Lato w pełni

 

 

 

NA PLAŻY

 

Kobieta obserwuje

mała dziewczynka wygarnia piasek z wiaderka

pomaga sobie wystawionym językiem

buduje zamek dla księcia

ona jeszcze nie wie

wrażliwe myśli zakopuje się głęboko pod fosą

 

obie pragną by się udało

 

 

Poloneza czas zacząć, czyli mężczyzna w moim domu

Wzruszyłam się:)
Moje najmłodsze pacholę pouczone, coby wstydu nie przyniósł, wyszykowałam, wygładziłam, zasadziłam matczynego, wcale nie symbolicznego, kopa i wyprawiłam na studniówkę z radosnym okrzykiem: „baw się dobrze!”
Wsiadł do limuzyny z dwoma bukietami i pojechał godzinę przed czasem… nawet nie próbowałam się odezwać, kiedy na pytanie czy nie za prędko, odpowiedział: „mamo, PRZECIEŻ JADĘ PO KOBIETĘ…”
Nieistotna jest metryka. Co z tego, że już pełnoletni? Dziś świadomość nie pozostawia złudzeń: nie mam już mojego Ptysia, Chudego, Małego, Młodego… mam w domu MĘŻCZYZNĘ 🙂

Jak w małżeństwie, czyli przywrócony wzrok…

Latem, szczególnie podczas urlopu, przychodzi moment na błogie leniuchowanie, a wówczas, wszystko, co robimy, najczęściej jest przyjemnością, a nie – przykrym obowiązkiem…  Znacie to? Przez cały rok w pracy trzeba być „na bieżąco” z literaturą fachową, a  na urlopie sięgamy po lekturę lekką, łatwą i przyjemną. W takim czasie pozwalam sobie na czytanie wszystkiego, co mi wpadnie w ręce… tym razem – „Kolory tamtego lata” Richarda Paula Evansa, autora bestsellerowych powieści, które wielokrotnie pojawiały się na pierwszym miejscu listy New York Times’a. Powieść, którą polscy czytelnicy poznali wcześniej pod tytułem „Ostatnia obietnica”. Nie będę jednak streszczać, ani recenzować – wszak są wakacje!, ale chciałabym zwrócić uwagę na dwie ciekawostki: oryginalne cytaty, sentencje lub przysłowia włoskie,  rozpoczynające kolejne rozdziały książki oraz przytoczony dowcip, który pozwalam sobie zacytować, mając nadzieję, że Wam także się spodoba…:)
Życzę miłej lektury!

*   *   *

Kolory tamtego lata - Richard Paul Evans

 

 

„L’amore è cieco, ma il matrimonio gli rida la vista”.

Miłość jest ślepa, ale małżeństwo przywraca wzrok.

/włoskie przysłowie /

Mężczyzna i kobieta jechali nocnym pociagiem na Sycylię. Pociąg był zapchany do ostatniego miejsca. Okazało się, że ich dwoje omyłkowo przydzielono do tego samego przedziału sypialnego. Na początku byli trochę skrępowani, ale wkrótce zgasili światło i położyli się spać, mężczyzna na górnym, kobieta na dolnym łóżku. Po jakimś czasie mężczyzna odezwał się do kobiety: „Przepraszam, ale czy mogłaby pani podać mi koc? Trochę tu zmarzłem.” Kobieta odpowiedziała: „Mam lepszy pomysł. Moglibyśmy, oczywiście tylko na tę jedną noc, udawać, że jesteśmy małżeństwem.” „Naprawdę?” – zapytał podniecony mężczyzna – „To wspaniale!” „W takim razie sam sobie weź ten pieprzony koc”, powiedziała kobieta i odwróciła się na drugi bok.

Ciepłe rozmowy w zimne dni…

Zadzwoniła do mnie moja znajoma. Kiedy usłyszałam jej głos w słuchawce, nastawiłam się na „potoczysty” monolog… Zwykle, kiedy jest czymś zdenerwowana, nie dopuszcza mnie do głosu. Tym razem już pierwsze słowa: „czy ty wiesz, co mi się dzisiaj przydarzyło?” – zabrzmiały jakoś dziwnie, ponuro…
– Oho – pomyślałam – zapowiada się niezwykle… – więc dodałam niecierpliwie:
– Skąd mam wiedzieć? Opowiadaj!
– Przypomniałam sobie dzisiaj pewne wydarzenie… – ona na to – kiedyś, bardzo dawno temu, w szpitalu, leżąc na kilkuosobowej sali, poznałam pewną kobietę… mąż odwiedzał ją codziennie, dopytywał o samopoczucie, czule gładząc jej dłonie, zdawał relację, co zrobił w domu, przynosił perfumy, albo różne specjały i co rusz świeże kwiaty…
Gdy jedna z towarzyszek głośno skomentowała: „mąż to musi panią bardzo kochać, tak bardzo panią rozpieszcza…”, wyciągnęła ręce przed siebie, przyglądając się idealnie wypielęgnowanym paznokciom i z uśmiechem odpowiedziała: „mój mąż twierdzi, że kobieta jest stworzona wyłącznie do pieszczot!” i – nie wiedząc czemu, zwróciła się do mnie: „zgadza się pani?”
– I co jej odpowiedziałaś? – wtrąciłam z ciekawością.
– Nie pamiętam już co odpowiedziałam, ale musiałam mieć nieciekawą minę –  w głowie mi się nie mieściło, że można nic nie robić, a tylko i wyłącznie pozwolić mężczyźnie się adorować… Dziś – taka zaradna, samodzielna, niezależna kobieta jak ja, przypomniałam sobie tę scenkę sprzed lat i pomyślałam: jakby to było miło otrzymywać w darze od ukochanego mężczyzny coś bez okazji, tak po prostu, pozwolić się rozpieszczać…
– No, pewnie – westchnęłam do słuchawki i sama się rozmarzyłam… – ale co ciebie tak naszło???
– Wiesz – ona na to – tak bym chciała, żeby mnie ktoś pokochał, tak po prostu. Taką – mnie… bezinteresownie i bezwarunkowo, nie za to jak wyglądam, ale za to kim jestem…
Jakoś nastroiła mnie lirycznie ta rozmowa…
Przypomniałam sobie  tekst  E. Stachury… i wyszło mi, że z tym uczuciem na M, a zwłaszcza z wzajemnością, to wcale nie taka prosta sprawa…