Majowa księżniczka i ziarenka

* * *

Kiedy zapukała do twoich drzwi któregoś popołudnia
padał ulewny deszcz
wcale nie wyglądała jak czarodziejka bądź bajkowa wróżka
która szelestem halek i  jedwabnych pończoch
dumnym krokiem płynęłaby niczym okręt z oddali
strugi wody przylepiły się do jej sukni
spływając strumyczkami z kosmyków włosów
a zziębnięte ramiona kuliły się niczym skrzydła pod mokrym szalem
gdy się uśmiechnęła i podniosła wzrok niespodziewanie
jak za dotknięciem różdżki magicznie zaiskrzyło wokół
na fali zachwytu tajemnicą zaskoczony zupełnie pomyślałeś
że jest darem szlochającego nieba po długich poszukiwaniach
odkryciem właściwego portu i tym razem nie możesz się mylić

na jedną majową noc stała się księżniczką
i do dziś nie wiadomo czy zabrakło wiary jak nasionka gorczycy
czy to nieznana przeszłość uwierała niby ziarnko grochu
a może znów ktoś pomylił bajki

Reklamy

Wiedźma

*  *  *

Moja matka niosła mnie pod sercem
kiedy ze sfałszowaną metryką wśród krzywych spojrzeń
uciekałyśmy przed językami i potępieniem
mam trzy tysiące lat i życiorys wykuty w Wedach
mało kto mnie rozumie gdy cierpliwie zbieram słowa
jak zioła o świcie i warzę je w świetle księżyca
odkąd z kolejnym krzyżykiem wygarnęłam za próg smutki
bezużyteczna miotła stoi zapomniana w kącie
a czarny tłusty kot przestał się łasić u mych stóp
umykając któregoś marcowego przedwieczora
już nie pytam dlaczego
od wieków niepokorna poszukuję magicznego kamienia
nie przejmując się wcale tym co wypada lub nie
dzwonkami konwalii zapowiadam kolejną wiosnę
nakładając swój słoneczny kapelusz na rozwiane siwe włosy
i karminowy uśmiech szminki odziedziczonej po matce

nie mów nic gdy zapukasz do mojej chatki wędrowcze
z czarodziejskich ksiąg zaklęty los odczytam między wierszami
innej radości nie będzie prócz fiołków w naszych oczach
jestem wiedźmą po prostu wiem
/21 IV’16/

czar

Życie jak w bajce…?

 

BAJKA

Kiedy opadły mgły wyruszyli na wrzosowisko
wiekowe drzewa przeglądały się w lustrze jeziora
a dom na wzgórzu otwierał się na marzenia
prowadził ją za rękę niby ślepiec
a ona rozrzucała okruchy słów na drogę bez powrotu
zachwyceni słodyczą na wargach
zachłannie zajadali po kawałku piernika z dachu
jak straceńcy mając ostatnie życzenie
karmieni chwilą złudnego szczęścia
na moment świat wywrócił się do góry nogami
gdy ogień dosięgał ich oczu
i nie było już widać nawet dymu z komina

Nie został jej Jasiem ani ona jego Małgosią
ta bajka nie ma szczęśliwego zakończenia
jedynie baba jaga rechocze dotąd z ich losu

/IV’16/

Hexenhaus 1

czas zmartwychwstania

*  *  *

W drzewie rozdartym cierpieniem jak drogowskaz
poszukujemy wiosny. Tej, która nawet śmierć pokona
wciąż z nadzieją na lepszy świt po mrocznej nocy
gdy się odradza w naszych sercach radość
już tylko odsunąć głaz wyjąć belkę z oka
bo jedyny ślad jaki po nas zostanie to okruch
dobra na obrusie przy świątecznym śniadaniu…
/Wielkanoc’2016/
DSC_0880_1

Błogosławionych świąt Wielkiej Nocy, zdrowia, radości, wiosny w sercach i samych pięknych chwil w gronie najbliższych. Wesołego Alleluja!:)

W naszym mieście

*  *  *

z perspektywy wścibskiego księżyca
popłynęła myśl swobodna
wyfrunęły słowa uwolnione jak motyl z kokona
kiedy nocą zimową w jego poświacie
chrzęścił nam pod nogami długo oczekiwany świt
płatki kryształowe delikatnie wirowały
dłonie misternie zatańczyły walca
opowieść snuła się sama
znowu zanurzyliśmy sie w naszym mieście
wśród kamienic odrapanych
i smutnych jak stare prostytutki
błądziliśmy wśród zaułków
z których dawno wyprowadziły się marzenia
trafiliśmy pod dom z cegłami błękitnymi jak niebo
towarzysz naszej wędrówki i niemy świadek
zbladł wówczas zupełnie i się rozpłynął
zostaliśmy sami nadal trzymając się za ręce
tutaj odpoczniemy powiedziałam wtulona
nim zniknęliśmy w najbliższej bramie
/III’16/
Fot. Krzysztof T. Masiuk, Zielona Góra

/Fot. Krzysztof T. Masiuk, Zielona Góra/

Obok nas…

*  *  *

Nie opuszczała nas nadzieja
by nadal zostały wierne i niezłomne
potężne drzewa gdy słów zabrakło
umierały pokornie chyląc kark

nie wszyscy dali wiarę oczom
kiedy gliniane posągi bohaterów
z naszej epoki kruczoczarnych snów
rozsypywały się w miałki pył

w zawrotnym tempie jak automaty
jemy śpimy rozpychamy się łokciami
ale już nikt nie pamięta zapachu malin
miłość przemknęła obok nas

/3.03.16/

Biały sen

 * * *

Gdy przyjdziesz jak sen nad ranem
powiem głośno to okrutne
idziemy każde swoją drogą
niczym biała kartka papieru
anonimowi do bólu

Gdy świt zbieleje jak sanna
szepnę po cichutku
nie budź we mnie królewny
zawołaj imieniem albo
pozwól dalej siać rutkę

A potem w świetle dnia
bezgłośnie poproszę zwiewny los
niby misternie tkany welon
byś przechodząc przez próg
zawsze pamiętał wytrzeć buty

/24 II’16/

Zdjęcie0461

Previous Older Entries Next Newer Entries