marca; może będę miała szansę coś zmienić, wówczas o tym napiszę.
5. Gazeta papierowa, czy elektroniczna (i dlaczego akurat to)? – wolę papier, łatwiej się czyta i na dodatek ten wyjątkowy szelest…
6. Jaki prezent w życiu uradował Cię najbardziej? – nie umiem wskazać; chyba jednak wnusia i kubeczek z przepięknym obrazkiem.
7.Wymień jedną rzecz, którą zabrałabyś na bezludną wyspę i uzasadnij dlaczego akurat to? – najchętniej przyjaciółkę, ale to nie rzecz:))) laptopka też nie ma sensu, bo jaki sens, skoro nie miałabym neta. Z pewnością książkę pt. Jak przetrwać na bezludnej wyspie i nie zwariować😉
8. Co sądzisz o moim blogu? (proszę szczerze) – każdy blog to cząstka duszy jego autora. Szacun.
9. Co robisz zaraz po przebudzeniu się? – piję kawę:)
10. Jaki i w jakiej sieci posiadasz telefon komórkowy? (np. Samsung, Nokia, czy inny) – nokia w nju mobile
11. Danie, które wychodzi Ci najlepiej? – każde, do którego oprócz wszystkich składników, dodaje się serce:)
(Iva, mam nadzieję, że Cię usatysfakcjonowałam).
Z tym pisaniem, gorzej jak z mówieniem – chlapnie człek coś, zażartuje, a potem wstyd. Dlaczego? bo żadne emotikony nic nie pomogą – każdy odczyta, jak zechce… a wiedźmy, takie, jak ja, mają wybitnie niewyparzony język. I co gorsza – im bardziej próbujesz wyjaśnić, tym bardziej się pogrążasz. Eh, szkoda gadać! Stop! To znaczy pisać. Nie, tak też źle! Tzn. pisać żartując – chyba wybrnęłam 😉
Gdybym jeszcze przysnęła snem zimowym, pukajcie i próbujcie mnie obudzić – w końcu wiosna tuż, tuż… to widać, słychać, czuć 🙂
i-love-blogging-1ead459e91d7b325,2,0

Śmiać się czy płakać, czyli kolejny telefon od znajomej;)

Zadzwoniła moja znajoma… (pamiętacie? 🙂 ) i od razu zaczęła zwierzenia:
– Ty wiesz, co mi się dzisiaj przytrafiło?
– Nie mam pojęcia – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Oczywiście, wcale nie czekała na moją odpowiedź…

– Nie przeszkadzaj, tylko słuchaj: zaczęło się od wizyty w przychodni. Byłam na badaniach i jak to zwykle, na wstępie młodziutki lekarz potwierdza dane osobowe, wpisując do komputera.
Pani się nazywa…. i ma pani… dzieści lat… Najpierw zdumiona, zrobiłam wielkie oczy, a potem uśmiechnęłam się w duszy i skomentowałam:
– Dziękuję panie doktorze, byłoby nieźle!:)
Zaraz, …dziesiąt, nie, …dziesiąt jeden! – poprawił się, ale było bardzo sympatycznie. Tym bardziej, że wynik dobry. Wyszłam jak na skrzydłach i maszeruję ulicą, a przyjemne myśli krążą mi po głowie… rozmowa nastroiła mnie pozytywnie – widocznie jeszcze tak źle nie wyglądam, zresztą fajnie się ubrałam, bo na progu lata pogoda piękna, aż chce się żyć!
Idę więc sobie spokojnie, rozglądam ciekawie, jak moje miasto pięknieje, a pachnie niesamowicie, bo właśnie przy urzędzie skoszono trawniki. Zaimponowało mi nawet, że od razu posprzątane, zagrabione, a trawę ładowano na małą furgonetkę, która wyjeżdżała właśnie, gdy doszłam do wyjazdu spod urzędu miasta. Niespodziewanie zatrzymuje się przede mną, wysiada gość i zaczyna coś do mnie mówić. Myślałam, że pyta o drogę, ale miał chyba wadę wymowy, bo coś zabełkotał. Stanęłam jak wryta i chyba musiałam mieć strasznie głupią minę, bo skrzywiłam się w pseudo-uśmiechu. Mam wrażenie, że stwierdził: pani starsza, ale zadbana, co nie?! Kompletnie nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać?!

* * *
Pomyślałam o mojej mamie, grubo ponad dwadzieścia lat starszej od mojej znajomej, o której nikt nie powiedziałby inaczej, jak elegancka kobieta!
Z powodzeniem mogłaby pozować do zdjęć, promujących życie emerytów.
W styczniu br. w Poznaniu m.in. na wiatach przystankowych pojawiły się plakaty, na których można było zobaczyć nietypowych seniorów, którzy przekonywali, że „życie to pasja”. Kampania, którą zorganizował Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej, miała na celu przeciwdziałać wykluczeniu ze względu na wiek. Starość nie jest jednak modnym tematem, więc nie było o tym głośno w mediach. Zresztą wiadomo – telewizja pokazuje starszych ludzi jedynie przy okazji reklamy protez lub ubezpieczeń pogrzebowych. Dawniej, gdy rodziny wielopokoleniowe mieszkały w jednym domu, starszyźnie okazywano szacunek. Dziś promuje się pięknych, młodych, zdrowych i bogatych, liczy się władza i biznes. Tak, jakby wszyscy zapomnieli, że starość jest nieodłącznym elementem życia każdego człowieka. Daleko nam do niemieckich czy japońskich emerytów, bo realia w Polsce są okrutne dla starszych ludzi, dominuje smutek i samotność, ale społeczeństwo się starzeje. Czy paradoksalnie będzie to szansą na godne życie seniorów?

Niedzielne refleksje

Mam – niestety! – to cholerne szczęście, że rzadko się mylę. Jeśli nie jestem czegoś pewna, wówczas nie zabieram głosu (hehe, ciekawe kto uwierzy, że potrafię coś przemilczeć?) 😉
Jedne z najtrudniejszych słów, które przychodzi powiedzieć, to: a nie mówiłam?
Z pozoru nic prostszego – pełna satysfakcja! W końcu – wyszło na nasze,  lubimy mieć rację. Tym bardziej, że zwykle bywa poprzedzona stoczoną wcześniej niemałą batalią, by kogoś przekonać do naszego punktu widzenia. I pół biedy, jeśli rzecz dotyczy jakichś błahostek. Daleko trudniejszą sztuką jest jednak umiejętność ugryzienia się w język, by ich nie wypowiedzieć…
W miarę ją opanowałam, jeśli idzie o moje dzieci. W końcu – najlepiej się uczyć na własnych błędach. 🙂 Gorzej – gdy aż się prosi, by wygłosić  tę formułkę np. rodzicom, przyjaciółce, szefowi… Trudny czas przede mną. I aż strach pomyśleć czy mój język w tym tygodniu przetrwa w całości 😉

Życzmy sobie zdrowia, czyli nie tylko o sloganach

Pamiętacie hasło: Polak potrafi, sławiące zaradność i pomysłowość (ktoś może powiedzieć: cwaniactwo i kombinatorstwo) rodaków? Zwykle rozprawiam się ze stereotypami, bo obiegowe opinie najczęściej są krzywdzące. Dziś przypomniałam sobie jeszcze jedną…

W ostatnich dniach sporo czasu spędziłam w przychodniach lekarskich. Mojej rodzinnej poskarżyłam się nawet, że czuję się jak ta baba z dowcipu…

Przychodzi baba do lekarza i mówi:
– Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują.
– Następny, proszę!

Tak, mniej więcej, wyglądała moja wizyta u ortopedy. Na każde moje pytanie lub wątpliwość odpowiadał: to nie mój problem. Mój, chyba też nie – pomyślałam – zwłaszcza, gdy NFZ nakłada limity i albo wcale nie mogę dostać się do jakiejś poradni, albo z góry wiem, że jeśli nie zapłacę za zabiegi, mogę tylko pomarzyć o szybkim terminie rehabilitacji. Polska rzeczywistość – powiecie…
Dziś, natomiast, mam spory problem, bo stwierdzenie, że Polacy są najlepszymi specjalistami – w każdej rodzinie trafi się domorosły lekarz, okazuje się wcale nie być pozbawione racji… co więcej – sytuacja w lecznictwie i coraz większa bieda wśród społeczeństwa sprawia, że sięgamy po… zresztą, sami zobaczcie:

Zdjęcie0438

 

Sfotografowałam jedną półkę z gazetami w kiosku. Wybaczcie jakość – pora późna, a całość podświetlona świąteczną dekoracją. Spójrzcie jednak, jakie fascynujące tytuły: Poradnik uzdrawiacza, Poradnik medycyny naturalnej, Babcine sekrety zdrowia, Leczenie tradycyjne, Sam sobie lekarzem, Uzdrawiacz itp., a wśród tego hit całości: Szaman… cokolwiek to znaczy 😉

Zdjęcie0440

 

Zdjęcie0439

 

 

 

 

 

 

 

 

Teraz już na pewno pojawi się nowy slogan – nie tylko jesteśmy sami sobie lekarzami, ale też przodujemy w Europie, ba! może i na świecie, w edukacji medycznej… 😉

Jak każda przyzwoita wiedźma – kocham ziółka, ale po poradę zgłaszam się do lekarza medycyny. Najchętniej takiego, który także zna się na naturalnych metodach leczenia i dwa razy się zastanowi, zanim przepisze chemiczne medykamenty. Pozostaje tylko jedno: życzmy sobie zdrowia, że o naszym państwie nie wspomnę 🙂

Ahoj przygodo, czyli przyganiał kocioł garnkowi;)

 

Zadzwoniła moja znajoma (pamiętacie? ;)) i poinformowała mnie, że nareszcie zdecydowała się na wyjazd. Zresztą, gdyby nie przyjaciółka, pewnie by się  dłużej wahała.

– To świetnie! – odpowiedziałam. – Ja też mam zamiar nareszcie gdzieś się wybrać i odpocząć. Oczywiście jedziesz sama? – zapytałam życzliwie, bo wiem, jak bardzo czuła się zmęczona przed urlopem i jak dobrze zrobiłaby jej taka odmiana – spotkanie z koleżanką, wspólne spacery, wyciszenie i odprężenie gdzieś na plaży…

– Nooo, nie… – niepewnie zaczęła. – Jadę z młodszym dzieckiem. Ty wiesz, jakie ono podekscytowane? Już się nie może doczekać! – mówiła coraz szybciej. – A poza tym, wiesz, jak jest do mnie przywiązane. Właśnie jest na zakupach, biega po sklepach i dokupuje niezbędne drobiazgi na wyjazd…
– Chwileczkę – przerwałam. – Sama mówiłaś, że twoje dziecko jest bardzo absorbujące i na tyle duże, że przydałoby ci się trochę odpocząć od domowych obowiązków – dodałam z lekkim wyrzutem. – Kiedy wreszcie zrobisz coś wyłącznie dla siebie?
– Eh, wiesz jak to jest… – ona na to.

Wiem. Zamiast SAMA odwiedzić jedną przyjaciółkę, jadę z dzieckiem do drugiej… Pewne jest tylko, że – tak nasze dzieci, jak i my, będziemy mieć swoje „kółka zainteresowań” podczas urlopu 😉

b169_darlowko

 

Godzina W, czyli dylematy ropuchy ;)

W poprzednim wpisie opowiedziałam smutną historię lipy pod moim domem. Pora zmienić nastrój, tym bardziej, że od weekendu w tanecznym rytmie oswajam nową rzeczywistość 😉

Wybaczcie, że znów zniknęłam na trochę, ale był to daleki i wyjątkowy wyjazd. Tak, jak uchyliła rąbka tajemnicy Ela – w minioną sobotę, równiutko o 15, wybiła godzina  W, czyli ślubu i wesela mojego Pierworodnego! 😀 Zostałam teściową! Rola pewnie niełatwa, biorąc pod uwagę wszystko, co się na ten temat słyszy… Najlepiej podobno się do młodych nie wtrącać, ale – jak filozoficznie stwierdziła moja fryzjerka, nie wiadomo, co lepsze, bo wtrącać się źle, ale nie wtrącać się – jeszcze gorzej, bo Młodzi gotowi pomyśleć, że się nimi nie interesujemy 😉
Tymczasem liczę na Waszą mądrość i sądzę, że znajdą się tacy, którzy coś w tej kwestii mi doradzą 😉
A oto garść internetowych mądrości, które znalazłam w sieci:

Fotograf podczas robienia zdjęć ślubnych:
– A teraz chciałem jeszcze zrobić jedno zdjęcie Szczęśliwej Pary – Panny Młodej z Mamusią.

Żona z mężem oglądają horror. Nagle pojawia się straszny potwór.
– O matko! – krzyczy żona.
– Teściowa? Faktycznie podobna.

Facet wrócił z nocnego lokalu ze striptizem tak naładowany, że już w przedpokoju wyskoczył z ciuchów, wpadł do sypialni, szczupakiem do łóżka… Gdy skończył, pić mu się zachciało, idzie do kuchni, a tam żona czyta „Przyjaciółkę”…
Facet z obłędem w oczach w tył zwrot, wpada do sypialni, zapala światło a tam teściowa w łóżku…
– To ja przed chwilą z mamusią?! – jąka się facet
– Owszem – odpowiada mamuśka z zadowoloną miną, poprawiając fryzurę.
– To dlaczego mama nic nie mówiła???!!!
– Przecież ze sobą nie rozmawiamy…

Co to jest: 30 żabek i ropucha?
– Teściowa wiesza firanki.

Słuchaj stary, wczoraj, gdy akurat nie było mojej ślubnej, bzykam sobie elegancko lalę, którą poderwałem na ulicy i nagle wchodzi moja teściowa!
– I co? I co?
– Bardzo pozytywnie mnie kobita zaskoczyła. Bardzo pozytywnie.
– Co zrobiła? No co?
– A, no kulturalnie wzięła i zeszła.
– Na dwór?
– Nie, na zawał.

Deszcz meteorytów. Obserwują zięć i teściowa. Zięć pomyślał życzenie. Teściowa nie zdążyła…

Teściowa przyjeżdża w odwiedziny do zięcia i córki. Drzwi otwiera zięć:
– O, mamusia! A mamusia na długo?
– Na tak długo synku, aż wam się znudzę.
– To mamusia nawet nie wejdzie?

Przychodzi pijany zięć do domu. Otwierając drzwi widzi teściową z miotłą i pyta:
– Mamusia sprząta czy odlatuje?

Zięć, po pracy w upalny dzień, wraca do domu.
W mieszkaniu okna pootwierane na oścież, a na fotelu siedzi teściowa, na którą dodatkowo dmucha wentylator.
– Dzisiaj można zwariować z tym upałem – ledwo mówi kobieta. – Powinieneś tutaj zainstalować klimatyzację!
– Ja się dobrze czuję przy takich temperaturach – odpowiada zięć z uśmiechem i dodaje:
– Ale znam takie chłodne miejsce z szufladami gdzie mamusia by się dobrze czuła.

Jak długo należy patrzeć na teściową jednym okiem? 
– Tak długo aż się muszka ze szczerbinką zgra.

Rozmawiają dwie teściowe: 
– Co robi pani zięć? 
– Zwykle robi co mu każę.

Fąfara do kolegi: 
– Moja rodzina przeżyła ostatnio katastrofę kolejową. 
– Co się stało? 
– Teściowa przyjechała do nas pociągiem.

Spotyka się dwóch kolegów jeden jest wyraźnie smutny drugi pyta go: 
– Czego jesteś smutny? 
– No wiesz porwali mi teściową i żądają okupu. 
– Zaraz, zaraz teściową? To co się martwisz? 
– Powiedzieli, że jeśli nie dam im okupu, to ją sklonują.

Mówi zięć do teściowej: 
– Gdzie mama jedzie? 
– Na cmentarz. 
– A kto rower przyprowadzi?!!!

Mąż mówi do żony: 
– Nie twierdzę, kochanie, że twoja mama źle gotuje, ale zaczynam rozumieć dlaczego twoja rodzina modli się przed obiadem!

Teściowa do zięcia:
– Nigdy się nie rozumiemy! Ja jestem zagorzałą katoliczką.
Zięć do teściowej:
– Ja też jestem za gorzałą. 😀

Previous Older Entries