Już listopad…

 

*   *   *

 

Wiejska kapliczka
wokół niej rządki przekrzywionych krzyży
nadgryzionych przez czas
wypalone znicze spłowiałe kwiaty
zapomniany przez Boga i ludzi malutki cmentarz
otoczony solidnym murem
jakby ktoś naprawdę miał szansę uciec
przed przeznaczeniem
anioł z utrąconym nosem i ten z połamanym skrzydłem
już dawno nie proszą przechodniów o modlitwę
tylko poeta usłyszy nieme wołanie
bukiet słów zostawi
wierszem ocali

/27.08’16/

 

 

images-2

Reklamy

Czy pamiętasz…?

Pamiętasz, jak pojechaliśmy razem na wczasy? Wielogodzinna podróż i dojazd taksówką na miejsce w środku nocy. Była zima, choć w kraju wrzało. Gorący czas, który rozpaliła nadzieja na wybrzeżu, a my wysoko w górach, urządzaliśmy sobie czasem wycieczki w dolinę Dunajca.
Wywołaliśmy niemałą sensację, bo wszyscy zastanawiali się kim jesteśmy… Na rodzica wyglądałeś zbyt młodo. Na kochanka, jak niektórzy spekulowali, ja byłam przy Tobie za młoda…. w prawdę i tak nikt nie uwierzył. Śmiać mi się chce, jak sobie przypomnę wydęte w pogardzie usta niektórych pań na mój widok. Może liczyły na jakiś wczasowy romans, dopóki nie zorientowały się, że jesteśmy razem? 😉 W końcu byłeś cholernie przystojny i zawsze podobałeś się kobietom. Pamiętam zazdrosne spojrzenia niektórych panów, którzy wciągali brzuch, zaczesywali włosy, by zbytnio nie świeciła ich łysina. Na niewiele to się zdało, bo zupełnie mnie nie interesowali, a poza tym nie byli w stanie w żaden sposób Ci dorównać.
Mieliśmy wówczas różnego typu umowy np. chodzę z Tobą na dancingi pod warunkiem, że Ty ze mną na dyskoteki, na których zresztą zakasowałeś wszystkich.
Chyba nigdy tyle nie tańczyłam, co wówczas! Kiedy przeniosłam się bliżej Ciebie, nie było soboty, byśmy nie chodzili na tańce. Nigdy nie zapomnę, jak wracając o drugiej nad ranem do domu, kazałeś mi iść pierwszej, a Ty, jak bodyguard trzy metry za mną. Naprawdę czułeś wtedy, że jestem w niebezpieczeństwie? Wiem, nie nadawałam się na uczennicę sztuk walki, choć miałam wrażenie, ze tego zawsze pragnąłeś. Dopiero, jak nie pozwoliłeś mi zapisać się do szkółki jeździeckiej, z czułością przyznałeś, że jestem do tego za delikatna.

Uwielbiałam weekendy, który spędzałam u Ciebie. Tak mnie rozpieszczałeś! Śniadanie podawane do łóżka, tuż po aromatycznej kawie, obiad, który sam przygotowywałeś… Zawsze byłeś bardzo troskliwy, zadziwiałeś tym otoczenie, gdziekolwiek się znaleźliśmy. Kiedy przyszedł na świat mój Pierworodny, opiekowałeś się nim w ten sam sposób. Po latach dopiero przyznałeś, ile potrafił przysporzyć Ci kłopotów. 🙂

Zawsze wiele wymagałeś. Tak od innych, jak przede wszystkim od siebie. Tego się od Ciebie nauczyłam. Pamiętasz, jak zachorowałeś? Byłam przerażona, ale pobiegłam po lekarza. A kiedy wróciłeś do domu po operacjach, byłeś na ścisłej diecie. To od wtedy, solidaryzując się z Tobą, przestałam słodzić herbatę. Ileż to już lat!
Od Ciebie nauczyłam się też kochać książki. Myślę, że moja biblioteka byłaby miejscem, w którym czułbyś się najlepiej. Zawsze mnie namawiałeś, bym jeden pokój miała wyłącznie do pracy. Chyba najlepiej rozumiałeś, jakie to ważne. Sam byłeś pasjonatem i społecznikiem. Wielu osobom pomagałeś… A pamiętasz, jaka byłam rozczarowana, kiedy przyjechałam do Ciebie na działkę, by powiedzieć, że jestem magistrem? Sądziłam, że będziesz ze mnie dumny, a Ty  zapytałeś: to kiedy doktorat?  Długo nie mogłam tego przeboleć.

Mimo wszystko zawsze mi imponowałeś. Wiedzą i intelektem. Pewnie dlatego, zamiast specjalizować się w wąskiej dziedzinie, zostałam wiedźmą. Może i dlatego właśnie, że nauczyłeś mnie korzystać ze słowników? razem, nieraz na wyścigi, rozwiązywaliśmy krzyżówki… a nasze dyskusje? Niezapomniane! Ileż to razy ścieraliśmy się, udowadniając swoje racje! 🙂 Ile miałeś wówczas lat? Chyba dobrze po sześćdziesiątce, kiedy zapisałeś się na kurs komputerowy? Moje dzieci wspominają to z wielkim szacunkiem…

Kiedy odszedłeś, nie płakałam. Tak, jak Ci obiecałam. Znalazłam wśród Twoich notatek dwuwiersz, który kazałam wyryć na pomniku:

A kiedy przyjdzie taka potrzeba,
wyemigruję prosto do nieba.

Jutro zapalę światełko. Powspominam wszystkie dobre i złe chwile… Opowiem dzieciom, żeby pamiętały… jak bardzo kochałeś życie.  Jeszcze wysłucham Twojej ulubionej piosenki…  Brakuje mi Ciebie, Tato…

Z inspiracji serenadą…

 

 

…nie można odsunąć wspomnień
jak lampkę wina.
Ten, co powtarza co dzień „zapomnę”,
nie zapomina.
/Jan Zych, W sprawie zapominania/

                      * * *

Tęsknię
za twoim delikatnym
pocałunkiem

słodkim uciskiem
poniżej splotu słonecznego
który jak narkotyk
koi wszystko we mnie
nienazwane

tęsknię
za twoim szeptem
który krzyczące ciało
oddechem ucisza aż
do nieistnienia

Codziennie
zabijam w sobie
pamięć
/ev, 2013/